JEDNOLOKAT
W dzień pogrzebu żony Stanisław nie uronił ani jednej łzy.
No zobacz, mówiłam ci przecież, że on wcale Zosi nie kochał szeptała Bogusia do swojej sąsiadki Krystyny pod łokciem.
Ciszej, kobieto, co teraz za różnica. Dzieci zostały sierotami przy takim ojcu mruknęła Krystyna.
Zobaczysz, na pewno ożeni się z Maryśką zarzekała się Bogusia.
Czemu akurat z Maryśką? Co ona mu takiego?
A nie pamiętasz, jak z Wandzią biegał po stogach siana? Maryśka się z nim nie zada. Ma rodzinę, i pewnie już dawno zapomniała o Staszku.
A ty niby wszystko wiesz?
Pewnie, że wiem. Mąż Maryśki to porządny chłop, po co jej Stanisław z tymi swoimi dzieciakami. Maryśka to dziewczyna, co zawsze wie, gdzie jej lepiej. A Wandzia cały czas bieduje z tym swoim Mietkiem. Wróci do starej miłości, zobaczysz zakończyła Bogusia.
Zosię pochowano. Dzieci trzymały się kurczowo za ręce. Małgosia i Michałek dopiero co skończyli po osiem lat.
Zosia wyszła za Stanisława całym sercem. Ale czy on ją kochał tego Zosia nie była pewna, jak zresztą i cała wieś.
Szeptano, że zaszła w ciążę i przez to Stanisław musiał ją poślubić. Klara, ich pierwsza córeczka, urodziła się siedmiomiesięczna, krótko pożyła, a potem długo Zosia i Stanisław nie mieli dzieci.
Stanisław zawsze chodził ponury, małomówny. We wsi mówiono na niego Wilk, bo taki był oszczędny w słowach, a pieszczot dla żony niemal nie znał. Zosia wiedziała to najlepiej, choć i tak nie przestawała się modlić.
Bóg jednak nad nią się zlitował. Ile nocy Zosia przegadała na modlitwach, tylko On jeden wiedział. I łaskawie podarował jej dwoje dzieci naraz bliźniaki Małgosia i Michałek.
Michałek miał serce po matce czuły, troskliwy. Za to Małgosia wdała się w ojca milcząca, zamknięta, nikt nie wiedział, co jej w duszy gra. I do taty zawsze była bliżej bo podobni byli charakterem.
To bywało tak, że Stanisław coś strugał czy naprawiał w stodole, a Małgosia kręciła się wokół niego. On opowiadał jej o życiu, starał się nauczyć czego mógł.
Michałek był ciągle z matką. Tu podłogę zamiótł, tam wodę w wiaderku przyniósł drobna pomoc, ale zawsze coś. Zosia całą duszę oddała dzieciom, ale Małgosi nie była w stanie pojąć. Za to do Michałka przylgnęła całym sercem.
Kiedy Zosia gasła, powierzyła synkowi słowa:
Synku, długo już nie pożyję. Ty teraz zostaniesz gospodarzem. Pilnuj Małgosi, nie pozwól jej skrzywdzić, jesteś jej obrońcą, pamiętaj. Jesteś chłopcem, powinieneś dbać o siostrę. Ona jest słabsza i potrzebuje twojej ochrony.
A tata? spytał Michałek.
Co? nie zrozumiała Zosia.
Tata będzie nas bronił?
Nie wiem, synku. Czas pokaże.
To nie umieraj, jak sobie bez ciebie poradzimy? płakał Michałek.
Och, synku, gdyby to ode mnie zależało… westchnęła Zosia. Odeszła nad ranem.
Stanisław siedział skulony przy jej łóżku, trzymał ją za rękę. Nie płakał, nie odezwał się nawet słowem. Wydał się od razu starszy, przygarbiony, tak jakby nagle osiwiał.
Życie jednak powoli wracało do normy. Małgosia podjęła się gospodarskich obowiązków w domu. Sama choć chciała ugotować, posprzątać była jeszcze mała. Pomagała im czasem siostra Stanisława, Natalia, która przychodziła i uczyła Małgosię, jak się prowadzi dom.
Ciociu Natalio zapytała kiedyś Małgosia czy tata teraz się ożeni?
Nie wiem, dziewczynko. Tatuś twój to tajemniczy człowiek, nie rozmawia o sobie.
Natalia miała własne dzieci i męża, Władysława. Ich rodzina była przykładna, szczęśliwa.
A jakby co, zabierzesz nas do siebie? ciągnęła Małgosia.
Nie wygaduj głupot. Ojciec was kocha, nikomu w krzywdę was nie odda zapewniła ją Natalia.
A tymczasem po wsi szły już plotki, że Stanisław i Wanda znowu odnawiają dawną miłość.
Odbiło jej, tej Wandzi plotkowała Bogusia. Znowu ze Staszkiem, a swoją rodzinę zostawiła.
Głupie baby, zawsze plotkują mówili inni pod sklepem spożywczym.
Starczy tych narad, kobietki rozgonił je przewodniczący kołchozu, pan Maciej Lechowicz.
Co wy wiecie o ludziach, tylko językami mielecie, a prawdy nie znacie rzekł surowo, stając w obronie Stanisława.
Między Wandą a Stanisławem rzeczywiście kiedyś była wielka miłość, taka, o jakich powieści piszą. Ale Stanisława wysłali kiedyś daleko, do innego powiatu, pomagać przy zasiewach w gospodarstwach. Przeżył tam niemal dwa miesiące, a w tym czasie Wanda układała sobie życie z Mietkiem Ostrowskim.
Gdy Stanisław wrócił i o wszystkim się dowiedział, tęgo obił Mietka, a potem do Wandy już się nie odezwał.
Wanda w końcu wyszła za Ostrowskiego. Ten pił, do kobiet latał, a Wanda płakała, że nie została przy sobie takiego człowieka jak Staszek trzeźwego, pracowitego. I choć milczącego, ale zawsze wiernego.
Dopiero wtedy wieś zaczęła zauważać, jak Stanisław przysiada się coraz częściej do Zosi. A Zosia aż rozkwitła pod jego spojrzeniem trudno było oderwać oczy.
Patrzcie, co z miłością ludzie robią mówili niektórzy.
Zosia od dawna kochała Stanisława, tylko bała się o tym mówić, bo przecież Wanda była wyrazistsza, przebojowa, a ona cicha, pokorna.
A wyszło, jak życie chciało. Spotykali się, spacerowali, aż raz do urzędu poszli i po cichu się pobrali.
Wesele było skromne. Stanisław z rodziny miał tylko Natalię, a Zosia już tylko starą matkę.
Matka Zosi była już wiekowa. Późno ją urodziła, a wieś i tak szeptała, kto był ojcem, lecz wszyscy milczeli. Na wsi przewodniczącym był Władysław Przybylski. Z nim matka Zosi miała romanse, ale nigdy nie wyszła za mąż nie lubiano jej na wsi, bo za mężczyznami zawsze goniła. Zosia charakterem zupełnie się na matce nie wzorowała. I czy dziecko winne za matkę?
Ludzie żałowali Zosi. Zwłaszcza, kiedy za Stanisława wyszła.
Oj, nie doczeka się ona szczęścia wzdychała Janka Borowska. On jej nie kocha, całe życie będzie się z nim męczyć zapowiadała.
Ale wbrew wszystkiemu Stanisław okazał się wierny żonie. We wsi byli pewni, bo przecież, co tu da się ukryć? Piętnaście lat przeżył z Zosią. Nie było u nich kłótni. Ludzie powoli przestali plotkować, aż zeszłej zimy Zosia poważnie zachorowała. Okazało się, że została dotknięta okrutną chorobą, na którą lekarstwa wtedy nie było.
Sytuacja była beznadziejna.
Któregoś dnia Stanisław wracał z pracy.
Stasiu, może wpadnę na godzinkę, pogadamy, dzieciom pączków napiekłam dogoniła go Wanda, trzymając miskę z pachnącymi wypiekami.
Nie, Wandziu, dziękuję. Natalia już wczoraj napiekła nam pączków.
Ale ja z serca
I siostra moja też z serca.
Spotkaj się dziś ze mną przy młynie, jak się ściemni zaproponowała.
A poco to?
Przecież nie zapomniałeś wszystkiego, co było między nami? zniecierpliwiła się Wanda.
To już dawno minęło, dziś tylko wspomnienie. Kocham swoje dzieci, kochałem Zosię i wciąż kocham powiedział.
Ale jej nie wrócisz szepnęła Wanda.
Ale miłość nie umiera odparł Stanisław.
Nie kochałeś jej. Ze złości na mnie się z nią ożeniłeś.
Idź już do domu, Wanda odparł cicho Stanisław.
Przyspieszył kroku, nie oglądając się, poszedł do domu, gdzie czekały na niego dzieci.
Wanda długo jeszcze stała na pustej, wiejskiej drodze.
Minęło kilka lat. Dzieci wyrosły. Ciocia Natalia wciąż odwiedzała bratanków, lecz wiedziała już z pewnością, że brat jej jest jednolokatem na więcej uczuć nie ma w sobie miejsca.
Małgosiu, słyszałam, że z Grzesiem Nowickim się prowadzisz oznajmiła ciotka, stając w progu.
A no, co z tego? Małgosia, wyrośnięta już dziewczyna, pytająco spojrzała na ciotkę. Co za piękność przeszło przez myśl Natalii.
Tak tylko pytam. Bądź czujna, dziewczyno.
Dlaczego?
Sama wiesz, nie jesteś już dzieckiem powiedziała surowo Natalia.
Ciociu, tak bardzo go kocham, na całe życie
Tobie się tylko tak wydaje.
Nie, ja jestem pewna!
Może ty i jesteś pewna, a Grzegorz?
Jak mnie zdradzi, nigdy już nikogo nie pokocham.
W to akurat wierzę rzekła Natalia.
Wieczorem Michałek i Małgosia czekali w kuchni na tatę.
Dziś długo nie wraca rzucił Michałek.
Przecież dziś piątek.
I co z tego?
W środy, piątki i święta zawsze idzie na grób do mamusi wyjaśniła Małgosia.
Skąd wiesz? zdziwił się Michałek, podnosząc brwi.
Jesteś głuptasem, skoro własnego taty sercem nie czujesz mrugnęła Małgosia.
Cichutko przemykali się ścieżkami przez ogrody na cmentarz. Małgosia prowadziła drogą, której nie znał nikt.
Patrz powiedziała, wskazując skuloną postać nad grobem.
Michałek przysłuchał się. Usłyszał, jak ojciec mówi cicho:
Zosiu, takie teraz sprawy. Małgosia nasza niedługo wychodzi za mąż. Zgromadziłem jej posag, Natalia dopomogła. Powoli jakoś dajemy radę. Przebacz mi, Zosieńko, że za życia mało ci mówiłem czułych słów. Ale serce moje wygadało ci ich tysiąc razy więcej. Taki już jestem, nie umiem mówić tylko kocham.
Stanisław wstał ciężko i ruszył do wyjścia z cmentarza.
Małgosia spojrzała na brata. Michałkowi w oczach stanęły łzy.



