Odnaleźć rodzinę, tracąc miłość

Stracił miłość, ale odnalazł rodzinę

Wojciech od miesięcy nosił w sobie ciężką myśl — chciał odejść. Bez krzyków, rozbitych talerzy, bez łez. Po prostu zniknąć, jakby wyszedł po chleb i nie wrócił.

Z Martą byli razem osiem lat. Bez dzieci, bez głośnych awantur, bez szaleńczych namiętności. Ich życie było gładkie jak asfalt na głównej ulicy ich miasteczka. Każdego ranka powtarzał się ten sam scenariusz: kawa, tosty, jej staranne notatki w kalendarzu. Pewnego dnia Wojciech zdał sobie sprawę, że nie pamięta, czym różnił się ostatni piątek od tego sprzed tygodnia.

Marta była idealną żoną. Zbyt idealną, aż zaczynało go to dusić. Dom lśnił czystością, obiad zawsze był ciepły, wszystko działo się bez jego prośby. Kiedy tylko pomyślał o herbacie, w tej samej chwili wchodziła z dymiącą filiżanką.

— Skąd wiesz? — spytał, maskując irytację.
— Po prostu cię zn— Po prostu cię znam — odpowiedziała cicho. — Bo cię kocham.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + trzy =

Odnaleźć rodzinę, tracąc miłość