Znajdziesz swoje szczęście. Nie ma potrzeby się spieszyć. Wszystko w swoim czasie.
Mam taką starą, trochę osobliwą tradycję. Co roku, tuż przed Sylwestrem, odwiedzam wróżkę. W Warszawie, gdzie mieszkam, nigdy nie był to trudny cel nowych wróżek przybywa tu jak grzybów po deszczu.
Bożena bo tak na mnie wołają zawsze była samotna. Próbowałam poznać porządnego młodego mężczyznę, ale za każdym razem kończyło się fiaskiem. Wydaje się, że wszystkich porządnych już dawno sobie znalazły inne dziewczyny…
W tym roku spotkasz swoją wielką miłość! ogłosiła z powagą wróżka o czarnych oczach, patrząc przez kryształową kulę.
Gdzie? Gdzie go spotkam? spytałam zniecierpliwiona. Co roku słyszę to samo! Lata mijają, a ja ciągle czekam na swój cud.
Panią polecały mi jako najsilniejszą wróżkę w Warszawie. Proszę mi wskazać konkretne miejsce! Albo narobię pani takiej antyreklamy, że nikt tu więcej nie przyjdzie… zagroziłam nerwowo.
Wróżka wywróciła oczami. Widząc moją determinację, już wiedziała, że łatwo się mnie nie pozbędzie. Miałam poczucie, że jeśli teraz nie powie mi czegoś konkretnego, to będę tu siedzieć do końca dnia, blokując kolejkę do przepowiadania przyszłości.
Spotkasz go w pociągu! wypowiedziała z zamkniętymi oczami. Wyraźnie go widzę Wysoki blondyn, bardzo przystojny. Jak z bajki
Ojej! ucieszyłam się. Ale w którym pociągu i kiedy dokładnie?
Tuż przed Nowym Rokiem! Jedź na dworzec centralny. Serce ci podpowie, w którą stronę kupić bilet…
Dziękuję! uśmiechnęłam się szczęśliwie.
Wyszłam z klatki wróżki, wezwałam taksówkę i pojechałam na Dworzec Centralny. Tam, przy okienku kasowym, mój entuzjazm nieco opadł. Stałam zdezorientowana przed rozkładem jazdy, nie mając pojęcia, dokąd kupić bilet…
Proszę podać kierunek! zirytowany głos kasjerki wyrwał mnie z zamyślenia.
Kraków na trzydziestego grudnia. Intercity, miejsce w przedziale, wydusiłam.
Już widziałam siebie, siedzącą w przytulnym przedziale, popijającą herbatę, kiedy nagle drzwi się otwierają i wchodzi on mój wyśniony narzeczony.
Po powrocie do domu szybko zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy, bo pociąg miałam późnym wieczorem.
Nie myślałam o tym, jakie konsekwencje ma ta wycieczka. Nie zastanawiałam się, co będę robić w sylwestrową noc w obcym mieście. Chciałam tylko, żeby przepowiednia wróżki się spełniła jak najszybciej.
Tak źle się czułam, będąc całkiem nikomu niepotrzebna. Najgorzej doskwierało mi to właśnie w świąteczne dni. Wszyscy kupowali prezenty, szykowali wspólne kolacje, dzielili się domowymi wypiekami wszyscy, tylko nie ja…
Kilka godzin później siedziałam już w przedziale z szklanką herbaty, dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam. Teraz musiałam tylko poczekać, aż do przedziału wejdzie książę z bajki.
Dobry wieczór! usłyszałam, gdy starsza pani wniosła do przedziału ogromną walizkę. Gdzie moje miejsce?
Tutaj… odpowiedziałam zdezorientowana, wskazując miejsce naprzeciwko. Ale czy to na pewno państwa przedział?
Oczywiście, kochanie uśmiechnęła się serdecznie, po czym usiadła na wolnym miejscu.
Przepraszam, mogę przejść? wymamrotałam nerwowo, nagle czując, że zrobiłam kompletną głupotę. Proszę mi dać wyjść! Ja jednak rezygnuję z podróży!
Poczekaj, tylko schowam walizkę powiedziała spokojnie staruszka, nie rozumiejąc sytuacji.
No i ruszyliśmy westchnęłam ciężko. Co teraz?
A dlaczego chciałaś wysiadać? Coś zapomniałaś? spytała kobieta.
Zignorowałam pytanie patrząc przez okno, bo wiedziałam, że to nie jej wina; sama przywołałam na siebie ten kłopot.
Tymczasem Pani Helena wyciągnęła z torby świeże, domowe pierogi i zaczęła mnie częstować.
Wracam właśnie od córki z Krakowa wyjaśniła. Teraz spieszę się do domu, bo syn z narzeczoną przyjeżdżają w gości. Będziemy razem świętować Nowy Rok.
Ma pani szczęście A ja pewnie przywitam Nowy Rok na dworcu powiedziałam smutno.
Słowo do słowa, i opowiedziałam jej całą moją historię, całą tę desperacką wycieczkę.
Ty głuptasie, po co chodzisz do tych szarlatanek? strofowała mnie ciepło. Znajdziesz swoje szczęście. Nie ma potrzeby się spieszyć. Wszystko w swoim czasie…
Następnego dnia wysiadłam na peronie w miasteczku, w którym byłam pierwszy raz w życiu. Pomogłam pani Helenie wysiąść z pociągu, po czym zatrzymałam się, nie mając pojęcia, co robić dalej.
Dziękuję, Bożenko! Szczęśliwego Nowego Roku! podziękowała mi pani Helena.
Pani również! odparłam z wymuszonym uśmiechem.
Spojrzała na mnie, nie wiedząc, jak pocieszyć samotną duszę. Wiedziała, że perspektywa spędzenia Sylwestra na dworcu, nie jest najlepszą zapowiedzią nowego roku.
Bożena, pojedź do mnie! zaproponowała znienacka. Udekorujemy choinkę, nakryjemy do stołu…
Oj, nie wiem, czy wypada odpowiedziałam zmieszana.
Lepiej siedzieć na dworcu? uśmiechnęła się dobrodusznie. Jedziemy, nie dyskutuj!
W końcu zgodziłam się przyjąć zaproszenie pani Heleny. Miała rację na zewnątrz szalała śnieżyca, więc wędrówka po dworcu nie miała żadnego sensu.
Michał z Magdą już są w domu powiedziała ciepło.
Michał zauważył matkę z okna, gdy podjechała pod blok taksówką. Szybko wybiegł do wind, by pomóc jej z ciężką walizką.
Michałku, witaj, kochanie. No i nie jestem sama mam towarzyszkę. To córka mojej dawnej przyjaciółki, Bożenka powiedziała z uśmiechem, mrugając do mnie porozumiewawczo.
Super! odpowiedział chłopak. Proszę, wejdź, Bożeno.
Spojrzałam na wysokiego blondyna i poczułam się jak w pociągu. Wyglądał dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam. Los znowu ze mną zadrwił?
Gdzie jest Magda? zapytała mama.
Mamo, Magdy nie ma i już nie będzie. Proszę, nie rozmawiajmy o tym rzucił smutno Michał.
Dobrze skwitowała oszołomiona Helena.
Wieczorem siedzieliśmy przy stole, żegnając stary rok.
Bożeno, zostaniesz z nami na dłużej? uśmiechnął się do mnie Michał, nakładając sałatkę na talerz.
Nie, rano wracam powiedziałam z jakimś smutkiem.
Bardzo nie chciałam już wyjeżdżać z tego przytulnego domu. Czułam się tam, jakby ci ludzie byli częścią mojego życia od zawsze.
Nie rozumiem, czemu ci się spieszy? oburzyła się pani Helena. Bożenka, zostań jeszcze trochę.
Faktycznie, Bożeno, zostań! Mamy świetne lodowisko, wieczorem możemy się przejść. Nie wyjeżdżaj tak zaraz przekonywał Michał.
Przekonaliście mnie uśmiechnęłam się. Z przyjemnością zostanę.
Rok później świętowaliśmy już w czwórkę: pani Helena, Michał, ja i mały Arturek…
A Wy wierzycie w sylwestrowe cuda?



