Odmów! Obiecałaś mi, że zrezygnujesz z pracy!

Odwołaj się! Obiecałaś mi, że zrezygnujesz!
Krzysiek, zwariowałeś? zapytała Łucja, łapiąc oddech. Kto odchodzi z takiego stanowiska? Wiesz, ile tam płacą?
Na pieniądze się wpakowałeś odparł z podniesioną brew Krzysztof. A może władza cię zwariowała?

Czytelnik nie wytrzymuje scen, w których bohaterka płacze nad zimną herbatą. Ale nasza Łucja nie pije kawy, a spotkanie, w którym się poznajemy, ukazuje ją właśnie przy zimnej herbacie. Można by podać kompot, sok albo nawet mleko, lecz dramatyzm nie zgaśnie.

Łucja siedziała w wygodnym, miękkim fotelu, ale niekomfortowo na krawędzi, pochylona nad kieliszkiem ostygniętej herbaty. Myśli były ciężkie, a sytuacja przytłaczająca. Jedyną pociechą było to, że jej syn tego nie widział. Obóz sportowy na cały miesiąc zabrał mu dom, obiecując powrót szczęśliwy i wypoczęty. Obóz nieco odciążył troski, lecz jedynie pośrednio.

Prawdziwym winowajcą był Krzysiek, mąż Łucji. Był to słowo kłóciło się samo w sobie, nie wiadomo, czy Krzysztof jest jeszcze mężem, czy już nie. To był swoisty mąż Schrödingera. Łucja właśnie rozważała, czy ma go jeszcze przy sobie.

Ostatnia wypowiedź Krzysztofa przed zamknięciem drzwi brzmiała:
Dość! Nie chcę cię więcej widzieć! Zrujnowałeś mi życie! Wychodzę!

Coś w tym brzmieniu brzmi jasne, ale nie wiadomo, czy to jednorazowy wyjazd, czy na zawsze. Nie było odpowiedzi, więc nie było i wyjaśnień.

Może gdyby od razu wywołać skandal, a potem Krzysiek odleciał, sprawa byłaby klarowniejsza? W rzeczywistości wina spoczywała na obozie sportowym, do którego pojechał syn, Witek. Łucja zapłaciła za niego z premii, nie wydając całej. Krzysztof wykrzyknął, że takie wydatki nie powinny powstawać bez jego zgody.

Żeby wyrzucić czterdzieści tysięcy zł z domowego budżetu, nie trzeba być geniuszem! Trzeba jednak przedyskutować! Może mamy teraz ważniejsze potrzeby? krzyknął.
Łucja wzruszyła ramionami:
Pieniądze mamy! Co trzeba, to kupmy!

Łucja wciągnęła się w ten monolog, dopóki Krzysiek nie wybuchnął z drzwi. Słyszeć takie rzeczy od współmałżonka było dziwne i bolesne, a czternaście lat małżeństwa podążyło po szwach od jego słów. Najgorsze było to, że Łucja nie miała w niczym winy, przynajmniej według siebie. Krzysztof uważał ją za najgorszą żonę.

Gdybyś mnie naprawdę kochała, nie wtrącałabyś się w rzeczy, które nie są twoje! Siedziałabyś spokojnie i cieszyła się życiem! Zamiast skakać wyżej niż wszyscy!
A co o mnie myślisz? Myślisz tylko o sobie! Gdybyś myślała o naszej rodzinie, byłabyś wzorową gospodynią! Pracowałabyś cicho i zajmowała się domem!

Łucja nie rozumiała, co zrobiła źle. Pracowała, dbała o dom, wychowywała syna, nie brakowało jej miłości dla męża. Zadała więc pytanie prosto w twarz, a otrzymała jeszcze większy krzyk i oskarżenia.

Co? Dlaczego? Za co? gubiła się w pytaniach, a herbata dalej stygnęła. A jeśli oszczędzaliśmy od dawna, czemu dopiero teraz? Gdzie ten obóz w tym wchodzi?

Komercyjne biurowce, które zamieniają się w labirynty, to koszmar każdego gościa. Bez mapy nie znajdziesz tam potrzebnej firmy. Dla pracowników to jednak przygoda po jakimś czasie znają topografię budynku i mogą korzystać z wszystkiego, co się przyda. To prawdziwy mrówkowy mrowisko!

Właśnie w tym mrowisku poznali się Łucja i Krzysiek. Byli menedżerami od ulicy przyjmują ludzi bez wykształcenia, dają im telefon i zimną bazę klientów. Praca polega na codziennym dzwonieniu i oferowaniu usług. W momencie poznania już udowodnili swoją wartość, więc zostali zatrudnieni, ale stres i nerwowe napięcie zmuszały ich na przerwy w pobliskim parku. Tam się spotkali.

Pracowali w różnych firmach, a gdyby nie park, mogło ich nigdy nie połączyć. Gdy dwie osoby mają wspólne problemy, łatwo podsuwać sobie słowa, a serca przyciągają się. Łucja i Krzysiek mieli też wzajemną sympatię, a ich małżeństwo, choć krótkie, wydawało się nieuniknione.

Nie spieszyli się z dziećmi. Łucja posiadała mieszkanie odziedziczone po babci, ale chciała, by w nim panowała nie tylko miłość, ale i stabilność. Życie nie da się odłożyć, kiedy młodość wciąż dyktuje warunki. Młode małżeństwo chciało poświęcić się sobie, ale odkładało, a wieczorami dzielili się sukcesami i porażkami w pracy.

Po trzech latach małżeństwa nadszedł moment:

Dostaliśmy awans oznajmiła Łucja. Jestem w ciąży.
No nie! wykrzyknął Krzysiek.
Co cię tak ucieszyło? zapytała z uśmieszkiem.
Dziecko, oczywiście! odpowiedział. Awans nie zniknie, ale dziecko trzeba urodzić!

Łucja dopiero później zrozumiała, że Krzysiek zamiast awansu wybrał dziecko. W czasie jej urlopu macierzyńskiego cała odpowiedzialność spadła na Krzysztofa, który musiał się mocno postarać w pracy. Pensja menedżera to minimalna płaca, a reszta to prowizja od transakcji. Im więcej transakcji, tym wyższe wynagrodzenie. Krzysiek dał radę, ale awansu nie dostał.

Gdy Łucja wróciła z urlopu, od razu zaproponowano jej ten sam awans, który odrzuciła z powodu ciąży. Od tego czasu w rodzinie zapadła lekka nerwowość. Łucja przypisała to zazdrości o syna, a Krzysiek zaczął zostawać dłużej w biurze.

Jednoczesny awans obu małżonków był podwójnym świętem: Krzysiek został starszym menedżerem, a Łucja objęła kierownicę działu. Krzysiek był skąpy w gratulacjach, ale hojny w podziękowaniach. Wtedy zaczął naciskać, że Łucja powinna więcej czasu poświęcać domowi i rodzinie.

Wkrótce ja też będę szefem działu mawiał. Po co ci siedzieć w tych zakurzonych biurach? Wiesz, że lepiej zajmować się domem i dzieckiem! Ja będę was utrzymywał!
Krzysiek, nie mogę odejść, kiedy dopiero dostaliśmy awans protestowała Łucja. Zaufali mi! Nie mogę zawieść ludzi, na których mi zależy!
Czy więc praca jest ważniejsza niż rodzina?

To pytanie było niekomfortowe. Łucja starała się godzić wszystko.

Zróbmy tak: wykonam przydzielone zadania, a potem zwolnię się zaproponowała.

Krzysiek się zgodził, nie wiedząc, co planuje szefostwo Łucji. Dla niej to była próba, by przejąć oddział. Krzysiek był zdumiony, gdy Łucja wręczyła mu kopię rozkazu.

Nie prosiłam! Nikt mnie nie zapytał! wyznała zaskoczona. Na koniec dnia przyszedł dyrektor z centrali, wręczył rozkaz, kwiaty, pogratulował i wszystko! Nie zdążyłam nic powiedzieć!

Odwołaj! kazał stanowczo Krzysiek. W poniedziałek przyjdź do pracy i odrzuć! Obiecałaś, że zrezygnujesz!

Krzysiek, zwariowałeś? zapytała Łucja, łapiąc oddech. Kto odmawia takiego stanowiska? Wiesz, ile tam płacą?

Zróbmy remont, kupmy auto, wyślijmy Witka do dobrej szkoły!
Wyjedźmy na wakacje! Nie musimy oszczędzać trzy lata na ten wyjazd, po prostu kupmy bilety!

Na pieniądze się wpakowałeś odparł z podniesioną brew. Czy władza cię zwariowała?

Myślę o rodzinie przede wszystkim! odparła Łucja. Działam zarówno w pracy, jak i w domu. Nasz dom zawsze lśni, wszystko jest gotowe. Dla ciebie zawsze znajdę czas!

Krzysiek przestał marudzić, kiedy Łucja kupiła samochód. Kupiła go sama, a kluczyki oddała mu. I wszystko wróciło na właściwe tory. Remont zrealizowano, syn trafił do dobrej szkoły, dwa razy w roku wyjeżdżaliśmy na wakacje.

Nagle nowy problem:

Musimy kupić drugi samochód rzekła Łucja. A ja muszę przypomnieć sobie, jak się nim jeździ.
Co, nie nadaję się już jako kierowca?

Do tej pory pracowali w tym samym budynku.

Przenoszą mnie do centrali odparła Łucja, wzruszając ramionami. To w samym centrum. Jeśli będziesz mnie woził, utkniesz w niekończących się korkach.

No tak westchnął z rezygnacją Krzysiek. Czy naprawdę musimy to robić? Czy to konieczne?

Już to robiliśmy zauważyła Łucja. A kiedy przełożeni zwracają na ciebie uwagę, korzystaj z tego i bierz wszystko, co dostaniesz!

Pewnego dnia przywrócił się wspomniany obóz sportowy. Czterdzieści tysięcy złotych. Łucja pomyślała, że Witek będzie się tam świetnie bawić i zdrowo się rozwijać, więc spokojnie przelała pieniądze. To nie była nawet połowa jej premii!

Myśląc nad zimną herbatą, zaczęły się układać pewne schematy.

Zazdrość! objawił się nagły wgląd. To zwykła zazdrość! Krzysiek nie odszedł z wyższego stanowiska!

Dla Krzysiek te czterdzieści tysięcy to ponad połowa pensji, a dla Łucji cóż, jasne. Nie chodzi tylko o pieniądze; Krzysiek po piętnastu latach wspiął się tylko o jeden szczebel.

Wspomnienia powróciły, kiedy Krzysiek nalegał, by Łucja zwolniła się i została gospodynią, by nie wyprzedzała męża. Gdy rozpad stał się nie do pokonania, Krzysiek pękł z powodu jeszcze większego powodu.

Głośny dźwięk klucza w zamku przerwał ciężkie rozważania Łucji to mógł być tylko Krzysiek. Łucja odwróciła się w fotelu, przyjmując pozę zrelaksowaną.

Wróciłem powiedział, wchodząc.
Po rzeczy? zapytała.

Spojrzał na nią z pogardą i odpowiedział:

Wracam do domu! Do domu!

Nie! zaśmiała się Łucja. Wracasz po rzeczy! Nie chcę z tobą już żyć!

Przepraszam rzucił, kierując się w stronę kanapy.

Nie wybaczam! odparła stanowczo. Nie zamierzam ci wybaczyć! Nie powinieneś był wracać! Powiedziałeś już wszystko!

Zdecydowałam! Nie potrzebuję takiego męża! Nie jestem winna, że nie osiągnąłeś nic, nie jestem winna, że zarabiam więcej! Nie mam nic wspólnego z tymi wszystkimi zarzutami! Po pracy i obowiązkach domowych miałam czas na syna i na ciebie! A ty po pracy w domu byłeś tylko zmęczony! Tak samo podchodziłeś do pracy! W sumie to już nie ma znaczenia! Zbieraj rzeczy i odchodź!

Co, nagle stałaś się królową? krzyknął. Wszyscy wiedzą, jak zdobywałaś awanse! Ty też, szefowo!

Szkoda, że herbata była już zimna. Efekt byłby większy, gdyby była gorąca. Krzysiek po prostu otarł twarz.

Patrząc na kolejną filiżankę, jeszcze nie ostygniętą, Łucja doszła do wniosku, że od samego początku Krzysiek miał w sobie ducha rywalizacji. Żył, by przewyższyć żonę, a im większy był podział, tym bardziej niszczył własną miłość. Czy była prawdziwa? Łucja zastanowi się nad kolejną herbatą.

Może nie warto czekać, aż napar ostygnie? Bo herbata najlepiej smakuje, gdy jest gorąca!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − dwanaście =

Odmów! Obiecałaś mi, że zrezygnujesz z pracy!