Znalezisko pod wanną
Tydzień spędzony w łóżku z gorączką i kaszlem minął. Urszula przeciągnęła się w łóżku i uśmiechnęła. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuła się naprawdę dobrze. Ranek rozpoczął się od słońca przebijającego się przez zasłony. Urszula była pełna energii i determinacji.
— Czas na kawę i porządki! — wesoło powiedziała do siebie, wstając z łóżka.
W kuchni czekał na nią mąż, Paweł, który już popijał kawę i przeglądał wiadomości na swoim starym laptopie.
— Dzień dobry — mruknął, nie odrywając wzroku od ekranu.
— Dzień dobry! — odpowiedziała z entuzjazmem Urszula. — Czuję się dziś znakomicie! Postanowiłam zrobić porządki. Posprzątam łazienkę nowym środkiem, który kupiłam zanim zachorowałam.
Paweł tylko skinął głową, wyraźnie nie podzielając jej entuzjazmu.
— Może w inny dzień? Dlaczego akurat w moim dniu wolnym? Jeszcze mnie wciągniesz do sprzątania, a ja chciałem odpocząć…
— Nie martw się, kochanie, starczy mi zapału dla nas obojga! — zapewniła go Urszula, dopijając kawę i przegryzając tosta z awokado.
Podśpiewywała sobie cicho, gdy wkładała gumowe rękawice. Jak to dobrze, że dzieci dorosły i sprzątać trzeba rzadziej! Córkę wydano za mąż rok temu, a syn od września studiuje i mieszka w akademiku… Trzeba do nich zadzwonić! Urszula sięgnęła po nowy środek czyszczący, który obiecywał blask i świeżość w kilka chwil. Jej wrażliwy po chorobie nos nie wyczuł żadnej chemii, przeciwnie, pachniało lawendą, czy czymś równie przyjemnym.
Zaczęła od umywalki, potem wzięła się za toaletę, a na końcu za wannę. Środek działał, a zapach pól i kwiatów wypełnił całe pomieszczenie.
— Niesamowite! — powiedziała z zachwytem, patrząc na błyszczącą powierzchnię. — Teraz wyglądasz jak nowa!
Ale jej zapał wcale nie malał. Urszula postanowiła, że skoro już sprząta, to doprowadzi wszystko do końca. Uklękła i zajrzała pod wannę.
— O, ile tu kurzu! — wykrzyknęła, chwytając ścierkę.
Nagle jej wzrok padł na coś błyszczącego. Urszula wyciągnęła rękę i wydobyła słoik po kawie. W środku znajdowały się starannie złożone banknoty.
— Co to takiego? — zdziwiła się, otwierając słoik.
Wyszła z łazienki ze słoikiem w rękach. Paweł wciąż siedział przy laptopie, ale widząc jej minę, zmienił wyraz twarzy.
— Pawle, co to jest? — zapytała, pokazując słoik.
Zamarł na chwilę. Przez jego twarz przebiegł nerwowy tik, ale szybko się opanował i wzruszył ramionami:
— Nie wiem. Skąd miałbym wiedzieć? Może to twoje oszczędności? — powiedział, połykając ślinę i patrząc na słoik, jakby był ostatnim kawałkiem chleba na ziemi.
Jego spojrzenie było pełne boleści, ale Urszula tego nie zauważyła. Już otworzyła słoik i z niedowierzaniem wyjęła pieniądze.
— Moje oszczędności? — zaśmiała się. — Nie chowałabym pieniędzy pod wanną. To zapewne twoje dzieło.
Paweł uniósł ręce, jakby się poddając, znowu połykając żabę.
— Przysięgam, nie mam pojęcia skąd to. Może poprzedni właściciele zapomnieli?
Zmrużyła oczy.
— Mieszkamy tu już pięć lat. Nie sądzę, że zostawiliby tu pieniądze.
Paweł starał się być niewzruszony, śledził każde ruchy Urszuli. Ona zaś zdecydowała, że skoro znalazła pieniądze, to teraz należą do niej. Uśmiechając się, przeliczyła banknoty. Jej oczy nabrały zdrowego blasku.
— Skoro nikt się nie przyznaje, to chyba mam szczęście — powiedziała.
Paweł próbował się wtrącić. Zaczął mówić łagodnym głosem, z trudem opanowując emocje:
— Może powinniśmy kupić coś potrzebnego? Na przykład nowego laptopa? Ten ledwie działa. Mam na oku jeden z mocnym procesorem…
— Laptop? — parsknęła Urszula. — Po co mi twój laptop? Mam lepszy pomysł.
Następnego dnia Urszula wróciła do domu z eleganckim pudełeczkiem. W środku był zestaw biżuterii: kolczyki, pierścionek i delikatny naszyjnik. Z dumą pokazała je Pawłowi.
— No i jak? — zapytała, zakładając pierścionek i radując się, wyraźnie czując się jak Kleopatra. — Czyż nie wyglądam wspaniale?
Jej wyraz twarzy mówił Pawłowi: „tylko spróbuj powiedzieć nie!”
— Pięknie — odpowiedział mąż, starając się ukryć rozczarowanie i gorycz. — Jesteś najpiękniejsza, boję się, że cię teraz ktoś ukradnie.
Urszula przez cały wieczór paradowała w nowej biżuterii, rozgadała o swoim znalezisku i szczęśliwym zakupie wszystkim: koleżankom, mamie i teściowej. Przed snem, o dziesiątej, starannie ułożyła swoje skarby na szafce obok łóżka, by rano od razu je założyć do pracy.
Paweł długo nie mógł zasnąć, choć Urszula już po kwadransie spała jak kamień. Wiedząc, że jego sen jest głęboki, Paweł ostrożnie wymknął się na balkon. Tam, w pudełku po sokowirówce, odnalazł ukrytą paczkę papierosów, a obok czaiło się opakowanie miętowej gumy do żucia.
Zapalił papierosa. Właściwie już dawno rzucił… Urszula nalegała przez częste zapalenia oskrzeli i zapalenie płuc. Zresztą, w minionym roku ani jednej sezonowej choroby! Uspokoiwszy się nieco od dawki nikotyny, wyciągnął telefon i wybrał numer przyjaciela.
— No cóż, stary, — powiedział, — do gry nie dołączę szybko, musisz radzić sobie bez mnie… Tak, żona znalazła moją skarbonkę. Zbierałem pół roku, akurat zebrała się potrzebna suma. A ona wszystko wydała na biżuterię.
— Ostro, — współczuł przyjaciel. — No trudno, jeszcze odłożysz.
Paweł westchnął i spojrzał na sypialnię. Urszula spała smacznie, a na szafce leżała jej nowa biżuteria, błyszcząca i dla niego bezużyteczna, ale sprawiająca jej tyle radości.
— No tak… Za to żona ożyła. Nawet powiedziała, że dla takiej biżuterii warto zgubić kilka kilogramów, bo nie wyglądają dostatecznie efektownie. Cieszę się, że tak się uszczęśliwiła.
Następnego poranka Urszula znów była w doskonałym humorze. Założyła nowe kolczyki i naszyjnik, podziwiając swoje odbicie w lustrze.
— No jak, dobrze wyglądam? — spytała Pawła.
— Wspaniale, — odpowiedział, starając się szczerze uśmiechnąć, podziwiając jej promienne oczy.
Zdecydowanie, czasami trzeba dopieścić kobietę! Ale w głębi duszy już zastanawiał się, gdzie ukryje kolejne oszczędności. Tym razem na pewno nie pod wanną…



