Odkopany dziadek: jak wnuk przywrócił babci chęć do życia

**Wykopany dziadek: jak wnuk przywrócił babci chęć do życia**

Larysa i Paweł pojechali z synem Witkiem na wieś, żeby odwiedzić matkę Larysy i zostawić chłopca u babci na wakacje. Po drodze zaopatrzyli się w jedzenie: kiełbasa, ulubiony torcik mamy – wszystko, co lubi. Ale Teodora Denisowna powitała ich bez entuzjazmu. Na stole stała tylko herbata, bez żadnych przekąsek. Choć lodówka była pełna po brzegi, prawie nic nie tknęła. Wyglądała na zmęczoną – od razu położyła się na kanapie.

Na dworze kapało – śnieg topniał pod wiosennym słońcem. Larysa stała przy oknie i mrużyła oczy od jasnego światła. *„Jak pięknie!”* – pomyślała, wspominając ojca, który odszedł dwa lata temu. Zawsze witał wiosnę z radością: *„No i przeżyliśmy zimę!”* Jego pogoda ducha, żarty, uściski… A mama – surowa, ale pełna życia, umiała się uśmiechnąć nawet przez narzekanie. Kochali się naprawdę. Teraz Teodora wydawała się przygaszona. Po śmierci męża – jakby się zagubiła.

Zadzwoniła siostra Halina. Głos miał spięty:
– Larysa, mamie jest naprawdę źle. Mówi, że jest zmęczona życiem. Nic jej nie cieszy – chce do ojca…

– Przyjedziemy z Pawłem w weekend, obiecuję – zapewniła Larysa. Ale serce się ścisnęło. Może lepiej zabrać mamę do siebie? Nie radzi sobie sama…

W domu też nie brakowało zmartwień. Starsza córka Danuta – uparta, ciągle kłóciła się z ojcem, ogłosiła, że jak tylko skończy 18 lat, wyprowadzi się. „Zmęczyło ją narzucanie zasad”. A młodszy Witek – całymi dniami wpatrywał się w telefon.

– Pojedźmy do mamy i zabierzmy Witka. Niech odpocznie od ekranu – zaproponował Paweł.

Witek przewrócił oczami:
– I co ja tam będę robił?!

– Odpoczniesz! – warknęła Danuta. – A my od ciebie też…

W weekend, z torbami pełnymi jedzenia, pojechali na wieś. Matka znów wyszła ich powitać, ale wyglądała blado. Paweł mrugnął do Larysy – *„udaje”*. Jednak Teodora wydawała się wyczerpana, odmówiła jedzenia, tylko herbatę. Gdy Larysa spytała, czy mogą zostawić Witka, mama machnęła ręką: *„Zostawiajcie”*.

Witek, z nadąsaną miną, został. Babcia poszła do pokoju i… rozpłakała się. Przypomniała sobie, jak poznała swojego Seweryna. Jak ten niezdarny i nieśmiały mężczyzna podchodził do niej z wahaniem. Jak ciotka ich ze sobą swatała… Wszystko działo się wiosną. I teraz też była wiosna. A jego nie było…

Nagle – krzyk. Babcia zerwała się. Witek! Przyciął sobie palec. Stał, wściekły i rozżalony.

– Dlaczego taki zły, Witkuś? Głodny jesteś? – spytała łagodnie.

– Od ich jedzenia boli mnie brzuch… Nie będę jadł – burknął. – Lepiej ugotuj swoją mleczną zupę. No wiesz, tę słodką, z masłem…

Babci ścisnęło się w piersi. Seweryn też uwielbiał tę zupę. Prosił o nią, gdy miał gorszy dzień. I babcia, z wysiłkiem, wstała.

– Tylko zjesz ze mną, dobrze? Jest mi smutno – dodał Witek.

I tak zaczęli żyć we dwoje. Larysa dzwoniła codziennie. Najpierw babcia odpowiadała oschle. Potem zaczęła narzekać:

– Wciąż nie nauczył się wycierać butów! Zawsze tłumaczy się, że boli go brzuch. Więc go leczę: nie dostaje słodyczy – i od razu mu przechodzi. Przestał wnosić błoto do domu. Rozumie coraz więcej!

Paweł się śmiał:
– No i dobrze! Ma teraz na kogo burczeć – życie wróciło na właściwe tory!

Po tygodniu rodzice przyjechali po syna. A on – nie chce wracać! Babcia ledwo powstrzymywała łzy.

– Zupełnie jak Seweryn… Uparty, czuły i cwaniak!

– Nie płacz, babciu. Niedługo przyjadę – poważnie obiecał Witek.

– Czekam, Witkuś. Mamy tyle roboty – ogródek, furtka, wszystko po kolei. Obiecałeś mi pomóc!

– Wszystko zrobię, babciu. Słowo!

Teodora uśmiechnęła się przez łzy.

– Będzie do mnie dzwonił, więc oddajcie mu telefon! – surowo powiedziała rodzicom.

– No, nieźle to wymyśliłeś, żeby ich ze sobą zaprzyjaźnić! – w drodze powrotnej zaśmiała się Larysa do męża.

– Klin klinem! Nasz Witek każdego potrafi rozruszać. Nawet mamę z kanapy podniósł. A już myślała o tamtym świecie…

Teraz znów ma dla kogo żyć. Bo Witek – to żywy portret dziadka. A babcia umie wychowywać. Patrz, jaką żonę mi wychowała! – dodał Paweł.

I oboje się rozśmiali. Wyglądało na to, że życie znów nabierało rumieńców.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − 7 =

Odkopany dziadek: jak wnuk przywrócił babci chęć do życia