Oddali do Domu Opieki – Przestań, Aliska, nawet tego nie wypowiadaj! – Klaudia Stefanówna z impetem…

Wysłali do domu opieki

Nie mów mi tego, Agatko, nawet nie próbuj! Władysława Nowacka z impetem odepchnęła od siebie talerz z owsianką. Chcesz mnie oddać do przytułku?

Żeby mnie tam truli czym popadnie i poduszkę na twarz kładli, jak będę krzyczeć?

Nie doczekasz się!

Agata wzięła głęboki oddech, starając się nie patrzeć na drżące ręce babci.

Babciu, to żaden przytułek! To prywatny dom opieki. Tuż przy lesie, wszystko pod opieką pielęgniarek przez całą dobę.

Będziesz miała towarzystwo, telewizor wielki jak okno.

A tu sama siedzisz całe dnie, kiedy tata w pracy.

Znamy to „towarzystwo” skrzypnęła staruszka, poprawiając poduszki. Obrobią do czysta, mieszkanie mi zabiorą, a mnie na bruk!

Tylko powiedz Pawłowi: matka z tego mieszkania martwa nie wyjdzie. Sam niech się mną zajmie. Syn czy kto?

Całe życie się nim zajmowałam, po nocach nie spałam, jak miał odrę. Teraz jego kolej.

Tata haruje na dwóch etatach, żeby ci lekarstwa kupić! Ma pięćdziesiąt trzy lata, ciśnienie mu skacze, od trzech lat nawet kina na oczy nie widział, o urlopie nie wspominając!

Wytrzyma, ucięła Władysława, zaciskając mocno usta. Jeszcze młody, da sobie radę.

A ty zamilcz, dzieci nie uczą matki, jak się kury hoduje. Idź, pozmywaj kaszę. Nabrudziłaś tu tylko!

Agata wyszła do korytarza i westchnęła głośno. Jak z nią rozmawiać?

Ojciec wrócił do mieszkania o siódmej wieczorem. Nie zdjął od razu butów, usiadł na stołku w przedpokoju i przez chwilę patrzył w jeden punkt.

Tato, wszystko w porządku? Agata wyszła po niego, zabierając ciężką torbę z zakupami.

W porządku, Aga. W magazynie zawaleni papierami, roczna sprawozdawczość zaraz. Jak babcia?

Jak zwykle. Znowu awantura o dom opieki. Twierdzi, że chcemy ją się pozbyć.

Tato, tak dalej nie można. Przejrzałam rachunki, na jedzenie zostaje nam tylko tysiąc dwieście złotych.

A za akademik muszę zapłacić, podręczniki kupić.

Jakoś damy radę, ciężko podniósł się Paweł, ściągnął buty. Wziąłem jeszcze jedną fuchę, nocne zmiany na ochronie, co drugi dzień.

Oszalałeś? Kiedy ty będziesz spał? Przecież gdzieś zemdlejesz!

Paweł nie odpowiedział. Poszedł do kuchni, nalał wody do garnka i postawił na kuchence.

Jadła coś?

Połowę wylała na łóżko. Pościel już zmieniłam.

Dobrze. Idź się ucz, musisz przygotować się do sesji. Ja się nią zajmę.

Agata patrzyła, jak ojciec, kulejąc, idzie do pokoju matki.

Było jej go okropnie żal. Na jej oczach dawniej żwawy, żartujący mężczyzna stawał się cieniem dawnego siebie.

Nie było już żartów, nie było radości z życia.

***

Po tygodniu było jeszcze gorzej wrócił jeszcze później niż zwykle. Ledwie szedł. Agata od razu podeszła.

Tato? Źle się czujesz?

Dobrze, Aga. W metrze mi się zakręciło w głowie. Strasznie duszno.

Siadaj. Zaraz zmierzymy ciśnienie.

Na ciśnieniomierzu: 180 na 110. Agata bez słowa podała mu leki.

Jutro nigdzie nie idziesz. Zadzwonię po lekarza.

Nie mogę, skrzywił się ojciec. Jutro kontrola w pracy. Jeśli mnie nie będzie, utną premię. A z emerytury matki przyszła wyższa opłata za mieszkanie.

Sprzedaj to mieszkanie, tato! Agata prawie szeptała, by babcia nie słyszała. Sprzedaj tę kawalerkę pod Wrocławiem.

Czterysta tysięcy złotych dla nas to fortuna. Spłacimy długi, wynajmiemy dobrą opiekunkę.

Ojciec westchnął:

Matka nie daje zgody

Tato, ona tam od pięciu lat nie była! Po co jej to mieszkanie, skoro leży w łóżku?

Nie zdążył odpowiedzieć zza ściany dobiegło ostre stukanie.

Władysława waliła kubkiem w szafkę, żądając uwagi.

Paweł! Paweł, podejdź! Z kim tam szepczesz? Znowu się nade mną naradzacie? trząsł się jej głos.

Paweł wypił podaną mu tabletkę i poszedł do matki.

***

Jeszcze sześć lat temu ojciec miał kobietę. Zofia, cicha, serdeczna, przychodziła do nich z drożdżówkami, planowali wyjazd do spa na weekend.

Wszystko się skończyło, gdy Władysława zachorowała i została przykuta do łóżka. Zofia próbowała pomagać, ale staruszka takim jej życie zgotowała, że kobieta nie wytrzymała.

Przyszła na gotowe! Synka mojego chce wykorzystać! wrzeszczała na cały dom, naśladowała ataki serca, ilekroć Paweł szykował się na spotkanie. Wypędźcie ją stąd! Precz!

Zofia odeszła, ojciec nawet nie próbował jej zatrzymać.

Telefon zadzwonił, gdy Agata wieczorem przygotowywała się do egzaminu. Ojca w domu jeszcze nie było.

Halo?

Czy to pan Paweł Nowacki? zapytał męski głos.

Nie, to jego córka. Co się stało?

Mówi kadry. Pani ojciec zasłabł na zebraniu. Wezwaliśmy karetkę, zabrali go do miejskiego szpitala. Proszę zapisać adres.

Agata zanotowała adres na marginesie notatek. Nie zdążyła odłożyć słuchawki, gdy babcia wykrzyczała z pokoju:

Agata! Kto dzwoni? Gdzie jest Paweł? Niech mi herbatę przyniesie, chce mi się pić!

Agata weszła do jej pokoju. Babcia półleżała, otoczona poduszkami, z niezadowoloną miną.

Tata w szpitalu, powiedziała krótko Agata.

W szpitalu? Władysława zamarła na moment, ale zaraz dodała: To przez was! Wczoraj na mnie krzyczał, to Pan Bóg go ukarał!

Nikt mnie nie szanuje! Kto mnie teraz będzie karmił? No, nastaw czajnik.

Agata wyszła bez słowa.

***

Przez trzy dni Agata rozdzielała czas między szpital a dom.

U ojca zdiagnozowano przełom nadciśnieniowy, skutki ciężkiego stresu.

Lekarze zabronili mu nawet się podnosić.

Aga, jak mama? zapytał od razu, gdy przyszła do niego do sali.

Dobrze, tato. Sąsiadka zagląda, pomaga trochę. Ty myśl o sobie. Musisz leżeć co najmniej dwa tygodnie.

Dwa tygodnie… Zwolnią mnie… Pieniędzy nie będzie…

Śpij, poprawiła mu kołdrę. Wszystkim się zajmę. Obiecuję.

Czwartego dnia, kiedy wróciła do domu, babcia powitała ją lawiną pretensji.

Gdzie łazisz? Brudna tu leżę, Paweł się tam obija, a ja tu gniję!

Agata zacisnęła pięści i spokojnym głosem powiedziała:

Posłuchaj, babciu. Posłuchaj uważnie. Tata jest w ciężkim stanie, może mieć udar, jeśli jeszcze raz go tak zdenerwujesz.

Nie gadaj głupstw! fuknęła Władysława. Silny jest. Po ojcu taki.

Przewróć mnie, bo bok mnie boli!

Nie, usiadła Agata na krześle. Nie przewrócę cię. I nie będę karmić.

Władysława wybałuszyła oczy.

Co to za nowe porządki? Oszalałaś, dziewczyno?

Nie ma pieniędzy, babciu. Wcale. Tata nie pracuje, premii nie dostanie. Z twojej emerytury nie starcza nawet na pampersy i leki na ciśnienie.

Kłamiesz! Paweł musi mieć coś odłożonego!

Nie ma żadnych oszczędności. Wszystko poszło na twoje badania miesiąc temu. Więc wybór jest taki: albo podpisujesz dokumenty sprzedaży swojego mieszkania pod Wrocławiem, albo jutro wzywam opiekę społeczną i zabiorą cię do państwowego domu opieki. Za darmo.

Nie odważysz się! krzyknęła Władysława. Jestem tu panią domu!

Czego jesteś panią? Wyniszczasz własnego syna. Nie obchodzi cię, że może nie wyjść ze szpitala. Najważniejsze, żebyś miała miękko pod głową i dostawała najlepszy kawałek.

Dzwoniłam dzisiaj do tego domu opieki, o którym mówiliśmy. Zwolniło się miejsce. Pieniądze ze sprzedaży mieszkania pójdą na opłatę. Tam jest naprawdę dobra opieka.

Nie pojadę! staruszka zakrztusiła się.

To głoduj. Nie mam pieniędzy na twoje jedzenie. Jutro wychodzę do pracy dorywczej, wrócę późno. Masz wodę na szafce. Zastanów się.

Wyszła i zamknęła drzwi. Trzęsła się cała. Nigdy nie była okrutna, ale wiedziała, że jeśli teraz tego nie przerwie, straci ojca.

A babcia… babcia wszystkich przeżyje, jeśli pozwoli się jej dalej wysysać z nich życie.

Noc minęła w ciszy. Agata nie wchodziła do pokoju, choć słyszała, jak babcia ją woła, potem płacze, potem złorzeczy. Weszła dopiero rano.

Daj napić się… zachrypiała staruszka.

Agata podała jej kubek do ust.

Podpisujesz? Notariusz przyjedzie o dwunastej.

Bestie… szepnęła Władysława, już bez złości. Wszystko chcecie zabrać… Dobrze. Pisz te swoje papiery.

Tylko powiedz Pawłowi, niech mnie odwiedza.

Będzie. Jak tylko stanie na nogi. A ja też będę przyjeżdżać. Obiecuję.

***
Paweł siedział na ławce w parku domu opieki. Wyglądał dużo lepiej przytył trochę, miał zdrowy rumieniec.

Obok w wózku inwalidzkim siedziała jego mama czysta, w nowym, ciepłym szalu, skubała uważnie jabłko.

Paweł? Słuchaj, Pawełku odezwała się.

Tak, mamo?

Ty… zadzwoniłeś do Zofii? Pogodziliście się, co?

Paweł spojrzał na nią zaskoczony.

Tak, dzwoniłem. Obiecała wpaść w sobotę.

No i dobrze, staruszka odwróciła się do rabatki kwiatowej. Niech przyjdzie. Tu jest taka pielęgniarka, Lenka, bardzo szorstka, cały czas mi coś wytyka.

Niech Zosia zobaczy, jak się tu ze mną obchodzą. I ty, Pawełku, nie rób jej przykrości. Niedobrze, jak mężczyzna doprowadza kobietę do łez.

Twój ojciec…

Paweł uśmiechnął się i ścisnął matce dłoń. Aleja szła Agata, machała ręką, uśmiechnięta, prawie biegła.

Tato! Babciu! jeszcze z daleka krzyczała. Dostałam stypendium! I podwyżkę w pracy!

Paweł wstał i rozłożył ramiona. Władysława spoglądała, mrużąc oczy.

Wciąż uważała, że niesprawiedliwie ją wysiedlili z rodzinnego kąta, ale już głośno nie protestowała.

Gdy podeszła do niej opiekunka i zaprosiła serdecznym głosem na masaż, staruszka tylko dumnie skinęła głową.

Chodźmy, dziecko. Tylko ostrożnie, pamiętaj, jestem słabą kobietą. Ostatnio masażysta tak mi ścisnął nogę…

Powiedz mu, że niech delikatniej się obchodzi. Jak niedźwiedź, naprawdę

Pielęgniarka odjechała z wózkiem, Agata objęła ojca i długo razem patrzyli na wysokie sosny.

Pierwszy raz od bardzo dawna cała trójka czuła się naprawdę szczęśliwa.

***

Władysława Nowacka doczekała prawnuka Agata skończyła studia, wyszła za mąż za porządnego człowieka, urodził się syn.

Paweł ożenił się z Zofią, teściową Władysława zaakceptowała, z czasem relacje zrobiły się cieplejsze, Zofia zapomniała o przykrościach z początku.

Staruszka odeszła cicho, we śnie, nie mając żalu ani do wnuczki, ani do syna.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

sześć + 2 =

Oddali do Domu Opieki – Przestań, Aliska, nawet tego nie wypowiadaj! – Klaudia Stefanówna z impetem…