Stanisław Kowalski szedł w stronę miejskiego centrum doskonalenia zawodowego, jakby znów szukał lokalu na warsztat. Ten sam szlak przez podwórza, te same tabliczki Wynajem, tylko tym razem nie liczył wystaw i nie wyliczał, ilu ludzi wejdzie na kurs. Liczył jedynie stopnie przy wejściu, by nie myśleć o tym, jak w zeszłym roku pękły mu zarówno finanse, jak i pewność siebie.
Miał czterdzieści osiem lat. W dowodzie osobistym wyglądało to poważnie, w głowie jakby ktoś wcisnął pauzę i zapomniał ją wyjąć. Od prawie dziesięciu lat naprawiał sprzęt domowy: najpierw sam, potem z partnerem, później już sam, bez części narzędzi, które musiał sprzedać, gdy czynsz podrożał, a klienci zaczęli przynosić: Zrób to za tysiąc, a jeszcze lepiej za darmo. Nie upadł spektakularnie; po prostu zmęczył się tłumaczyć, dlaczego praca kosztuje pieniądze, i pewnego poranka nie mógł wstać z myślą, że znów będzie się uśmiechał ludziom walczącym o każdy grosz.
W recepcji czekała strażniczka z drutem do robówek i surowym spojrzeniem.
Do kogo pan zmierza?
Ja na koło. Znaczy się, poprowadzę koło usłyszał własny głos i lekko się zamieszał.
Patrzyła na niego, jak na człowieka, który pomylił drzwi.
Pokój trzynaście. Korytarz w prawo, potem w lewo. Tam mamy technologię. Nie hałasujcie, przy nas jest wokalistyka.
Korytarz był chłodny, podłoga z linoleum pamiętająca już nie jedną reformę. Staszek trzymał pod pachą karton z tym, co udało mu się zebrać w domu: multimetr, zestaw śrubokrętów, dwa stare lutownice, szpulę cyny i plastikowy pojemnik z wkrętami. Wszystko to wyglądało jak żartobliwy balast dla człowieka, który kiedyś marzył o pełnoprawnym warsztacie z okapem i prawidłowym oświetleniem.
Pokój trzynaście kiedyś był pracownią techniczną: stoły, zamykana szafka, przy oknie długi blat z dwoma matającymi się podkładkami do lutowania i wydłużonym przedłużaczem skręconym w węzeł. Na ścianie wisił wyblakły plakat BHP, a słowa nie dotykać mokrymi rękami wciąż były wyraźne.
Pierwsze nastolatki nie przybyły od razu. W kalendarzu widniało: Naprawa i montaż sprzętu domowego, 1416 lat, lecz do drzwi zaglądali najpierw chłopcy w dwunastu latach, potem dziewczyny, które wyglądały, jakby je tu wciągnęły.
Czy naprawdę tu naprawiamy? zapytał wysoki chłopak w czarnej kurtce, nie zdejmując kaptura.
Oczywiście odparł Staszek. Jeśli coś zepsułeś, to naprawiamy.
A gdy nie ma nic do naprawy?
Wtedy rozbieramy i składamy z powrotem powiedział, nie spodziewając się takiej odpowiedzi. Chłopak zamrugał i został.
Następnie wszedł chudy, cichy chłopak z plecakiem, cięższym niż on sam. Usiadł przy oknie, wyciągnął zeszyt w kratkę i nie przywitał się, nie spojrzał w Staszka, tylko poprawił długopis palcami.
Jak masz na imię? zapytał Staszek.
Bartek odpowiedział po chwili, jakby rozważał, czy w ogóle ma odpowiedzieć.
Do grupy dołączyły dwie osoby dla towarzystwa i zaczęły szeptać przy drzwiach. Jeden okrągły, z wiecznym uśmiechem, drugi z słuchawkami, których nie zdejmował nawet przy rozmowie.
Ja mam na imię Kuba rzekł okrągły. A to jest Michał. On słyszy, tylko tak.
Michał podniósł kciuk, nie zrywając słuchawek.
Staszek zrozumiał, że jego stare przyzwyczajenia mówić szybko, pewnie, jak do klientów nie działają tutaj. Nikt nie przybył po usługę. Przyszli, by sprawdzić, czy nie będzie nudno i czy dorosły nie udaje, że słucha ich wibracji.
Położył karton na stole i otworzył pokrywę.
Dobra, kto ma w domu zepsuty sprzęt, którego nie szkodzi przynieść przynieście. Czajniki, suszarki, magnetofony, głośniki, wszystko, co nie podłącza się bezpośrednio do gniazdka 380 woltów poprawił, po czym dodał: Po prostu domowy. Rozkładamy, sprawdzamy, dlaczego nie działa, i składamy z powrotem. Jeśli coś spłonie, szukamy przyczyny.
A jeśli nas porazi prąd? zapytał Kuba, licząc na dramat.
Wtedy będę winny odparł Staszek. Najpierw uczymy się, jak nie dostać porażenia. Pracujemy przy wyłączonych wtyczkach. To nudne, ale żywe palce nudniejsze nie są.
Na pierwszej lekcji prawie nic nie naprawili. Staszek pokazywał, jak trzymać śrubokręt, jak nie wyrywać szczelin, jak oznaczać śruby, by nie zabrakło zbędnych. Nastolatki raz słuchały, raz rozpraszały się. Bartek rysował w zeszycie prostokąty przypominające schematy. Michał przeglądał telefon, ale co jakiś czas podnosił wzrok na ręce Staszka, jakby je zapamiętywał.
Lutownica, którą centrum wydało z listy, okazała się martwa. Staszek podłączył ją, poczekał, dotknął obudowy zimna.
Nie nagrzewa zauważył Kuba z satysfakcją, jakby złapał dorosłego na kłamstwie.
Zatem zaczniemy od naprawy lutownicy odpowiedział spokojnie Staszek.
Na drugiej lekcji ktoś przyniósł elektryczny czajnik bez podstawki. Obudowa była cała, przycisk kliknął, ale nie włączał się.
To mam od mamy wykrzyknął Kuba, po czym dodał: No, prawie. Powiedziała, że jak go naprawię, nie kupi nowego.
Staszek otworzył dolny panel, pokazał grupie grupę styków.
Widzicie, tu przepaliło się. Zły kontakt się przegrzał. Trzeba oczyścić, sprawdzić, czy nie poluzował się.
Czy można po prostu zlutować? zapytał Michał, w końcu zdejmując jedną słuchawkę.
Można odrzekł Staszek. Tylko potem czajnik włączy się, kiedy sam zechce. To jak
Zatrzymał się, nie chcąc dokończyć.
Jak drzwi bez zamka. Wyglądają zamknięte, ale każdy może wejść.
Wspólnie z Kubą rozkręcili czajnik, Michał trzymał latarkę w telefonie. Bartek siedział blisko i nagle cicho rzekł:
Tam może być termiczny bezpiecznik. Jeśli się spali, czyszczenie nie pomoże.
Staszek spojrzał na niego.
Gdzie dokładnie?
Bartek wziął długopis, naszkicował mały schemat na marginesie i wskazał.
Zwykle przy grzałce, w obudowie termokurczliwym.
Mówił spokojnie, nie chcąc się popisać. Staszek poczuł dziwne ukojenie: nie był jedynym, który wie, co robi.
Znaleźli bezpiecznik, zmierzyli go multimetrem był w porządku. Oczyścili styki, złożili, podłączyli do przedłużacza. Czajnik kliknął i zaszumiał.
O! rozpromienił się Kuba. Naprawdę działa.
Na razie tak odparł Staszek. Ale w domu nie zostawiaj go bez nadzoru. I mamie powiedz, że wyczyściliśmy styki, a nie użyliśmy czarodziejskiej różdżki.
Ona i tak powie, że nic nie zrobiłem mruknął Kuba, ale już bez złości. Ostrożnie włożył czajnik do torby, jakby to był trofeum.
Na trzeciej lekcji przyniesiono suszarkę. Dziewczyna o imieniu Łucja trzymała ją, jakby mogła ją pogryźć.
Śmierdzi i się wyłącza stwierdziła. Mama mówi, że powinnaśmy wyrzucić, ale mi szkodzi.
Staszek rozebrał suszarkę, a z wnętrza wysypał się kurz i włosy.
Dlatego pachnie wyjaśnił. To nie suszarka jest zła, to życie w środku.
Łucja roześmiała się, a jej śmiech był krótki i ostrożny.
A wyłącza się?
Pewnie przegrzewa się. Aktywuje termiczną ochronę. Trzeba wyczyścić szczotki i sprawdzić styki.
Michał nagle ożywił się:
Mam taką w domu. Tata go zakleił klejem, teraz trzeszczy.
Klejem? zażartował Staszek. Klejem można wiele naprawić, nawet związki międzyludzkie.
Michał spojrzał uważnie, jakby sprawdzał, czy dorosły nie żartuje za bardzo poważnie.
Suszarkę wyczyścili, nałożono kroplę oleju na łożysko, sprawdzono przewód. Łucja w pewnym momencie powiedziała:
W domu tak samo. Jak nie czyści się, to potem płonie.
Staszek udawał, że nie słyszy metafory, po prostu skinął:
Racja. Lepiej zrobić to na czas.
Bartek w ostatnich dniach przychodził wcześniej. Siadał przy oknie, rozkładał na stole własne schematy. Staszek zauważył, że ręce Bartek ma pokryte drobnymi zadrapaniami, jakby w domu też coś rozkręcał.
Gdzie się tego nauczyłeś? zapytał kiedyś, gdy Bartek bez namowy naprawił gniazdko w starej kolumnie.
W domu. Dziadek miał radio. Po jego śmierci zostawił je. Nie chciałem, żeby leżało bezczynnie odpowiedział chłopak.
Staszek przytaknął. Rozumiał tę potrzebę, by coś działało, bo inaczej zbyt wiele wokół przestaje działać bez wyraźnej przyczyny.
O sobie nie mówił dużo. Powiedział tylko, że wcześniej naprawiał sprzęt. Nastolatki nie drążyły szczegółów, ale Staszek łapał się na tym, że czeka pytania i boi się ich. Bał się usłyszeć w ich głosach to, co słyszał w sobie: nie dałem rady.
Pewnego razu, kiedy rozkręcali magnetofon przyniesiony przez Michała, Staszek stracił cierpliwość. Magnetofon był stary, kasetowy, z ciężkim przyciskiem odtwarzania. Rozebrali go, a sprężyna wypadła pod szafę.
Super, wycedził Staszek, a w głosie zabrzmiało zirytowanie. Bez niej nie złoży się.
To jak w grach. Loot odleciał zawołał Kuba.
Bartek podszedł cicho na kolana i sięgnął pod szafę. Michał usiadł, zdjął drugą słuchawkę, i razem, prawie bez tchu, szukali sprężyny. Staszek stał i czuł wstydu za swój gniew. Przypomniał sobie, jak w warsztacie mógł wybuchnąć na klienta, który po prostu zapytał. Potem przepraszał, ale cień pozostał.
Dobra powiedział ciszej. To moja wina. Powinienem od razu położyć pod stół ściereczkę, żeby małe części nie uciekały.
Nie szkodzi, odparł Kuba nagle poważnie. My też popełniamy wpadki.
Bartek wyciągnął sprężynę przy pomocy końcówki linijki.
Znalazłem rzekł, po raz pierwszy z dumą w głosie.
Staszek włożył sprężynę do małego pudełeczka i powiedział:
To ważna część, nie dlatego, że bez niej nie działa, ale dlatego, że ją znaleźliśmy.
Michał uśmiechnął się ironicznie:
Filozofia.
Nie, odrzekł Staszek. Po prostu doświadczenie.
Po kilku tygodniach w centrum ogłoszono mały jarmark kół dla rodziców i sąsiadów. Nic wielkiego: w holu postawią stoły, dzieci pokażą, czym się zajmują. Dyrektorka centrum, kobieta z krótką fryzurą i niekończącą się teczką, zajrzała do pokoju trzynaście.
Panie Kowalski, i pan bierze udział? Trzeba coś pokazać. Tylko bez niebezpiecznych eksperymentów, dobrze?
My i tak nie robimy niebezpiecznych odparł.
Widziałam ten przedłużacz odpowiedziała suchych tonem i odszedła.
Staszek spojrzał na przedłużacz, który naprawdę wyglądał jak węzeł z przeszłości. Zrozumiał, że na jarmarku widać będzie wszystko: biedę sprzętu, fakt, że uczą się na starych rzeczach, i to, że on sam wciąż nie wie, jak być nauczycielem, a nie jedynie rzemieślnikiem na zamówienie.
Będziemy pokazywać naprawione? zapytał Kuba.
Tak odrzekł Staszek. Ale musi działać nie tylko na naszym stole, ale i przed ludźmi.
A gdy nie zadziała? spytała Łucja.
Powiemy szczerze, że nie wyszło odpowiedział. To też część procesu.
Bartek podnW nocnych cieniach pokoju trzynaście, gdy ostatni gość odszedł, Staszek zamknął drzwi, usłyszał szelest kartek i podświadomie zrozumiał, że każdy kolejny dzień będzie nową, niekończącą się naprawą marzeń.



