Od trzech miesięcy, nie otrzymałam wynagrodzenia i zostałam zmuszona do rezygnacji z pracy. Teraz wszyscy mnie szanują.

Zgodziłam się pracować za mojego kolegę, który był na L4. Przejęłam wszystkie jego obowiązki, oprócz mojej głównej pracy. Od dawna marzyłam o podwyżce, a mój szef powiedział, że tak się stanie. To był nowy szef, nie znał jeszcze nikogo z naszego zespołu. Wybrali mnie, bo praca wymagała wyspecjalizowanego pracownika, nikt inny nie mógł jej wykonać. Pracowałam trzy miesiące, nie pytałam o wynagrodzenie, szef milczał. Nie wytrzymałam dłużej, zapytałam i taką dostałam odpowiedź:

– Na razie nie możemy dać Pani wypłaty… – Szef odpowiedział. – Pensja będzie, jak będą pieniądze.

I wtedy moja cierpliwość się skończyła, byłam w złym humorze, podobnie jak mój szef, ale minęły już trzy miesiące, to nie jest normalne, żeby zostawić pracownika bez wynagrodzenia na tak długi okres czasu.

– Nie będzie dzisiaj raportu. Nie zobaczy Pan raportu, dopóki nie da mi Pan wynagrodzenia.

– Gdzie ja teraz zdobędę dla Ciebie pieniądze? Czyś Ty oszalała? – Odpowiedział mój szef.

Swoją drogą, ponieważ nie zapytałam na początku o wynagrodzenie za moje nowe obowiązki, nie wiedziałem, ile dostanę za trzy miesiące.

– Ile zamierza mi szef dać? – Znalazłam czas na pytanie i zaczęłam wychodzić z gabinetu szefa Andrzeja.

– Nie mam teraz na to czasu. Mam w tej chwili inne problemy.

Wyciągnęłam oryginalne dokumenty, z którymi pracowałam i rzuciłam je wszystkie na biurko szefa.

– Będzie Pan miał problemy, jeśli zrezygnuję z tej pracy i będzie Pan musiał sam sobie z nimi poradzić. Nie ma tu nikogo, kto mógłby to zrobić oprócz mnie.

Zamknęłam drzwi do swojego gabinetu, zawsze marzyłam, żeby to zrobić. To było oczywiście przerażające, nikt wcześniej tak z nim nie rozmawiał. Już następnego dnia, znalazł sobie koleżankę z pracy i współpracownika na pół etatu. Nie mogła mnie prosić o pomoc, zgodnie z zarządzeniem szefa, a moje obowiązki zaczęły być natychmiast sprawdzane, kawałek po kawałku. Nie mogłam dłużej wytrzymać i napisałam list z rezygnacją. Na dodatek miałam dwie oferty z innych firm. Mogłam spokojnie odejść, co też uczyniłam. Trzy dni później, zadzwonił do mnie szef i zaproponował mi niewyobrażalną pensję za powrót. Ale zasada jest zasadą. Najpierw trzeba odpowiednio potraktować moją pracę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 + jeden =

Od trzech miesięcy, nie otrzymałam wynagrodzenia i zostałam zmuszona do rezygnacji z pracy. Teraz wszyscy mnie szanują.