Od ośmiu lat jestem gospodynią domową, choć nigdy nie marzyłam o tym. Tak po prostu potoczyły się sprawy. Mam dwoje dzieci, męża pracującego od świtu do zmierzchu, i dom, który jakby sam się brudzi niby w snach wszystko żyje własnym życiem. Każdego poranka budzę się o 5:30, zanim ktokolwiek otworzy oczy. Od razu zaczynam przygotowywać śniadanie, jakby wszystko działo się przez mgłę i moje ręce miały własny rytm.
O siódmej już umyłam talerze, zmieniłam pościel, zamiotłam pokój dzienny i połowę obiadu dusi się na kuchni. Mój mąż Andrzej wychodząc, rzuca: Odpocznij sobie w domu. Słowo odpocznij brzmi jak zaklęcie, opakowane w ciszę, bo przecież w tym śnie odpoczynek to tylko wyobrażenie. Gdy zamykam za nim drzwi, zaczyna się drugi dzień: pranie, mycie podłogi, szorowanie łazienki, zbieranie zabawek, wyjście na zakupy, potem odbiór dzieci Małgosi i Kornelii ze szkoły.
Kiedy dzieci wracają, odpoczynek znów staje się mirażem zadania domowe, podwieczorek, kłótnie, śmiech, płacz, jeszcze więcej brudnych ubrań. Mój mąż wraca jak cień, siada z telefonem, zamknięty w swoim małym świecie. Proszę o pomoc, a słyszę tylko: Pracuję całymi dniami. Raz powiedziałam: Ja też, a on się oburzył, uznał, że przesadzam i że nie mam pojęcia, czym jest prawdziwe zmęczenie.
Kiedyś powiedziałam mu, że chciałabym wrócić do pracy, zarabiać własne pieniądze, wyjść z domu, czuć się przydatna nie tylko do porządków. Usłyszałam: Kto będzie pilnował dzieci?, Po co się w ogóle pobieraliśmy?, To egoizm! Nawet teściowa pani Halina przyłączyła się, mówiąc, że dobra żona powinna siedzieć w domu, jakby to była tradycja zapisana w snach babć.
Coraz bardziej czuję się przezroczysta nikt nie pyta jak się czuję, nikt nie dziękuje. Jeśli zupa jest za słona, narzekają. Jeśli dom jest nieposprzątany moja wina. Jeśli dziewczynki przynoszą złe oceny znowu ja. Wszystko spada na mnie jakby to był ciężar z opowieści ludowych, którego nikt nie chce zauważyć.
Pewnej nocy wybuchłam. Myłam naczynia o dziesiątej wieczorem, z bólem w plecach, i usłyszałam, jak mąż mówi przez telefon: Małżonka nie pracuje, siedzi w domu. Wtedy w tym śnie puściłam talerz w zlewie, a łzy spływały bezgłośnie.
Teraz jestem zmęczona. Zmęczona pracą bez pensji, bez godzin, bez uznania. Zmęczona poczuciem, że życie zamknięte jest w ścianach jak w labiryncie z surrealistycznego obrazu. Zmęczona byciem tylko gospodynią domową.
Już nie wiem, co robić. Czy milczeć, czy walczyć, czy szukać pracy, choćby miała to być burza w małżeństwie. Czy według Was gospodyni domowa jak z baśni jest faktycznie uprzywilejowana, czy to ciężar, którego nikt nie chce zauważyć, bo we śnie wszystko wydaje się inne niż naprawdę?


