Zawsze chciałem mieszkać oddzielnie od rodziców, a żeby to zrobić, musiałem oszczędzać na własne mieszkanie, więc moim celem było jak najszybsze zrealizowanie tego marzenia. Odkąd się uczyłem, zacząłem oszczędzać, miałem też szczęście, że mama i tata dawali mi pieniądze na wakacje. W ten sposób moja skarbonka była szybciej uzupełniana.
Kiedy dostałem pracę, postanowiłem przenieść się do wynajmowanego mieszkania, a to zaczęło nieco uszczuplać moje oszczędności. Miałem też dziewczynę, co oznaczało wydatki na kwiaty, prezenty i randki. Małgosia i ja zaczęliśmy mieszkać razem, po około trzech miesiącach okresu narzeczeństwa. Wtajemniczyłem ją w swoje plany, mając nadzieję, że razem zbierzemy potrzebną sumę i kupimy własne mieszkanie, ale Małgosia nie poparła mnie. Powiedziała: „Każdy sobie rzepkę skrobie”.
Nigdy więcej nie wróciliśmy do tematu wspólnego oszczędzania. Ogólnie rzecz biorąc, byliśmy w dobrych stosunkach, a kiedy byłem pewien swoich uczuć do niej, oświadczyłem się jej. Nie zdążyliśmy się pobrać, bo niestety w planowanym dniu rejestracji ślubu, w ich rodzinie, wydarzyła się tragedia, więc musieliśmy przełożyć uroczystość.
Właśnie wtedy zadzwonili do mnie rodzice i powiedzieli, że ich sąsiedzi sprzedają niedrogo trzypokojowe mieszkanie, a ponieważ właścicielka wyprowadza się za granicę, potrzebuje je pilnie sprzedać. Obejrzałem zdjęcia mieszkania na portalu nieruchomości i spodobało mi się, było jasne, przestronne i można je było kupić trochę taniej. Kiedy dotarłem na miejsce spotkania, okazało się, że mieszkanie jest w pełni umeblowane, ze sprzętem AGD, a i tak za tak śmieszną cenę. Brakowało mi tylko kilku tysięcy złotych, ale dzięki pomocy finansowej moich rodziców, już następnego dnia, rozpoczęliśmy formalności związane z zakupem mieszkania.
Małgosia była na mnie zła, że kupiłem mieszkanie na własną rękę, nie podobało jej się, że znajduje się ono niedaleko moich rodziców. Kolejną reprymendą było to, że chciała być zameldowana w mieszkaniu i być właścicielką. Zdarzyło się nawet, że jej rodzice przynieśli jedną czwartą pieniędzy, abym mógł zarejestrować mieszkanie, również na jej nazwisko. Czy nie możemy żyć razem bez takich formalności?
Prawdę mówiąc, chciałem, żeby to mieszkanie było naszym rodzinnym gniazdem, żeby nasze dzieci w nim dorastały. Dopiero sposób, w jaki Małgosia pokazała mi swoje prawa do mieszkania, nie zainwestowawszy ani grosza, poddał w wątpliwość jej uczucia. To ona położyła kres naszemu związkowi. Byłem bardzo urażony, że tak bardzo starałem się o własne miejsce, a teraz, po otrzymaniu długo oczekiwanych kluczy, straciłem dziewczynę, którą kochałem. Czy nie miałem racji?



