Och, syneczku, przyjechałeś! – ucieszyła się Eugenia.

Och, synu, już wróciłeś z radością zawołała Ewelina.
Michał trzymał kapelusz przy drzwiach: Siemanko, mamo. Ja, to zawahał się nie jestem sam. i popchnął przed siebie chudego chłopca w okularach z plecakiem na ramionach.
Ojejku, co to przywieziełaś? To Jurek czy Staszek? Nie rozpoznaję bez okularów.
Michał usiadł na krześle.
Załóż więc. To Wasilek, mój nieślubny. Pamiętasz, że z Zofią rozstaliśmy się na rok? Wtedy spotkałem Władka i tak się narodził. I głupio go na siebie zapisałem westchnął.

Ewelina potrząsnęła go ostro: Co to za gadanie przy dziecku? On jeszcze nie powinien znać twojego niecnego życia. Wasilek, idź na chwilę do salonu i obejrzyj telewizję, a my z twoim ojcem ogarniemy sprawy.

Chłopiec milcząco wyszedł i poszedł do pokoju. Ewelina cicho zapytała: A Zofia o nim wie? Nie lubiła synowej, kłótliwa i zrzędliwa.

Michał drgnął: Co ty, mamo? Gdyby się dowiedziała, dawno by mnie wyrzuciła. A szkoda, bo sam go od podstaw budowałem.

Ewelina westchnęła: Jesteś taki nieporadny. Nie mężczyzna, a frajer. Całe życie pod butem Zofii. Jak udało ci się w tajemnicy mieć syna, to już cud. Po co mi go przyprowadziłeś? Zofia się dowie i nie będzie nam wesoło.

Michał, nerwowo, wyjaśniał: Władek, co to za wąż, chciała się ożenić. Z nowym chłopakiem pojechała na południe. Na miesiąc, uwierz! Dzwoniła do mnie i mówiła: zabierz syna, gdzie chcesz, nawet do domu. Ja jej odpowiedziałem, że zwariowałam, że mam żonę, ona nas razem wygania. A ona, jeśli nie chcesz dobrze, zrobi źle. Przyniosę twojej Zofii akt urodzenia i sam się ogarnij. To koniec dla mnie. Władek ledwo mi wybaczyła, pół roku nie rozmawiała. Postanowiłem więc, niech zostanie u ciebie miesiąc, potem przyjadę, zabiorę mówił, nie podnosząc oczu na matkę.

Ewelina pokręciła głową: Taki był w dzieciństwie, taki już jest. Cokolwiek zrobisz, matko, pomóż. Dobra, co robić. Zostaw chłopca. Tylko on nie jest z naszej rasy zawahała się Czy naprawdę twój?

Michał machnął ręką: Mój, nie wątpię. Władek też nie jest cukierkiem, ale babcia wierna.

Zamilkli. Ewelina wstała: Po co tu siedzimy? Najpierw nakarmię cię po drodze.

Michał wstał: Przepraszam, mamo, ale muszę jechać. Zofia w domu czeka. I tak skłamałem, że po częściach zamiennych jadę do miasta. Nakarm Wasilka, a ja odjeżdżam.

Ewelina objęła nieudacznika i szepnęła: Do zobaczenia, kochany.

Wasilek zjadł szybko, nie odrywając wzroku od talerza.
Może jeszcze? litościwie spytała Ewelina, widząc, jak szybko opróżnił talerz.
Nie, dziękuję wstał z miejsca.

Chodź na dwór, pograj, a ja przyrządzę obiad. Co masz w plecaku? zapytała.
On mruknął: Rzeczy.

Ewelina skinęła: Będziesz sam prał czy ja muszę?
Po raz pierwszy spojrzał na nią przerażonym wzrokiem: Nie potrafię. Mama zawsze prała.

Ewelina podniosła lekki plecak: Idź, a ja je przemyję.
Wyszedł, a ona zaczęła przeglądać niewielkie ubranka. Dwie koszulki, krótkie spodenki i para bokserek.
Mało mruknęła Nie położyła nawet ciepłej bluzki. Widać, jaka to mama. Zanurzywszy rzeczy w wiadrze, zabrała się do ciasta z wiśniami.

Nagle z ulicy dobiegł krzyk. Ewelina wybiegła, nie otrzepując rąk od mąki.
Co się stało?

Wasilek jęczał, trzymając się za nogę Gęsię ukąsił. Boli łzy leciały strumieniami.

Dlaczego do nich podszedłeś? Pasą się tam, a ty byłeś w podwórku zapytała, przyglądając się czerwonymu plamowi.

Chciałem je obejrzeć szlochał Wasilek.

Przecież nie widziałeś gęsi od dziecka? zdziwiła się.

Widziałem, ale nie podchodziłem blisko wyszeptał.

Dobrze, chodźmy do domu, nałożę maść wzięła go za rękę.

Po kolacji położyła go na kanapie i nie mogła zasnąć. Co za życie! Nie posłałaby swojego Kolka do obcej babci. Mama chyba też nie była taka dobra. Chłopiec obok, spodnie droższe. Nagle usłyszała szloch. Wyczuła, że chłopiec płacze. Podeszła cicho: Co, synku? Nie podoba ci się u mnie? Poczekaj, miesiąc minie, a mama cię przywiezie.

Wasilek podniósł się i wyszeptał: Nie przywieObiecała mu, że już nigdy nie zostawi go samego, i razem ruszyli ku nowemu, lepszemu życiu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × cztery =

Och, syneczku, przyjechałeś! – ucieszyła się Eugenia.