Po premii w hucie Stefan siedział z dwoma kumplami w małej knajpce. Premia nie była wielka, ale nie miał rodziny i do pieniędzy podchodził z luzem.
Jak są, to dobrze uśmiechał się. Jak nie ma, poczekam do wypłaty.
Tak mówił kolegom, gdy ci narzekali, że żony wysysają z nich każdy grosz, a jeśli udało się coś odłożyć, to i tak kończyło się w domowym budżecie.
No tak, Stef, samotnemu żyje się lżej westchnął Krzysztof. A ja mam trzech synów, a pensja ledwo starcza. Radzę ci nie żenić się, bo i tak żona zacznie cię męczyć: dzieci głodne, buty się rozlatują, ubrania za małe… no, sam wiesz.
Chłopaki się śmiali, aż nagle do ich stolika podsiedła się dziewczyna żywiołowa, z iskrą w oku. Od razu przysiadła się do Stefana na kolana. Był najmłodszy z całej paczki. Trochę się speszył, ale ją objął.
Jestem Ewka! zaśmiała się. A ty?
Stefan odparł, a kumple puszczali sobie porozumiewawcze spojrzenia.
Ewka zsunęła się z jego kolan i usiadła na krześle, które Krzysztof przystawił od sąsiedniego stolika. Stefan był wiejskim chłopakiem, od roku mieszkał i pracował w mieście. Cichy, nieśmiały, nie wiedział, jak się zachować wobec takich rezolutnych dziewczyn. Ale Ewka mu się spodobała. Tego wieczoru wyszli razem. A rano obudził się obok niej.
Muszę do pracy powiedział, szybko się ubierając, a ona została w łóżku.
Stefciu, mam nadzieję, że to nie nasze ostatnie spotkanie? przeciągnęła się. Wpadnij po pracy, będę czekać.
Dzień dłużył mu się niemiłosiernie, ale po zmianie poleciał do Ewki jak na skrzydłach. Czekała na niego w akademiku. Zakochał się w tej ognistej dziewczynie, choć ledwo ją znał. Kumple ostrzegali, że często kręci się w męskim gronie, ale Stefan był już oczarowany. Niebawem się oświadczył.
Rok później urodziła się im córeczka Marysia. Ewka na początku była dobrą gospodynią. Gotowała, sprzątała, opiekowała się dzieckiem, karmiła piersią. Ale gdy Marysia skończyła roczek, wszystko się posypało. Stefan wracał z pracy, a Ewka zostawiała córkę u sąsiadki i wychodziła.
Stefek, sama mam dwie córki i robotę po uszy narzekała sąsiadka. Powiedz swojej Ewie, że nie będę już pilnować Marysi.
Kłócili się, awanturowali. Stefan groził, że jeśli znów zostawi dziecko i wróci pijana, to się rozstaną. Ale Ewka zaczęła przyprowadzać do domu innych mężczyzn. Stefan wracał, a tu kompania. Wyrzucał ich za drzwi. W końcu podczas kolejnej kłótni Ewka rzuciła:
Zabieraj swoją Marysię i wynoś się na zbity łeb! Nie potrzebuję was obojga! Wracaj na wieś!
I tak zrobił. Już wcześniej o tym myślał, ale wciąż wierzył, że Ewka się opamięta. W domu jego matka, Jadwiga, była ciężko chora i już nie wstawała z łóżka. Sąsiadka, Halina, się nią opiekowała. Domy stały blisko, nawet furtki nie trzeba było otwierać płot między podwórkami dawno się zawalił. Halina schodziła z ganku i od razu była u sąsiadki. Wygodnie było nosić jedzenie. Jadwigę karmiła właśnie Halina.
Stefan dawno nie był w rodzinnej wsi i nie wiedział, że matka już nie wstaje. A poza nim nikogo nie miała. Teraz jego sytuacja była trudna chora matka i dwuletnia Marysia. Znalazł robotę w okolicy, a Halina doglądała dziewczynkę. Miała swojego syna, Tadzika, trzyletniego. Dzieci bawiły się razem.
Dzięki, Hala, nie wiem, co bym bez ciebie zrobił dziękował sąsiadce.
Halina była mężatką, ale jej mąż, Jurek, był nieI tak minęły lata Tadzik i Marysia dorastali razem, nieświadomi, że łączy ich coś więcej niż dzieciństwo spędzone pod jednym dachem, aż pewnego dnia prawda o ich przeszłości wybuchła jak iskra, zmieniając wszystko na zawsze.



