O tym, jak staruszka poradziła sobie z wrednym kierowcą autobusu

O tym, jak staruszka poradziła sobie z wrednym kierowcą autobusu

Nie jeżdżę zbyt często komunikacją miejską, ale kiedy już mi się to zdarza, to zawsze jestem obserwatorką jakiś zabawnych historii. W społeczeństwie jest tak wielu takich ludzi, że kiedy coś powiedzą, to aż nie wiadomo, co im odpowiedzieć. Ale są też tacy, którzy odpowiedzą tak trafnie, że nie sposób powstrzymać się od śmiechu.

Raz w tygodniu muszę objechać prawie całe miasto, zawożąc i odbierając dzieci z ich zajęć dodatkowych. Tego dnia pojechałam autobusem, bo samochód nam się zepsuł. Pojechaliśmy z dziećmi, zapłaciłam za bilety. Potem zajęliśmy wolne miejsca i zaczęliśmy o czymś dyskutować. Kilka przystanków dalej do autobusu weszła staruszka z laską. Emanowała dobrocią i ciepłem. Są tacy ludzie i nie da się ich opisać słowami, ale każdy, kto ich spotka od razu wie, że to dobre istoty. Kierowca autobusu był całkowitym przeciwieństwem naszej nowej pasażerki.

Tak więc z siedzeń tylko jedno było wolne. Starsza Pani zapłaciła u kierowcy za bilet i usiadła. Jechaliśmy tak jeszcze przez dwa przystanki, połowa autobusu wysiadła, a staruszka postanowiła przesiąść się na wygodniejsze dla niej siedzenie. Niestety, w tym momencie kierowca ostro zahamował i zamiast przeprosić, krzyknął na staruszkę, która upadła.

– No i co robisz, stara babo? Siedziałaś tam, to siedź, a nie wiercisz się!

– Chciałam przenieść się bliżej drzwi, żeby było mi lepiej wysiąść. Nie powinieneś się tak do mnie zwracać, do nikogo zresztą, bo to brak kultury.

Kierowca był czerwony ze złości i przeklinał staruszkę pod nosem, ale ona kontynuowała:

– Oj, chłopcze, nie złość się! Dlaczego jesteś taki zły? Zły dzień? Czy ktoś Ci zrobił krzywdę? Nie przejmuj się tym?

– A co Cię to interesuje? Kim Ty niby jesteś, że mam Ci opowiadać o moich sprawach? I w ogóle nie nazywaj mnie chłopcem!

Byliśmy zaskoczeni, ale staruszka wciąż była spokojna i uśmiechała się. Następnie wyjęła z torebki okulary, wytarła je chusteczką i założyła na nos. Zmrużyła oczy i odezwała się ponownie.

– Mamo, czy to Ty? Dokładnie Ty! Nie martw się, jestem tutaj, obok Ciebie!

Po tych słowach wszyscy pasażerowie autobusu zaczęli się śmiać, bo staruszka powiedziała to tak zabawnie, wcielając się w rolę matki i małego chłopca. Kierowca autobusu za to wyrzucił staruszkę na kolejnym przystanku. Dobrze, że i tak musiała na nim wysiąść.

Za każdym razem, gdy przypominam sobie tę historię, uśmiecham się. W domu powiedziałam o tym mężowi i razem się śmialiśmy. Są tacy ludzie!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście + siedem =

O tym, jak staruszka poradziła sobie z wrednym kierowcą autobusu