Moja babcia i ja zawsze miałyśmy bardzo bliski kontakt. Kiedy kończyłam szkołę, moja babcia była mocno osłabiona i cierpiała na różne choroby. Przeprowadziłam się do niej, żeby się nią opiekować. Nie mogła żyć tylko z jednej emerytury, ponieważ potrzebowała kosztownych leków i procedur medycznych. Aby opłacić to wszystko, musiałam znaleźć pracę. Musiałam również pożegnać się z marzeniem o studiowaniu prawa. Jedyną pociechą było to, że babcia zaczęła powracać do zdrowia. Widziałam, że moje wysiłki nie były daremne. Zamieszkałam z babcią aż do jej śmierci i pomagałam jej we wszystkim.
Ze względu na swój wiek nie była w stanie w pełni poradzić sobie z obowiązkami domowymi i często chorowała. Musiałam brać wolne w pracy. Krewni byli zadowoleni, że wziąłem na siebie ten ciężar. Babcia miała troje dzieci, ale ani moja matka, ani wujek, ani ciotka przez te wszystkie lata nie pomagali. Wszyscy mieli swoje sprawy. Babcia za życia przepisała na mnie swoje mieszkanie i uważam, że była to bardzo uczciwa decyzja. O testamencie krewni dowiedzieli się dopiero po jej śmierci. Nikt nie był tym zachwycony.
Moi krewni dzwonią do mnie codziennie i żądają, żebym sprzedała mieszkanie i podzieliła pieniądze między krewnymi. Dlaczego mam to robić? Nie zamierzam niczego sprzedawać, będę tu mieszkać. Poświęciłam swoją przyszłość i wyższe wykształcenie, aby się zająć babcią, a wtedy żaden z krewnych nawet nie ruszył palcem. Wszyscy byli zadowoleni, że ktoś wziął na siebie odpowiedzialność za starszą osobę. Przypomnieli sobie o mnie teraz, gdy chodziło o pieniądze. Najbardziej obraźliwe dla mnie jest to, że nawet moja matka mnie nie wspiera.



