Nowy początek jest zawsze w zasięgu ręki

**Dziennik**

Mamo, zupełnie ci odbiło?

Słowa córki ugodziły Jadwigę jak nóż pod żebra. Bolało. W milczeniu dalej obierała ziemniaki, zaciskając mocniej nóż w dłoni.

Ludzie już palcami wytykają! No tata wiadomo, facet, ale matka?! Kobieta! Strażniczka domowego ogniska! Nie wstyd ci?

Łza spłynęła po policzku Jadwigi, potem druga Wkrótce płynęły już strumieniem, a córka nie ustawała.

Marian, jej mąż, siedział na krześle, ramiona opuszczone, warga wydęta.

Tacie zdrowie szwankuje, jak ty w ogóle?! On potrzebuje opieki! Marcin łkał. Czy tak się postępuje? Mamo? On ci życie oddał, dziecko razem wychowaliście, a teraz co? Zachorował i ty już na boku patrzysz? Nie, moja droga, tak się nie robi

A jak się robi? cicho zapytała Jadwiga.

Co?! Ty się ze mnie nabijasz?! Tato, słyszysz, ona się nabija!

Krysiu, jakbym ci nie była matką, tylko najgorszym wrogiem Ach, jak ty się o tatę martwisz

Mamo! Co ty wymyślasz?! No już, dość! Dzwonię do babć, niech się tobą zajmą! Wstyd!

Wyobraź sobie prychnęła Krystyna, odwracając się do ojca idę z uczelni, a oni po alejce spacerują, pod rękę! On jej wiersze czyta, pewnie sam składał, co, mamo? O miłości, hę?

Zła jesteś, Krysia. Zła i głupia. Młoda jeszcze

Ani śladu skruchy! Koniec, dzwonię do babć, niech przyjdą!

Jadwiga milcząc wyprostowała się, wygładziła fałdy na sukience, strzepnęła niewidzialne pyłki. Wstała.

Dobrze, moi kochani. Idę już.

Gdzie, Jadźka?

Odchodzę od ciebie, Marianie.

Jak odchodzisz?! Dokąd?! A ja?!

Córka w tym momencie coś wściekle wykrzykiwała do telefonu.

Kry-ryś! zawył Marian, jakby nad trumną. Krysiu-u!

Co, tato?! Plecy bolą?! Gdzie?!

Oj, oj Kryś ona matka odchodzi powiedziała

Jak odchodzi?! Dokąd?! Mamo, co ty wymyśliłaś na starość?!

Jadwiga uśmiechnęła się krzywo. Starannie układała rzeczy w walizkę.

Już miała odejść, ale Marian zachorował chrząstka się przeciążyła. Jak jęczał, jak marudził

Jadź chyba mam przepuklinę

Na rezonansie nie było.

Co oni tam widzą, ci lekarze?! Najpierw specjalnie nie mówią!

Tak? A po co?

Pieniądze wyciągają! U Kowalskiego w pracy tak samo było maści, tabletki, a potem bach! Przepuklina! I to jakaś rzadka, nazwy nawet nie ma

Wtedy nie odeszła. Nie potrafiła porzucić biedaka.

A teraz

Ile ty jeszcze masz żyć, Jadź? mówiła przyjaciółka Zosia. Ty jak niewolnica na nich harujesz. Co Marian ci dał dobrego? Ni-c! uderzyła dłonią w stół.

Całą młodość się włóczył! Jak pies! Tą fryzjerkę jak ją

Grażyna.

Właśnie! Ciągał ją, jak krowę w reklamie czekolady! A ty na dwóch etatach, jeszcze dorabiasz, a on na kanapie!

Zosia, jakbyś Marianka nienawidziła nieśmiało zajrzała Jadwiga w oczy przyjaciółki.

Powiem.

Jadzia skuliła się.

Nie mam za co twojego kochanego lubić. Pamiętam, jak się do mnie dobierał. Wtedy obchodziliśmy jego urodziny na działce, ja się upiłam, zasnęłam Obudziłam się on mi dłoń na usta przycisnął, drugą ręką pod bluzkę lazł.

Najgorsze? Jego mama na sąsiednim łóżku leżała i patrzyła. Potem mi powiedziała: Sama sobie winna, kusiłaś Mariana. Zagroziła, że jeśli tobie powiem oznajmi, że to ja mu do spodni lazłam.

Otóż to.

Jadwiga milczała.

Jak mogła nie widzieć?

Przypomniała sobie, jak inne żony chwaliły się prezentami, wspólnymi wyjazdami A u niej? Odkurzacz. Parowar, bo Marian uwielbia pierogi. Perfumy które teściowa w witrynie trzymała.

Zosia miała rację. Przespała całe życie.

Dlaczego za niego wyszłaś?

Żal mi go było Taki nieszczęśliwy. Okulary wielkie, nic nie umiał A matka powiedziała: Skoro chodzi wychodź, nie kompromituj się.

Przyjaciółki płakały, śmiały się, wspominały.

Gdybym wtedy nie odcięła się od ciebie

Wmówili mi, że zamężnej przyjaciółki nie potrzeba.

Jadwiga rozejrzała się po pokoju.

Strasznie odejść, ale można. Wynajmie mieszkanie. Rozwód. Podział majątku Wszystko jej rękami zarobione.

Córka stanie po stronie ojca? Niech będzie.

Nie odchodzi do mężczyzny. Z Piotrem to tylko przyjaźń.

Tęskni za ciszą.

***

Och, jak ją zjechali krewni!

Wracaj do męża! Do nóg mu padnij! wrzeszczała matka.

Teściowa atak serca odegrała, ale Jadwiga przeszła obok.

A potem

Krysia przyszła z przeprosinami.

Uczą się od nowa budować relacje.

A Marian? Miesiąc po rozwodzie już z Grażyną pod rękę chodził. Plecy przestały boleć.

Mówią, że u Grażyny nie ma żartów

Ale Jadwidze już wszystko jedno.

Uczy się żyć.

Krysia zapisała ją do salonu.

Piotr zaprosił w góry jak za młodu.

Nigdy nie jest za późno, by zacząć od nowa.

Najpierw trudno, a potem jak z płatka.

**Lekcja na dziś:** Nawet gdy wydaje się, że wszystko stracone, nowy początek czai się za rogiem. Warto mieć odwagę go złapać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 + osiemnaście =

Nowy początek jest zawsze w zasięgu ręki