Noworoczna niespodzianka u przyjaciółki: Rita miała tylko podlać kwiaty i nakarmić żółwia, gdy Polin…

Pamiętam, jak dawno temu Róża poszła do mieszkania swojej przyjaciółki Zofii, by podlać kwiaty i nakarmić jej żółwia. Zofia z mężem wyjechali na zimowy urlop. Klucz otrzymała wcześniej, schowała go głęboko w kieszeni płaszcza. Tamtego zimowego dnia, kiedy otworzyła drzwi i weszła do korytarza, aż zaniemówiła z wrażenia. W całym mieszkaniu paliły się światła, choinka mieniła się kolorowymi lampkami, telewizor grał na cały regulator. Z łazienki dobiegały jakieś odgłosy. Róża uchyliła drzwi i ze zdziwienia aż klasnęła w dłonie.

W tamtym czasie Róża została sama na święta Nowego Roku. Może sama to zbyt wielkie słowo raczej smutna i opuszczona.

Najbliższa przyjaciółka Zofia wyjechała z mężem w Tatry już pięć dni przed sylwestrem.

Zofia powierzyła jej swoje skarby podlewanie kwiatów i karmienie żółwia, wiedząc, że Róża jest osobą godną zaufania.

Mieszkały w tym samym bloku, ale w innych klatkach schodowych.

Róża bez wahania zgodziła się, nie wiedząc nawet, co ją wkrótce czeka.

Tydzień przed Nowym Rokiem chłopak Róży, Marcin, zwany przez nią czule Marcelem, z którym mieszkała dwa lata w szczęśliwej, wydawałoby się, zgodzie, nagle przy kolacji oświadczył, że zakochał się w innej

Nowa ukochana Marcina była już w czwartym miesiącu ciąży. On, jak przystało na uczciwego mężczyznę, czuł się zobowiązany się z nią ożenić.

Tak zdecydowała ona, jej mama i babcia. A Marcel nie zamierzał się sprzeciwiać.

A co ze mną? zapytała, zagubiona, Róża.

Marcin spokojnie dojadł kolację, otarł usta serwetką i odpowiedział:

Tobie chyba nie trzeba tłumaczyć, że to nie jest wielka strata. Przecież w naszej relacji już dawno nie było miłości, tylko przyzwyczajenie. Często tak się zdarza. Bądź wdzięczna, że ratuję cię przed sobą.

Pomogłabyś mi się spakować? Nie? Sama dasz radę No dobrze, zrobię to sam.

I spokojnie zaczął pakować swoje rzeczy

Róża przez cztery dni nie wychodziła z domu i przepłakała wszystko, co miała do wypłakania. Potem odwiedziła ją kolejna przyjaciółka, Jadwiga. W trakcie rozmowy wyszło na jaw, że Róża przez te kilka dni nic nie jadła, tylko piła kawę.

Planowały z Marcinem i Jadwigą spędzić Sylwestra wspólnie, w wynajętej wcześniej restauracji. Teraz Marcin miał przyjść ze swoją świeżo poślubioną żoną.

Róża za nic w świecie nie chciała świętować z rodzicami bała się, że będą jej współczuć. Zresztą, jej mamie Marcin nigdy się nie podobał

Nadszedł 31 grudnia. Róża, jak co roku, czekała na cud. Dlaczego? Bo tak każe tradycja i serce.

Ludzie wiedzą, że cudów nie ma, ale jak dzieci wypowiadają życzenia na Nowy Rok i jeszcze przez chwilę wierzą, że może się wydarzy coś wyjątkowego

Dzień zamienił się w wieczór, a potem noc nic się nie zdarzyło. Róża przypomniała sobie nagle, że nie oddała Marcelowi prezentu na pożegnanie. Teraz w szafie leżał piękny, puszysty sweter z chabrowej wełny.

Kupiła go przed jego odejściem. Był nawet drogi, kosztował sporo złotych.

Róża rozpakowała go i przymierzyła na siebie za duży. Szerokie ramiona, długie rękawy

Pewnie i na Marcina byłby za wielki pomyślała i odłożyła go z powrotem do torby.

Potem umalowała oczy, przyrzekła sobie, że już więcej nie będzie płakać, i wyszła na miasto.

Wierzyła głęboko, że Nowy Rok trzeba zacząć z nadzieją, a nie smutkiem. Lepiej przejść się po nocnej Warszawie, niż siedzieć samotnie w domu.

Do północy zostało półtorej godziny. Miała nadzieję, że miną szybko i wróci do pustego mieszkania.

W sercu czuła się ogromnie samotna i przygnębiona, a na zewnątrz padał drobny, zimny deszcz.

Zajrzała na chwilę do sklepu spożywczego. Sięgnęła do kieszeni po portfel, a tam lista, którą Zofia dała przed wyjazdem.

Drugim punktem po kwiatach było karmienie żółwia dwa razy w tygodniu.

Róża przeraziła się na dobre.

Przez własne zmartwienia zapomniałam zupełnie o żółwiu! Zofia mnie zabije, jeśli coś mu się stanie!

Jaki tam sylwester

I Róża pobiegła ile sił do mieszkania przyjaciółki nakarmić żółwia.

Otworzyła drzwi kluczem Zofii, weszła do przedpokoju i aż stanęła jak wryta!

Wszędzie światła, choinka błyszczy, telewizor gra głośno.

Z łazienki dochodzą odgłosy. Róża otworzyła drzwi i aż klasnęła w dłonie ze zdumienia.

W łazience stał nieznajomy mężczyzna i golił się, nucąc pod nosem jakąś melodię.

Pierwsza myśl włamywacz. Ale kto by się golił podczas włamania?

Kim pan jest?! zapytała ostro, gotowa w razie czego walczyć.

Mężczyzna szybko spłukał pianę, odwrócił się z uśmiechem:

Nie bój się i nie stresuj. Nie jestem niebezpieczny. Jestem Filip, kuzyn Zofii. Pracuję w Krakowie, wróciłem na chwilę w interesach. Miałem wracać, ale nie wyszło. Dobrze, że mam klucz od mieszkania siostry. Skontaktowałem się z nią i zgodziła się, abym został do nowego roku.

Widział pan żółwia? spytała Róża nagle.

Tak, nawet nakarmiłem. Trochę tam sobie poszedł wskazał ręką kąt za kanapą i ubrał koszulę.

Pozwól, że się przedstawię, jestem Filip.

Róża podała mu rękę i podała imię.

Może spędzimy Nowy Rok razem? zaproponował Filip wesoło. Do północy już tylko dziesięć minut.

Róża nagle wybiegła z mieszkania, niemal potrącając Filipa. Ten aż wyszedł za nią na klatkę schodową.

Zaczekaj! Czym cię wystraszyłem? Dokąd biegniesz?

Róża poleciała do swojego mieszkania, złapała torbę ze swetrem i czym prędzej wróciła.

Gdy weszła do mieszkania Zofii, drzwi wciąż były otwarte, a zegar wybijał dwunastą.

Filip podał jej kieliszek szampana, ona jemu torbę.

To dla pana, z Nowym Rokiem! powiedziała Róża.

Filip otworzył pakunek był tam puszysty, chabrowy sweter z wełny. Gdy go przymierzył, okazał się idealny, nawet ramiona pasowały doskonale.

Wiele miałem sylwestrowych niespodzianek, ale ta jest najlepsza powiedział Filip jako swoje pierwsze noworoczne słowa.

A ja mam dwie niespodzianki rozstanie z Marcinem i poznanie Filipa pomyślała Róża, choć nie powiedziała tego na głos, tylko się uśmiechnęła.

Kolejnego Sylwestra Róża, Filip i ich mała córeczka świętowali już we trójkę, w domu FilipaZapadła chwila ciszy. Za oknem rozbłysły pierwsze fajerwerki, a miasto ożyło kaskadą świateł i dźwięków. Róża patrzyła, jak Filip śmieje się głośno, poprawiając chabrowy sweter, i pomyślała, że czasami życie zrzuca nam coś z barków, byśmy mogli unieść coś zupełnie nowego.

Oboje stanęli przy oknie, popijając szampana, i długo patrzyli na rozświetloną Warszawę. Gdzieś z głębi pokoju żółw wysunął się zza kanapy, powoli, jakby również postanowił rozpocząć ten rok inaczej.

Róża nabrała tchu i poczuła, jak jej serce bije spokojniej. Wreszcie przyszło uczucie ulgi. W tej jednej chwili poczuła wdzięczność za własną odwagę, za Zofię, za niespodzianki losu i noc, która nie musi być samotna. Spojrzała na Filipa, który odwzajemnił spojrzenie z cichym uśmiechem.

Może to początek czegoś lepszego? szepnęła pół żartem, pół poważnie.

A może po prostu początek.

Na zewnątrz rozbłysły kolejne fajerwerki, a w środku, w ciepłym mieszkaniu, Róża już wiedziała, że nic nie dzieje się bez powodu. I gdy północ ucichła, a Nowy Rok zaczął swój pierwszy oddech, w jej sercu pojawiło się coś, czego dawno tam nie było nadzieja.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć − siedem =

Noworoczna niespodzianka u przyjaciółki: Rita miała tylko podlać kwiaty i nakarmić żółwia, gdy Polin…