Proszę pana, przestań mnie śledzić! Mówiłam panu, że noszę żałobę po mężu. Niech pan mnie nie nęka! Boję się pana! głos mi zadrżał, ale podniosłam go, by ukryć strach.
Pamiętam, pamiętam Ale mam wrażenie, że ta żałoba bardziej dotyczy pani samej. Wybaczcie mój wielbiciel nie ustępował.
Przyjechałam do sanatorium, by znaleźć spokój. Chciałam tylko słuchać śpiewu ptaków, a nie zalotów natrętnych mężczyzn. Mój mąż zmarł nagle. Potrzebowałam czasu, by pogodzić się z tą stratą.
Z mężem, Wojtkiem, zaczęliśmy remont mieszkania, oszczędzaliśmy, odmawialiśmy sobie wszystkiego i nagle Wojtkowi zrobiło się słabo, karetka nie zdążyła. Drugi zawał. Po pogrzebie zostałam sama bez męża, bez remontu, za to z dwoma nastoletnimi synami. Ręce mi opadły. Jak żyć dalej?
W pracy zaoferowali mi voucher do sanatorium. Opierałam się. Nie chciałam wychodzić z domu. Koledzy nalegali:
Nie jesteś pierwszą wdową i nie ostatnią. Masz dzieci. Musisz żyć! Jedź, Krysia, odpocznij. Uporządkuj myśli.
W końcu, z ciężkim sercem, pojechałam.
Minęło czterdzieści dni od śmierci Wojtka. Ból nie ustępował.
W sanatorium zamieszkałam z radosną dziewczyną, Kasią.
Promieniowała energią i śmiechem. To mnie irytowało. Nie chciałam dzielić się z nią swoim smutkiem. Po co? Do Kasi zalecał się animator. W takich miejscach zawsze pełno samotnych, rozwiedzionych albo wdowców. Mnie nie oszukają Przestrzegałam Kasię przed nim. Na pewno żonaty, może nawet po raz trzeci.
Kasia się śmiała:
Och, nie strasz mnie, Krysia! Ja już wszystko wiem
I wiedząca Kasia wieczorami znikała na randki. Ja tydzień spędziłam zamknięta w pokoju. Czytałam książkę, ale nie pamiętam o czym, patrzyłam w telewizor, ale nie widziałam obrazu.
Pewnego ranka obudziłam się w dziwnie dobrym nastroju. Wyjrzałam przez okno słonecznie, ptaki śpiewają. Pomyślałam: przejdę się po lesie, posłucham przyrody. I wtedy go spotkałam.
Zauważyłam go wcześniej w jadalni. Niski, krępy, z nachalnym spojrzeniem. O głowę niższy ode mnie. Brr Nieprzyjemny typ.
Ale był zadbany, gładko ogolony, ubrany elegancko. Przy każdym posiłku kłaniał mi się z przesadną uprzejmością. Odwzajemniałam skinieniem głowy. Z grzeczności. Aż pewnego dnia usiadł przy moim stoliku.
Smutno, pani? zapytał aksamitnym głosem.
Nie odpowiedziałam sztywno.
Nie oszukujmy się, widzę smutek w pani oczach. Może mogę pomóc? nie ustępował.
Ma pan rację. Żałoba po mężu. Jeszcze jakieś pytania? sięgnęłam po serwetkę, dając do zrozumienia, że rozmowa skończona.
Przepraszam, nie wiedziałem. Współczuję. Ale może się poznamy? Jestem Wiesław powiedział szybko, jakby bał się, że ucieknę.
Krystyna mruknęłam i wstałam od stolika.
Od tej pory Wiesław przy każdym posiłku przynosił mi bukiet dzwonków. Rosły tu wszędzie. Przyznaję, było mi miło. Ale nie zamierzałam tego rozwijać. Po co?
Wiesław jednak nie rezygnował. Zaczął towarzyszyć mi na wieczornych spacerach. Celowo zakładałam płaskie buty, by nie podkreślać naszej różnicy wzrostu. Ale jemu nie przeszkadzała łysina ani niski wzrost. Pewnie kobiety uwodził głosem. Nigdy nie słyszałam tak głębokiego, ciepłego barytonu. Czułam, że wpadłam w zastawione sidła.
Zaczęliśmy chodzić na wieczorne potańce, jeździliśmy do miasta po owoce Wiesław próbował mnie namówić do swojego pokoju. Ale ja, jak żołnierz na warcie, nie ustępowałam.
W końcu przypomniał:
Krysiu, jutro wyjazd. Może wpadniesz dziś do mnie na herbatę?
Zobaczę odpowiedziałam wymijająco.
Nadszedł ostatni wieczór. Postanowiłam nie odmawiać, choć wiedziałam, jak to się skończy
W jego pokoju stół był elegancko nakryty. Pewnie pożyczył zastawę z jadalni pomyślałam z uśmiechem. Wiesław podał mi krzesło. Nie wiem, skąd wzięło się wino.
Zaczynamy, Krysiu? Nie wiem, jak jutro się rozstaniemy Zostaw adres. Na pewno przyjadę powiedział cicho.
Zapomnisz drugiego dnia. Znam was, mężczyzn. Za co pijemy, Wiesiu? byłam gotowa na wszystko.
Nie domyślasz się? Za miłość, Krysiu, za miłość! uniósł kieliszek.
Rano obudziliśmy się w objęciach. Boże, czemu się broniłam przez cały ten czas? Dlaczego od razu nie przyszłam? Stracone dni Pokochałam go jak dziewczyna. A dziś trzeba pakować walizki i wracać do domu.
Pożegnałam się z Kasią. Siedziała na łóżku i płakała.
Co się stało? zapytałam.
Jestem w ciąży, Krysia. Nie wiem, od kogo szlochała.
Ten twój animator? próbowałam zrozumieć.
Nie wiem Poznałam jeszcze jednego Z sąsiedniego domu wczasowego. Żonaty. Wiedząca Kasia nagle straciła pewność siebie.
O Jezu Zadzwoń do rodziców. Niech przyjadą. Jak cię tak samą wypuścili? Chodź, pójdziemy do dyrektora. Może coś wymyślimy.
Kasia wybiegła z pokoju. Biedna dziewczyna
Spakowałam się. Nie chciałam wyjeżdżać. Te dwadzieścia dni stały się czymś bliskim. Zwłaszcza Wiesiek
Podjechał autobus. Wiesiek przyszedł mnie odprowadzić. Z bukietem dzwonków. Zaczęłam płakać, przytuliłam go mocno. I tyle. Romans się skończył. Serce pękało. Gdyby tylko powiedział zostań
Mieszkaliśmy w innych miastach. Kontaktowaliśmy się tylko listami. Aż pewnego dnia dostałam wiadomość od żony Wiesia. Pisała, że wszystko wie. Że nic z tego nie będzie, bo ona ma trzydzieści lat, a ja czterdzieści. Nie odpowiedziałam. Po co?
Pół roku później Wiesiek pojawił się pod moimi drzwiami. Synowie zdziwili się widokiem obcego mężczyzny, ale nic nie powiedzieli


