Nowe życie, nowa rodzina
Barbara szczęśliwa wyszła z gabinetu lekarskiego będzie matką. Szybko wracała do domu, chcąc jak najprędzej zrobić mężowi niespodziankę. Znała go dobrze po nocnej zmianie zazwyczaj spał do południa, ale dziś był już na nogach. Wziął wolne, by odprowadzić ją do lekarza.
Ku jej zaskoczeniu, to on pierwszy przygotował niespodziankę. Gdy otworzyła drzwi kluczem, w przedpokoju na komodzie stała damska torebka.
Co to jest? spytała z niedobrym przeczuciem. Czyja?
Nie chciała otwierać drzwi do sypialni, bała się tego, co tam zobaczy. Ale gdy weszła stało się najgorsze. Obca kobieta leżała na jej miejscu, a obok jej Roman. Może to wyraz twarzy Barbary, a może panika, ale kobieta w pośpiechu wypadła z mieszkania. Roman wstał powoli, ubierając się w milczeniu.
Pakuj swoje rzeczy i wynoś się do swojej kochanki rozkazała ostro Barbara, wychodząc.
Czuła się tak źle, jak nigdy wcześniej. Wkrótce przyjechała karetka, szpital, a potem diagnoza lekarza:
Straciła pani dziecko.
Wróciła do pustego, nieposprzątanego mieszkania. Otrząsnęła się po wszystkim i postanowiła zacząć od nowa. Najpierw rozwód. Roman nie pokazał się od tamtego dnia spotkali się dopiero w sądzie. Patrzył na nią z wyrzutem, ale milczał.
Mijały miesiące. Minął już półtora roku od rozwodu. Choć miała dwadzieścia siedem lat, nie patrzyła w stronę mężczyzn. Nawet w pracy koledzy mówili:
Basia, dlaczego siedzisz jak w klatce? Życie toczy się dalej. Wiem, że miałeś pecha, ale przed tobą całe życie.
Coś we mnie pękło tłumaczyła. Nie potrafię już cieszyć się życiem.
Rozejrzyj się za Antonim doradzały koleżanki. Myślisz, że przypadkiem czeka na ciebie po pracy i podwozi do domu? To dobry chłopak, daj mu szansę.
Barbara w końcu go zauważyła. Wychodzili razem na kawę, spacerowali. Z czasem poczuła, że Antoni jest gotów na poważną rozmowę, aż w końcu oświadczył się:
Wyjdź za mnie, Basiu. Nie będę musiał cię odprowadzać wracalibyśmy razem do domu.
Tak też się stało. Razem do pracy, razem z pracy. Kolacje, spacery, filmy. Barbara marzyła tylko o jednym zostać matką. Ale mimo starań, nie zachodziła w ciążę.
Pewnego dnia pojechała z koleżankami z pracy do domu dziecka ich firma sponsorowała placówkę. Tam zauważyła małą, czteroletnią dziewczynkę o smutnych oczach. Ta myśl nie dawała jej spokoju.
Antoni, weźmy dziecko z domu dziecka. Nie możemy mieć swojego. Nie widziałeś, jak te dzieci patrzą pełne nadziei powiedziała.
Basiu, nie uratujesz wszystkich odparł mąż.
Ale chociaż jedno? To już będzie szczęście.
Naprawdę tego chcesz?
Tak. Podoba mi się jedna dziewczynka ma na imię Wika. Taka ładna, a taka smutna.
Antoni był zaskoczony, bo nigdy nie rozmawiali o adopcji, ale w końcu się zgodził.
Wika od urodzenia była w domu dziecka matka się jej wyrzekła. Miała prawie pięć lat. Barbara rozmawiała z dyrektorką, Zofią Leonidowną.
Chcemy adoptować Wikę. Co musimy zrobić?
Nie macie własnych dzieci?
Nie opowiedziała swoją historię.
Ale możecie jeszcze mieć swoje. Jeśli myślicie, że adopcja pomoże wam zapomnieć o stracie jesteście w błędzie. To nie zastąpi waszego dziecka. Zastanówcie się dobrze.
Wychodząc, Barbara znów zobaczyła Wikę siedziała na ławce z pluszakiem w ręku.
Wkrótce Wika została córką Barbary i Antoniego. Barbara była szczęśliwa, patrząc na nią nie jak na zastępstwo, ale jak na własne dziecko. Wika też była szczęśliwa miała mamę i tatę. Choć wydawało jej się, że mama kocha ją bardziej kupowała ładne sukienki, czytała bajki.
Tymczasem Antoni stawał się coraz chłodniejszy. W końcu wybuchnął:
Basiu, to był błąd. Nie potrafię zaakceptować Wiki. Chcę własne dziecko. Może oddajmy ją z powrotem?
Barbara była w szoku. Pokochała Wikę całym sercem.
Dziecko to nie rzecz, Antoni. Wika jest naszą córką.
Twoją, nie naszą. Jeśli jej nie oddasz wybieraj: albo ja, albo ona.
Nie ma wyboru odparła stanowczo. Wika zostaje.
Rozwiedli się. Barbara i Wika wyprowadziły się do jej dawnego mieszkania. Wika poszła już do szkoły. Pewnego dnia pod blokiem spotkały Romana.
Basiu, nareszcie cię znalazłem. Słyszałem, że byłaś z nowym mężem.
Już nie jesteśmy. Czego chcesz?
Chcę wszystko naprawić. Wiem, że przez mnie straciłaś dziecko Przepraszam. Chcę wrócić.
Nie, Romanie. Idziemy już.
Słyszała jeszcze, jak wołał za nią:
Jeśli coś mój numer się nie zmienił. Zrobię wszystko.
W domu dziecka Barbara znów zobaczyła dziesięcioletnią Tanię. Dziewczynka spojrzała na nią ciepło.
Taka dobra, skromna dziewczynka
Pewnego zimowego wieczoru, gdy wracała do domu, przyszła jej do głowy myśl:
A może?
Wyjęła telefon, zadzwoniła do Romana.
Musimy porozmawiać.
Niedługo później siedział w jej kuchni.
Chcesz pomóc mi adoptować Tanię? spytała.
Basiu, oczywiście. To ja nawaliłem, czas to naprawić. Chcę, byśmy mieli rodzinę.
Barbara zrozumiała, że dla Tani jest w stanie wybaczyć.
Naprawdę się zgadzasz?
Tak! Dzieci są nasze, wychowamy je dobrze.
Wigilia. Wika i Tania z Romanem ubierali choinkę. Barbara krzątała się w kuchni.
Mamo, kiedy nakryjemy do stołu? Zaraz Nowy Rok!
Zaraz, córeczki.
Roman patrzył na nie z uśmiechem.
To dopiero początek pomyślał. Nowy Rok, nowa rodzina.
Przed nimi całe życie. Będą problemy, będą nadzieje ale poradzą sobie razem.



