**Nowa żona taty**
Zosia trzymała w dłoniach zaproszenie na ślub i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Złote litery na kremowym papierze oznajmiały, że jej ojciec, Henryk Nowak, bierze ślub z jakąś Kamilą Banach. Data ślubu była za tydzień.
— Za tydzień — mruknęła, obracając kartkę. — Nawet nie miał czasu nas normalnie uprzedzić.
Telefon zadzwonił, przerywając jej rozmyślania. Na ekranie wyświetliło się zdjęcie młodszej siostry, Gabrysi.
— Zocha, dostałaś to… zaproszenie? — głos siostry brzmiał wyraźnie zdezorientowany.
— Dostałam. Ty coś wiedziałaś?
— Nic! Absolutnie nic! Myślałam, że tata tylko się z kimś spotyka. A tu masz — ślub!
Zosia przeszła do kuchni i nastawiła czajnik. Za oknem mżył drobny deszcz, a w jej sercu było równie szaro i smutno.
— Gabi, widziałaś ją choć raz? Tę Kamilę?
— Raz, przypadkiem. Wychodzili z kawiarni, a ja właśnie przechodziłam. Młoda, może z trzydzieści pięć, nie więcej. Farbowana blondynka, cała w złocie i futrach.
Zosia mimowolnie skrzywiła się. Jej ojciec miał sześćdziesiąt osiem lat — różnica wieku przekraczała trzydzieści lat.
— Może chodzi o pieniądze? — zasugerowała Gabrysia. — Pamiętasz, tata mówił, że sprzedał działkę? No i ma to mieszkanie w centrum.
— Nie wiem — westchnęła Zosia. — Musimy do niego pojechać, porozmawiać.
— Jedziemy razem. Jutro wyjdę wcześniej z pracy.
Następnego dnia siostry spotkały się pod domem ojca. Henryk niedawno się tu wprowadził po sprzedaży starego mieszkania, w którym one dorastały. Wtedy tłumaczył, że chce mieszkać bliżej centrum, ale teraz Zosia podejrzewała inne motywy.
— Dziewczynki moje! — ojciec powitał je z szeroko otwartymi ramionami. — Jak dobrze, że przyjechałyście! Poznam was z Kamilką.
Wyglądał na odmłodzonego i bardzo zadowolonego. Nowa fryzura, modna koszula, nawet chód miał bardziej sprężysty.
— Tato, musimy porozmawiać — powiedziała poważnie Zosia.
— Oczywiście! Kamila właśnie przygotowuje kolację. Wspaniale gotuje, zobaczycie.
Z kuchni dobiegał brzęk naczyń i kobiecy głos nuconej piosenki. Ojciec zaprowadził córki do salonu i posadził na kanapie.
— Kochanie, tak się cieszę, że poznacie Kamilę. To niesamowita kobieta, dobra, troskliwa. Nie myślałem, że w moim wieku jeszcze mogę się zakochać.
Zosia i Gabrysia wymieniły się spojrzeniami. Słowo „kochać” w ustach sześćdziesięcioośmioletniego ojca brzmiało jakoś nienaturalnie.
— Tato — zaczęła Gabrysia — jak długo się znacie?
— Cztery miesiące. Poznaliśmy się w przychodni, w kolejce do kardiologa. Kamila miała mamę w szpitalu i bardzo się martwiła. Pocieszałem ją, odprowadziłem do domu…
— Cztery miesiące i już ślub? — nie wytrzymała Zosia. — Nie za szybko?
— W naszym wieku nie ma na co czekać — ojciec lekko się zmarszczył. — Nie jesteśmy już dziećmi, wiemy, czego chcemy.
W tym momencie do salonu weszła kobieta, i Zosia od razu zrozumiała, że Gabrysia miała rację. Kamila wyglądała na maksymalnie trzydzieści pięć lat, choć mogła być i młodsza. Wysoka, szczupła, z bujnymi miodowymi włosami i mocnym makijażem. Miała na sobie obcisłą sukienkę i mnóstwo biżuterii.
— Dziewczynki, poznajcie! — ojciec poderwał się z miejsca. — To moja Kamilka. A to moje córki — Zosia i Gabrysia.
— Bardzo mi miło — Kamila podała rękę z długimi pomalowanymi paznokciami. — Henio tak dużo o was mówił!
Głos miała melodyjny, ale Zosia od razu poczuła, że drażni ją ten słodkawy ton.
— Kolacja gotowa — oznajmiła Kamila. — Zapraszam do stołu.
W kuchni zastawiony był świąteczny stół. Droga zastawa, której Zosia nie pamiętała w domu ojca, świece, kwiaty. Wszystko wyglądało pięknie, ale jakoś sztucznie.
— Kamilko, opowiedz dziewczynkom o sobie — poprosił ojciec, nalewając wino.
— Cóż ciekawego mogę opowiedzieć? — zaśmiała się Kamila. — Zwykła kobieta. Pracuję w salonie kosmetycznym, jestem stylistką paznokci. Mieszkam sama, dzieci nie mam. Byłam zamężna, ale mąż okazał się… trudnym człowiekiem.
— W jakim sensie trudnym? — dopytywała Gabrysia.
— Pił, podnosił rękę. Musiałam się rozwieść. Od tamtej pory bałam się związków. A potem poznałam waszego tatę…
Kamila spojrzała na Henryka z takim uwielbieniem, że Zosia mimowolnie się wzdrygnęła.
— A rodzice? — kontynuowała Gabrysia.
— Mama jest. Tata nie żyje od dawna. Mama choruje, opiekuję się nią. Henio bardzo mi pomaga, nawet daje pieniądze na leki. To taki dobry człowiek!
Ojciec promieniał z dumy.
— Tato — nie wytrzymała Zosia — możemy na chwilę?
Wyszli do przedpokoju. Kamila została w kuchni, zmywając naczynia.
— Co chcesz powiedzieć? — ojciec od razu stał się czujny.
— Tato, rozumiesz, że ona jest młoda? Ma mniej więcej tyle, co ja.
— I co? Przymuszałem ją? Sama zgodziła się zostać moją żoną.
— A nie pomyślałeś, dlaczego? — wtrąciła Gabrysia. — Tato, no spójrz prawdzie w oczy. Piękna młoda kobieta wychodzi za mężczyznę, który mógłby być jej ojcem…
— Przestańcie! — ojciec podniósł głos. — Po prostu jesteście zazdrosne, że ja mam miłość, a wy kłopoty w życiu osobistym!
Zosia poczuła, jak policzki płoną jej z oburzenia. Rzeczywiście niedawno przeszła rozwód, a ojciec o tym wiedział.
— Zazdrosne? — powtórzyła. — Tato, martwimy się o ciebie!
— Nie musicie. Jestem dorosły i wiem, co robię.
Henryk odwrócił się i wrócił do kuchni. Siostry wymieniły spojrzenia i niechętnie poszły za nim.
Reszta wieczoru minęła w napiętej atmosferze. Kamila opowiadała o planach na ślub, pokazywała zdjęcia sukni, którą zamierzała założyć. OjcieW końcu, gdy Kamila zniknęła z majątkiem Henryka, a jego córki zostały z pustym mieszkaniem i wspomnieniami, zrozumiały, że czasem największe lekcje życia przychodzą z największym bólem.



