Nowa żona taty

Nowa żona ojca

Kamila trzymała w dłoniach zaproszenie na ślub i nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Złote litery na kremowym papierze ogłaszały ślub jej ojca, Wiktora Nowaka, z pewną Iwoną Kowalską. Data była za tydzień.

— Za tydzień — mruknęła, obracając kartkę. — Nawet nie potrafił mi powiedzieć normalnie.

Telefon zadzwonił, przerywając jej rozmyślania. Na ekranie pojawiło się imię młodszej siostry, Ani.

— Kamila, dostałaś to… zaproszenie? — głos siostry brzmiał zdezorientowany.

— Dostałam. Wiedziałaś o tym?

— Nic! Absolutnie nic! Myślałam, że tata tylko z kimś się spotyka. A tu nagle — ślub!

Kamila przeszła do kuchni i włączyła czajnik. Za oknem mżył drobny deszcz, a w jej sercu było równie szaro i smutno.

— Ania, widziałaś ją choć raz? Tę Iwonę?

— Raz, przypadkiem. Wyszli z kawiarni, a ja właśnie jechałam obok. Młoda, około trzydziestu pięciu lat, nie więcej. Farbowana blondynka, cała w złocie i futrach.

Kamila mimowolnie się skrzywiła. Ojciec miał sześćdziesiąt osiem lat — różnica wieku wynosiła ponad trzydzieści lat.

— Może chodzi o pieniądze? — zasugerowała Ania. — Pamiętasz, tata mówił, że sprzedał działkę? A do tego ma dwupokojowe mieszkanie w centrum.

— Nie wiem — westchnęła Kamila. — Musimy do niego pojechać, porozmawiać.

— Pojedziemy razem. Jutro wyjdę wcześniej z pracy.

Następnego dnia siostry spotkały się pod domem, gdzie mieszkał ich ojciec. Wiktor Nowak niedawno się tu wprowadził po sprzedaży starego trzypokojowego mieszkania, w którym dorastały. Wtedy tłumaczył to chęcią życia bliżej centrum, ale teraz Kamila podejrzewała inne motywy.

— Moje dziewczynki! — ojciec przywitał je z otwartymi ramionami. — Jak miło, że przyjechałyście! Poznajcie Iwoneczkę.

Wyglądał na odmłodzonego i bardzo zadowolonego. Nowa fryzura, modna koszula, nawet chód był bardziej energiczny.

— Tato, musimy porozmawiać — powiedziała poważnie Kamila.

— Oczywiście, oczywiście! Iwona akurat przygotowuje kolację. Świetnie gotuje, zobaczycie.

Z kuchni dobiegał dźwięk naczyń i kobiecy głos, nucony jakiejś piosenki. Ojciec zaprowadził córki do salonu i posadził na kanapie.

— Kochane, jestem tak szczęśliwy, że poznacie Iwonę. To wyjątkowa kobieta, dobra, troskliwa. Nie myślałem, że w moim wieku jeszcze mogę się zakochać.

Kamila i Ania wymieniły spojrzenia. Słowo „zakochać” w ustach sześćdziesięcioletniego ojca brzmiało nienaturalnie.

— Tato — zaczęła Ania — jak długo się znacie?

— Cztery miesiące. Poznaliśmy się w przychodni, w kolejce do kardiologa. Mama Iwony leżała w szpitalu, a ona bardzo się przejmowała. Pocieszałem ją, odprowadziłem do domu…

— Cztery miesiące i już ślub? — nie wytrzymała Kamila. — Nie za szybko?

— W naszym wieku nie ma co zwlekać — ojciec lekko się zmarszczył. — Nie jesteśmy już dziećmi, wiemy, czego chcemy.

W tej chwili do salonu weszła kobieta, i Kamila od razu zrozumiała, że Ania miała rację. Iwona wyglądała na maksymalnie trzydzieści pięć lat, choć mogła być nawet młodsza. Wysoka, szczupła, z bujnymi włosami w odcieniu miodu i mocnym makijażem. Miała na sobie obcisłą sukienkę i mnóstwo biżuterii.

— Dziewczynki, poznajcie! — ojciec podskoczył z miejsca. — To moja Iwoneczka. A to moje córki — Kamila i Ania.

— Bardzo mi miło — Iwona wyciągnęła rękę z długimi, pomalowanymi paznokciami. — Wicio tak wiele o was opowiadał!

Jej głos był melodyjny, ale Kamili od razu nie spodobał się ten słodki ton.

— Kolacja gotowa — oznajmiła Iwona. — Zapraszam do stołu.

W kuchni był nakryty świąteczny stół. Drogie naczynia, których Kamila nie pamiętała w domu ojca, świece, kwiaty. Wszystko wyglądało pięknie, ale jakoś nienaturalnie.

— Iwoneczko, opowiedz dziewczynkom o sobie — poprosił ojciec, nalewając wino.

— Co tu opowiadać — zaśmiała się Iwona. — Zwykła kobieta. Pracuję w salonie kosmetycznym, jestem manicurzystką. Mieszkam sama, nie mam dzieci. Byłam zamężna, ale mąż okazał się… trudnym człowiekiem.

— W jaki sposób trudnym? — dopytywała się Ania.

— Pił, podnosił rękę. Musiałam się rozwieść. Od tamtej pory bałam się wiązać z mężczyznami. A potem poznałam waszego tatę…

Iwona spojrzała na Wiktora Nowaka z takim uwielbieniem, że Kamila mimowolnie się wzdrygnęła.

— A rodzice żyją? — kontynuowała Ania.

— Mama tak. Taty nie ma już dawno. Mama choruje, opiekuję się nią. Wicio mi bardzo pomaga, nawet daje pieniądze na leki. TakIwona odwróciła się nagle i zaczęła nerwowo przeszukiwać torebkę, a wtedy z kieszeni jej płaszcza wysunął się paragon z apteki za leki uspokajające — na nazwisko zmarłej pięć lat temu matki, co ostatecznie rozwiało ostatnie wątpliwości sióstr.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × cztery =

Nowa żona taty