Dziennik Lary
Trzymałam w dłoniach zaproszenie na ślub i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Złociste litery na kremowym papierze obwieszczały małżeństwo mojego ojca, Wiktora Kowalskiego, z jakąś Iwoną Nowak. Data wyznaczona była za tydzień.
— Za tydzień — mruknęłam, obracając kartkę w palcach. — Nawet nie raczył nas uprzedzić.
Telefon zadzwonił, przerywając moje rozmyślania. Na ekranie migało imię młodszej siostry, Eli.
— Larka, dostałaś to… zaproszenie? — głos Eli brzmiał niepewnie.
— Dostałam. Ty coś wiedziałaś?
— Nic! Absolutnie nic! Myślałam, że tata się tylko z kimś spotyka. A tu proszę — ślub!
Poszłam do kuchni, nastawiając czajnik. Za oknem mżył drobny deszcz, a w moim sercu było równie szaro i ciężko.
— Ela, ty ją chociaż raz widziałaś? Tę Iwonę?
— Raz, przypadkiem. Wychodzili z kawiarni na Starym Mieście, a ja właśnie przejeżdżałam tramwajem. Młoda, może z trzydzieści pięć lat, nie więcej. Ufarbowana blondynka, cała w złocie i futrach.
Mimowolnie się skrzywiłam. Tacie było sześćdziesiąt osiem — różnica wieku przekraczała trzydzieści lat.
— Może chodzi o pieniądze? — zasugerowała Ela. — Pamiętasz, tata mówił, że sprzedał działkę w Konstancinie? A mieszkanie ma dwupokojowe w ścisłym centrum.
— Nie wiem — westchnęłam. — Musimy do niego pojechać, porozmawiać.
— Jedźmy razem. Jutro wyjdę wcześniej z pracy.
Następnego dnia spotkałyśmy się pod kamienicą, gdzie mieszkał nasz ojciec. Wiktor Kowalski niedawno się tam wprowadził po sprzedaży starego mieszkania, w którym dorastałyśmy. Wtedy tłumaczył to chęcią życia bliżej centrum, ale teraz podejrzewałyśmy inne motywy.
— Córciu moje! — ojciec powitał nas z otwartymi ramionami. — Jak dobrze, że przyjechałyście! Poznajcie Iwonkę.
Wyglądał młodziej i wyraźnie zadowolony. Nowa fryzura, modna koszula, nawet chód miał bardziej sprężysty.
— Tato, musimy porozmawiać — powiedziałam stanowczo.
— Oczywiście, oczywiście! Iwona akurat przygotowuje kolację. Gotuje wyśmienicie, zobaczycie.
Z kuchni dobiegał brzęk naczyń i kobiece melodyjne nucenie. Ojciec zaprowadził nas do salonu i posadził na kanapie.
— Kochanie, jestem tak szczęśliwy, że poznacie Iwonę. To wyjątkowa kobieta, dobra, troskliwa. Nie sądziłem, że w moim wieku jeszcze mogę się zakochać.
Ela i ja wymieniłyśmy spojrzenia. Słowo „zakochać” w ustach sześćdziesięcioośmioletniego ojca brzmiało nienaturalnie.
— Tato — zaczęła Ela — jak długo się znacie?
— Cztery miesiące. Poznaliśmy się w kolejce do kardiologa. U Iwony mama leżała w szpitalu, bardzo się martwiła. Pocieszałem ją, odprowadziłem do domu…
— Cztery miesiące i już ślub? — nie wytrzymałam. — Nie za szybko?
— W moim wieku nie ma na co czekać — ojciec lekko się zmarszczył. — Nie jesteśmy już dziećmi, wiemy, czego chcemy.
W tej chwili do salonu weszła kobieta i od razu zrozumiałam, że Ela miała rację. Iwona wyglądała na maksymalnie trzydzieści pięć lat. Wysoka, szczupła, z bujnymi włosami w odcieniu miodu i mocnym makijażem. Miała na sobie obcisłą sukienkę i mnóstwo biżuterii.
— Dziewczynki, poznajcie! — ojciec podskoczył z miejsca. — To moja Iwonka. A to moje córki — Lara i Ela.
— Bardzo mi miło — Iwona wyciągnęła dłoń z długimi, pomalowanymi paznokciami. — Wicuś tak dużo o was opowiadał!
Miała melodyjny głos, ale od razu zirytował mnie jej przesłodzony ton.
— Kolacja gotowa — oznajmiła. — Zapraszam do stołu.
W kuchni zastaliśmy odświętnie nakryty stół. Drogie zastawy, których nie pamiętałam w domu ojca, świece, kwiaty. Wszystko wyglądało pięknie, ale sztucznie.
— Iwonko, opowiedz dziewczynkom o sobie — poprosił ojciec, nalewając wino.
— Cóż tu opowiadać — zaśmiała się Iwona. — Zwykła kobieta. Pracuję w salonie kosmetycznym, jestem stylistką paznokci. Mieszkam sama, dzieci nie mam. Byłam zamężna, ale mąż okazał się… trudnym człowiekiem.
— W jakim sensie trudnym? — dopytała Ela.
— Pił, podnosił rękę. Musiałam się rozwieść. Od tamtej pory bałam się wiązać z mężczyznami. Aż poznałam waszego tatę…
Iwona spojrzała na Wiktora Kowalskiego z takim uwielbieniem, że mimowolnie się wzdrygnęłam.
— A rodzice żyją? — kontynuowała Ela.
— Mama tak. Taty nie ma już dawno. Mama choruje, opiekuję się nią. Wicuś mi bardzo pomaga, nawet na leki daje. Taki dobry człowiek!
Ojciec promieniał z dumy.
— Tato — nie wytrzymałam — możemy na chwilę?
Wyszliśmy do przedpokoju. Iwona została w kuchni, zbierając naczynia.
— Co chcesz powiedzieć? — ojciec od razu stał się czujny.
— Tato, zdajesz sobie sprawę, że ona jest młoda? Ma tyle lat co ja.
— No i co? Ja ją zmuszam? Sama zgodziła się wyjść za mnie.
— Nie myślałeś, dlaczego? — wtrąciła Ela. — Tato, spójrz prawdzie w oczy. Piękna młoda kobieta wychodzi za mężczyznę, który mógłby być jej ojcem…
— Przestańcie! — ojciec podniósł głos. — Po prostu jesteście zazdrosne, że ja mam miłość, a wy problemy w życiu osobistym!
Poczułam, jak policzki płoną mi z oburzenia. Rzeczywiście niedawno przeszłam przez rozwód, a ojciec o tym wiedział.
— Zazdrosne? — powtórzyłam. — Tato, my się o ciebie martwimy!
— Nie musicie. Jestem dorosły i wiem, co robię.
Wiktor Kowalski odwrócił się i wyszedł do kuchni. Siostry wymieniłyśmy spojrzenia i niechętnie poszłyśmy za nim.
Reszta wieczoru upłynęła w napiętej atmosferze. Iwona opowiadała o planach ślubnych, pokazywała zdjęcia sukni, w której zamierzała stanąć na ślubie. Ojciec zgadzał się ze wszystkim, co mówiła, i patrzył na nią zakochanym wzroLara zamknęła drzwi opustoszałego mieszkania, wiedząc, że największą stratą nie były znikające przedmioty, lecz godność ojca, którą oddał za odrobinę fałszywego ciepła.



