NOWA WIEŚ

Nowa pracowniczka (Mistyczna opowieść)
Twój zakres obowiązków obejmuje także sprzątanie biura. I co? Że jesteś księgową? Nie podoba ci się? Oddaj kartę pracy i idź. Jesteś nowa, więc wytrzymaj. I dziękujemy, że przyjęliśmy cię na to stanowisko i płacimy pełną pensję, choć nie masz doświadczenia!

Sekretarka, siedząc na krześle ze złotą ramą, spojrzała triumfalnie na nowicjuszkę. Ta dziewczyna nie wytrzyma tu długo pomyślała.

Jak często mam sprzątać? zapytała cicho Jagoda.

Wszystko wyjaśnię! uśmiechnęła się Pani Krysia, chodź, pokażę miejsce pracy, przedstawię koleżankom

Jagoda niepewnie podążyła za wysoką kobietą. Gdy weszły do kolejnego pomieszczenia, Pani Krysia otworzyła drzwi. Wielka sala podzielona była na maleńkie komórki, w których ktoś siedział przy monitorach.

Dziewczyny, to Jagoda, nowa. Nowa, to dziewczyny!

Na Jagodę spojrzało dziesięć par oczu. Gęsta cisza zawisła w powietrzu, a Jagoda, by nie wyjść na przesadnie przestraszoną, uśmiechnęła się i przywitała. Dziewczyny szepnęły między sobą.

Och, wspaniale, że mamy nową, rzekła jedna, bo od dawna w biurze nie było sprzątania.

To super, dodała druga, tylko będziesz siedzieć przy mnie i będę musiała słuchać twojego klikania klawiszy, krzyków i ewentualnych płaczu.

Dobrze, powiedziała trzecia, już pora wyjść ze strefy komfortu.

Aha, wcześniej słyszałyśmy tylko twoje płaki i krzyki, zaczęła czwarta, teraz będziesz na naszym miejscu.

Koleżanki, ciszej proszę, uśmiechnęła się Pani Krysia, oto twoje biurko, Jagodo, w rogu. Na komputerze znajdziesz folder Instrukcje i zadania. Czytasz, uczysz się, zapamiętujesz. A nasza rudawa Basia, zwana czerwonym potworem, pomoże ci. Jeśli coś będzie niejasne, od razu pytaj ją. Rozumiesz?

Jagoda skinęła głową. Sekretarka wyszła. Dziewczyny znowu przywarły do ekranów. Basia spojrzała na Jagodę przesadnie.

Przypominasz mi moją młodszą siostrę, nowicjuszko, zachichotała Basia, to da ci przewagę w moich oczach. Nie popełniaj głupich i grubych błędów, a będziemy współpracować Dobra, Jagodo, zaczynaj. W przerwie obiadowej dojdę do ciebie, odpowiem na pytania. Teraz nie rozpraszaj się, zgoda?

Jagoda usiadła w krześle i przyjrzała się miejscu pracy. Mały stół, tacki na papiery, szklanka z długopisami i markerami, monitor, podkładka pod mysz, myszka. Na podłodze kosz na śmieci i doniczka z ogromnym, starym, suchym aloesem, wyglądającym jak zakurzony kamień. Jagoda natychmiast pomyślała o babci, która hodowała aloesstół i wyciskała sok z mięsistych liści.

Apteczka w doniczce, szepnęła cicho Jagoda, dlaczego nikt jej nie pilnuje? Przecież może więdnąć.

Usiadła wygodniej i rozejrzała się ponownie. Wszystko pracowało na pełnych obrotach. Każdy był pochłonięty własnym zadaniem, nie mieli czasu na Jagodę. Palcami stukali w klawiatury, klikały kalkulatory, długopisy ślizgały się po kartkach, od czasu do czasu słychać było ciche, smutne westchnienia, gdy liczby nie chciały się zgadzać.

Jagoda właśnie skończyła studia, nie miała doświadczenia, a to miejsce wydawało się idealne do budowania kariery. Firma świadczyła usługi księgowe, więc będzie miała różnorodnych klientów i zadań. W krótkim czasie mogła zdobyć cenny knowhow, a pensja w złotych była naprawdę dobra dla świeżo upieczonej specjalistki.

W końcu nadszedł czas przerwy. Basia podeszła i czterdzieści minut odpowiadała na wszystkie pytania nowicjuszki.

Dobrze, proszę, mój mózg zaraz wybuchnie Odpocznijmy trochę, w końcu Basia oparła się o oparcie krzesła, a tak przy okazji, zobacz tę palmę

To aloes, poprawiła Jagoda.

Tak, aloes. Wiem! roześmiała się Basia, to pozostałość po naszej wielkiej, wszechmocnej patronce liczb, tabel i bilansu. Od Wiry Płonki. Była niesamowita! Prowadziła najważniejszych klientów Gdy w raportach pojawiało się jej nazwisko, urzędnicy płakali. Szkoda, że przeszła na emeryturę. Od niej można było czerpać mądre rady.

Czy teraz jesteś jej zastępstwem? zapytała cicho Jagoda.

Ja? Nie! Nie jestem już dorosła. Ma więcej lat doświadczenia niż ja mam lat No dobra, poszła na emeryturę, bo ciężko jej było siedzieć cały dzień. Zorganizowaliśmy mały sabant w biurze, podarowaliśmy jej prezenty. Oto, dziewczyny, zostawiam wam mój aloes. Uprawiajcie go, podlewajcie. mówiła. Po co nam ten stary, szary kaktus? Wira po prostu nie chciała go zabrać do domu, więc został tutaj. Teraz decydujesz, wyrzucisz go na śmietnik, czy zostawisz przy swoim biurku Dobra, nowicjuszko, do roboty!»

Jagoda ze smutkiem spojrzała na wygięte łodygi. Roślina miała już dziesięć lat, a może i więcej. Ile lat ma naprawdę stulecie?

Już prawie miesiąc minął, odkąd zaczęła pracę. Dwa razy w tygodniu przychodziła godzinę wcześniej, by sprzątać biuro: myć podłogę w otoczeniu wszystkich dziewczyn, w holu, gdzie rządziła Pani Krysia, i w gabinecie dyrektora. To zajmowało sporo czasu i sił. Na początku dnia Jagoda była już wyczerpana, a gdzie się podziała przerwa? Wysoka pensja w złotówkach wynikała też z tego, że pełniła rolę sprzątaczki.

Mimo to starała się jak mogła. Liczyła, że gdy pokaże się jako cenna specjalistka i lojalny pracownik, dodatkowy ciężar sprzątania zostanie zniesiony. Pracowała po godzinach, zgłębiając tajniki księgowości, choć była świeżo upieczoną absolwentką z czerwonym dyplomem. Praktyki z prawdziwymi klientami nie były jej dane, więc postępy szły wolno. Jednak nie poddawała się, wierząc, że da radę.

Późną jesienią dopadła ją przeziębienie. Bóle głowy i gardła rozdzierały ją. Nie zdążyła przed pracą wpaść do apteki, bo musiała jeszcze posprzątać. Do przerwy obiadowej była jeszcze daleko, a niezałatwione zadania płonęły na ekranach czerwonym światłem. Praca stała się niemożliwa.

Jagoda spojrzała z nadzieją na aloes, który już więdł, a ona chciała go uratować, lecz ręce nie dosięgały go.

Babcia leczyła wszystko. Może i mnie wyleczy, odłamła jędrny liść i włożyła go do ust.

Powoli żując nieco gorzką miąższ, poczuła ulgę. Po pół godziny było już lepiej.

Naprawdę? Wszystko zrobione? spojrzała Basia niepewnie na dokumenty, tak nie ma błędów. Dobrze ci idzie, nowicjuszko!

Basia wrzuciła kolejny zestaw zadań i usiadła na swoim miejscu. Jagoda nie zauważyła, jak nagle poczuła się obciążona dodatkowymi obowiązkami. Zaskoczona własną wydajnością, wezwała znowu Basię do kontroli.

Słuchaj, nie rozumiem, jak tak szybko ogarnęłaś te tabele, Jagodo?

Zobacz, jeśli połączymy te wskaźniki

Basia przyglądała się nieco przerażona, a Jagoda z zapałem opisywała nieznane jej sztuczki. Czy to tutor, czy może czarodziej?

Rozumiem, jesteś świetna, uśmiechnęła się Basia, dam ci teraz trudne zadanie. Pracuję nad nim od rana, może ci się uda.

Basia była przekonana, że Jagoda wpadnie w tarapaty.

Jagoda wzięła się do roboty, gardło znów trochę bolało, więc kolejny liść aloesu wciągnęła.

Basu, mam gotowe. Sprawdź! uśmiechnęła się pod koniec dnia.

Wszystkie dziewczyny wstały ze swoich foteli. Czy naprawdę nowa wyprzedziła Basię? Rudawy potwór wyciągnął myszkę z rąk Jagody i przeglądnął tabelę.

Jak to zrobilaś?

No Jestem dobrą specjalistką, choć młodą. Trzeba było pomyśleć i zastosować…

Stop! Ja jestem dobrą specjalistką. My wszystkie jesteśmy dobrą specjalistką. A ty po prostu młodą specjalistką. Co zrobiłaś? wybuchła Basia.

W tym momencie do gabinetu wdarła się Pani Krysia.

Dziewczyny, jutro przyjdzie Wira Płonka. Ma sprawy z dyrektorem, a potem obiecała wpaść do nas. Jeśli macie pytania lub potrzebujecie pomocy, przygotujcie je.

Przygotujcie pytania, szeptała Basia, patrząc na Jagodę.

Jagoda nie wiedziała, co pytać. W głowie miałeś wrażenie, że wie wszystko, a jednocześnie nie mogła znaleźć odpowiedzi. Dziewczyny grzebały w papierach, notowały, szeptały i kłóciły się o to, kto dostanie najwięcej uwagi od Wiry.

Ranny kolejny dzień był równie burzliwy. Dziewczyny z Basią dyskutowały i przygotowywały się na spotkanie z Wirą. Jagoda skończyła pilne zadania, pożując kolejne liście aloesu. Była tak pochłonięta, że nie zauważyła, kiedy do biura weszła gość.

To ty jesteś naszą nową? usłyszała za sobą.

Dzień dobry, odpowiedziała cicho, wkładając w usta kolejny kawałek aloesu.

Wira Płonka, szczupła wysoka staruszka z eleganckim kokardą, poprawiła okulary siedzące na nosie i spojrzała krytycznie na Jagodę, monitor i roślinę.

Przepraszam, nie przygotowałam pytań. Było dużo roboty

Dobrze. Nie zamierzam rozdzielać rad. Jestem na emeryturze. Nie będzie żadnego warsztatu! Nie pokazujcie mi pytań. Może po prostu pogadamy

Podczas przerwy Jagoda po raz pierwszy poszła do kawiarni, by normalnie zjeść obiad. Gdy już wybierała stolik, przyzwała ją Wira, która też chciała coś przegryźć.

Usiądź przy mnie, pogadamy Jak ci się pracuje? Widziałam, co dziś robiłaś. Całkiem nieźle. Masz mózg? Doświadczenie?

Nie pracuję od miesiąca Kocham księgowość Z każdym dniem lepiej mruknęła Jagoda.

Śledzisz moją roślinę, co? Żujesz jej liść? Smakuje? zaśmiała się Wira.

Gardło bolało. Spróbowałam potem było lepiej.

I nagle praca poszła w górę, co? Co to za cudowny aloes! Magiczny, prawie.

Magiczny? zmarszczyła brwi Jagoda.

Rzeczywiście, skok w wydajności nastąpił w dniu, kiedy zjadła sok ze stulecia.

Doping, co? mrugnęła Wira, cieszę się, że mój prezent trafił do ciebie. Z nim nie zginiesz. Gdyby dziewczyny były szybsze, miałbyś cudowny środek w rękach.

Nie rozumiem, o co wam chodzi? spojrzała zdziwiona Jagoda.

Nie znasz legendy o stuleciu? Potężny czarodziej lekarz, starzejący się w pustyni, wędrował spragniony. Nagle zobaczył olbrzymkie drzewo z mięsistymi liśćmi i postanowił napić się soku. Po dziewiątym liściu odkrył się, ciało wyprostowało, poczuł się młodo. Drzewo podzieliło się mocą, a liść się wygiął. Lekarz wrócił do wioski, nauczył ludzi, jak zostawić po sobie coś cennego.

To o właściwościach leczniczych, nie o księgowości mruknęła Jagoda.

Wiem, ale podobna zasada działa i tutaj. Zamiast czarodzieja mamy księgowego, zamiast pustyni emeryturę Kiedyś, jako młoda dziewczyna, nauczyła mnie surowa kobieta. Oczy bolały, gdy patrzyłam na nią. Kiedy mnie trochę popchnęła, poszła do sanatorium. Ja, jak ty, spróbowałam aloesu na parapecie. I tak stałam się specjalistką pierwszej klasy. Przekazała mi tę roślinę, kiedy szła na emeryturę. Zabrałam ją ze sobą przez różne firmy. Teraz jest twój skarb. Ten stulec ma chyba sto lat. Niesamowite, co?

Dlaczego nie odpowiedziałaś na pytania dziewczyn? Po prostu zapomniałaś, że wszystko wiesz?

Jestem zwykłym pracownikiem, nie wielkim geniuszem.

To nie fair!

Kto mówi o uczciwości? mrugnęła Wira, komu to szkodzi? Klientom? Nie! TobJagoda, z liściem aloesu w dłoni i spokojnym uśmiechem, wkroczyła w nowy rozdział, wiedząc, że biuro jest jedynie snem, a każdy kolejny krok wypełniony będzie nieoczekiwanymi cudami.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 + jedenaście =

NOWA WIEŚ