NOWA W DZIELNICY

NOWA PRACOWNICA
(Mistyczna opowieść)

Twoje obowiązki obejmują także sprzątanie biura. I co? Że jesteś księgową? Nie podoba ci się? Weź z powrotem umowę i żegnaj. Jesteś tu nowa, więc wytrwaj. I dziękujemy, że przyjęliśmy cię na to stanowisko i wynagrodzenie przy zerowym doświadczeniu!

Sekretarka, siedząc na swym wysokim krześle, spojrzała triumfalnie na nowicjuszkę. Ta dziewczynka nie wytrzyma tu długo mruknęła pod nosem.

Jak często mam sprzątać? zapytała cicho Bogna.

Zaraz ci wszystko wyjaśnię! uśmiechnęła się sekretarka, chodź, pokażę ci miejsce pracy, przedstawię koleżankom

Bogna niepewnie podążyła za wysoką kobietą, a ta otworzyła drzwi do kolejnego pomieszczenia. Wielka sala podzielona była na maleńkie kojce, w każdym z nich ktoś siedział przy biurku.

Dziewczyny, to jest Bogna, nowa. Nowa, to nasze dziewczyny!

Na Bognę spojrzało dziesięć par oczu. Cisza gęstniała w powietrzu, a Bogna, by nie wydać się zbyt przestraszona, uśmiechnęła się i przywitała. Dziewczyny szeptały między sobą.

Och, wspaniale, że mamy nową, rzekła jedna, bo od dawna w biurze nie sprzątało się.

To naprawdę cudowne, kontynuowała druga, tylko usiądzie przy mnie. A ja będę musiała słuchać cudzych kliknięć klawiatur, krzyków i może płaczu.

No i dobrze, dodała trzecia, czas wreszcie wyjść ze strefy komfortu.

Aha, kiedyś słyszałyśmy tylko twoje płacze i krzyki, zaczęła czwarta, teraz będziesz na naszym miejscu.

Koleżanki, ciszej, proszę? uśmiechnęła się sekretarka, oto twoje miejsce, Bogno, w rogu. Na komputerze znajdziesz folder Instrukcje i zadania. Czytasz, uczysz się, zapamiętujesz. A czerwona bestia, Wiktoria, pomoże ci. Jeśli będziesz mieć pytania, od razu do niej. Rozumiesz?

Bogna skinęła głową. Sekretarka wyszła. Dziewczyny znów przyklejone były do ekranów. Wiktoria przyjrzała się Bognie przenikliwym wzrokiem.

Przypominasz mi moją młodszą siostrę, nowa, uśmiechnęła się z samozadowoleniem, to da ci trochę przewagi w moich oczach. Nie popełniaj głupich, brutalnych błędów, a będziemy się dogadywać Dobra, Bogno, zaczynaj pracę. Podczas przerwy obiadowej podejdę, odpowiem na pytania. A teraz nie rozpraszaj się, rozumiemy?

Bogna usiadła w krześle i rozejrzała się po miejscu pracy. Mały stół z tackami na dokumenty, szklanka pełna długopisów i markerów, monitor, podkładka pod mysz, myszka. Na podłodze kosz na śmieci i doniczka z ogromnym, starym, wyschniętym aloesem, który wyglądał jak patykosłomka. Bogna natychmiast przypomniała sobie babcię, która hodowała aloes i zbierała z niego sok.

Apteczka w doniczce wyszeptała, dlaczego nikt o niej nie czuwa? Przecież może zgnije.

Usiadła wygodniej i znów rozejrzała się. Wszyscy pracowali w pośpiechu. Każdy pochłonięty własną robotą, nie mieli czasu dla Bogny. Palcami stukali w klawiatury, przyciskali kalkulatory, przepisali notatki, co jakiś czas wydobywały się ciche, smutne westchnienia, gdy liczby nie zgadzały się.

Bogna nie czuła się tu mile widziana. Dopiero co skończyła studia, nie miała doświadczenia. A to miejsce wydawało się idealne pod kątem kariery: firma świadczyła usługi księgowe, więc będziesz mieć różnorodnych klientów i zadania. W krótkim czasie można zdobyć cenną praktykę, a pensja w złotych była naprawdę atrakcyjna dla młodej specjalistki.

Nie mogła się doczekać przerwy. Wiktoria podeszła i czterdzieści minut odpowiadała na pytania nowicjuszki.

Wszystko, proszę! Mam już zaraz odparzyć mózg Odpocznijmy chwilę westchnęła Wiktoria, opadając na oparcie krzesła, a tak przy okazji, ta palma

To aloes poprawiła Bogna.

Tak, aloes. Wiem! przewróciła oczami Wiktoria, to zostawiła nasza wielka i wszechmocna patronka liczb, tabel i bilansu, Wira Palna. Była niesamowita! Prowadziła najważniejszych klientów Gdy tylko zobaczyła jej nazwisko w raportach, wszyscy urzędnicy podatkowi płakali. Szkoda, że przeszła na emeryturę. Można było z niej czerpać mądre rady.

Czy teraz jesteś zamiast niej? zapytała cicho Bogna.

Ja? Nie! Nie jestem jeszcze dorosła. Ma doświadczenia więcej niż lat mi odparła, a już odchodzi na emeryturę, więc zrobiliśmy małą imprezkę w biurze. Podarowaliśmy jej prezenty, a ona w zamian zostawiła nam ten aloes. Rostcie, podlewajcie, dziewczyny! krzyknęła. Po co nam to? Nikt go nie pilnuje. To po prostu przyroda, którą zostawiła. dodała, wręczając doniczkę. Co zrobisz, wyrzucisz czy zostawisz przy swoim biurku?

Bogna ze smutkiem spojrzała na zwisłe, zgięte liście. Roślina miała już dziesięć lat, może więcej. Ile tak naprawdę ma lat?

Po prawie miesiącu pracy, Bogna przychodziła dwa razy w tygodniu godzinę wcześniej, by posprzątać biuro. Myła podłogę w gabinecie, gdzie siedziały wszystkie dziewczyny, w holu, gdzie panowała sekretarka, oraz w gabinecie dyrektora. To zajmowało dużo czasu i sił, a na początku dnia była już wyczerpana. Nie miała gdzie się podziać, bo wysokie wynagrodzenie w złotych było częścią umowy, w której zgodziła się też sprzątać.

Starała się jak mogła. Liczyła, że jeśli pokaże się jako cenna specjalistka i sumienna pracownica, dodatkowe obowiązki sprzątania zostaną zniesione. Pracowała po godzinach, starając się ogarnąć niuanse księgowości, ale była dopiero świeżo po studiach, a praktyki z prawdziwymi klientami brakowało, więc postępy szły wolno. Mimo to nie poddawała się, wierząc, że da radę.

Jesienny przeziębienie jednak wybiło Bognę z toru. Bolała głowa, gardło było spalone. Nie zdążyła przed pracą wpaść do apteki, bo musiała sprzątać. Do przerwy obiadowej było jeszcze daleko, a otwarte zadania pulsowały na ekranach czerwonym światłem, a pracować już nie dało się.

Spojrzała z nadzieją na aloes, który wiotczał, ale ręka nie dosięgała go.

Babcia leczyła wszystko tym roślinnym sokiem. Może pomoże i mnie szepnęła i odłamała mięsisty liść, wkładając go do ust.

Powoli przeżuwając nieco gorzki miąższ, poczuła lekką ulgę. Po pół godziny było już lepiej.

Naprawdę? Wszystko zrobione? przyjrzała się Wiktoria dokumentom, nie ma błędów. Dobra robota, nowa!

Wiktoria podała nowy zestaw zadań i usiadła na swoim miejscu. Bogna nie zauważyła, jak wciągnęła się w dodatkową pracę. Zaskoczona własną wydajnością, wezwała Wiktorię do kontroli.

Słuchaj, nie rozumiem, jak tak szybko zebrałaś te tabele, Bogno?

No wiesz, gdybyśmy zobaczyły te wskaźniki zaczęła Wiktoria, patrząc nieco przerażona, a Bogna wyjaśniała tajemnicze triki, które zdawały się jej przychodzić znikąd. Czy wynajęła jakiegoś tutora?

Rozumiem, jesteś dobra, uśmiechnęła się Wiktoria, dam ci dziś trudne zadanie. Pracuję nad nim od rana, może ci się uda.

Wiktoria była przekonana, że Bogna wpadnie w tarapaty. Gdy tylko dostała zadanie, przystąpiła do jego analizy. Gardło znów dawało radę, a ona kolejny raz odłamała liść aloesu.

Wiktorio, mam wszystko gotowe. Sprawdź! uśmiechnęła się, kiedy dzień chylił się ku końcowi.

Dziewczyny wstały ze swoich krzeseł. Czy naprawdę nowa prześcignęła Wiktorię? Czerwona bestia wyrwała myszkę z rąk Bogny i przeszła wzrokiem po tabelach.

Jak to zrobiłaś?

No Jestem dobrym specjalistą, choć młody. Trzeba tylko pomyśleć i zastosować

Stop! Ja jestem dobrym specjalistą. My wszystkie jesteśmy dobrymi specjalistkami. A ty jesteś tylko młodym specjalistą. Powiedz, co zrobiłaś! wybuchła Wiktoria.

W tym momencie do gabinetu wpadła sekretarka.

Dziewczyny, jutro przyjdzie Wira Palna. Ma sprawy z dyrektorem, a potem obiecała wpaść do nas. Przygotujcie pytania, jeśli będą potrzebne.

Przygotujcie pytania wyszeptała Wiktoria, patrząc na Bognę.

Bogna nie wiedziała, co zapytać. W głowie miałam wrażenie, że wie wszystko, ale jednocześnie brakowało konkretnych tematów. Wokół koleżanki grzebały w papierach, szeptały i kłóciły się, każda chciała, by Wira poświęciła jej więcej czasu.

Następny poranek był równie niespokojny. Dziewczyny pod przewodnictwem Wiktorii dyskutowały i przygotowywały się na spotkanie z Wirą Palną. Bogna, kończąc pilne zadania, żuła kolejne liście aloesu, tak pochłonięta pracą, że nie zauważyła, jak gościem stała przed nią wysoka, chuda staruszka z idealnie spiętym kokiem, Wira Palna. Poprawiła okulary, które spoczywały na końcu długiego nosa, i przyjrzała się Bognie, monitorowi i przytulonej roślinki.

Przepraszam, nie przygotowałam pytań. Miałam dużo roboty

Dobrze. Nie zamierzam rozdawać rad, jestem na emeryturze. Nie będzie lekcji! Nie pokazujcie mi nawet pytań. Może po prostu pogadamy

Podczas przerwy Bogna po raz pierwszy zeszła do kantyny, by zjeść obiad. Kiedy już miała usiąść przy stoliku, zawołała ją Wira Palna, także chcąc coś przekąsić.

Usiądź przy mnie, pogadajmy Jak ci idzie? Widziałam, co dzisiaj robiłaś. Całkiem nieźle. Jesteś bystra. Doświadczenia masz mało?

Nie dopiero miesiąc Kocham księgowość Z każdą chwilą lepiej mruknęła Bogna.

Śledzisz moją roślinkę? Żujesz ją? Smakuje? zaśmiała się Wira.

Gardło bolało, spróbowałam Potem było lżej.

I od razu praca w górę poszybowała, co? Co to za cudowny aloes! Magiczny, jakby

Magiczny? zmarszczyła brwi Bogna.

Rzeczywiście, tego dnia jej wydajność podskoczyła po tym, jak wypiła sok ze „stulecia”.

Doping, co? mrugnęła Wira, cieszę się, że mój prezent się przydał. Z nim nie zginiesz. Gdyby dziewczyny były bardziej pospieszne, miałbyś w rękach prawdziwy lek.

Nie rozumiem, o co wam chodzi? zapytała zdezorientowana Bogna.

Nie słyszałaś legendy o „stuleciu”? Potężny czarodziej, lekarz, który umarł na pustyni. Zgięty i żądny wody, zauważył ogromne drzewo z mięsistymi liśćmi i pomyślał, że może napić się jego soku. Zajadając dziewiąty liść, wyleczył się, ciało się wyprostowało, poczuł się młodo. Drzewo podzieliło się swoją mocą, ale liść skrzywił się w podzięce. Od tego lekarz żył długo, wrócił do wioski i uczył innych, jak zostawić po sobie coś cennego.

To o właściwościach leczniczych, nie o księgowości mruknęła Bogna.

Wiem, ale tu zasada podobna. Zamiast czarodzieja mamy księgowego, zamiast pustyni emeryturę Kiedyś, jako młoda dziewczyna, zaczynałam pracę pod surową kobietą, której inteligencja aż bolała oczy. Gdy mnie nieco przetoczyła, pojechała do sanatorium. Ja przypadkowo spróbowałam aloesu na parapecie, i tak stałam się specjalistą pierwszej klasy Przekazała mi tę roślinę przed przejściem na emeryturę. Zabrałam ją ze sobą po różnych firmach. Teraz to twoja, Bogno. Stulecie ma chyba sto lat. Niesamowite, prawda?

A czemu nie odpowiedziałaś dziewczynom na ich pytania? Po prostu zapomniałaś, że wszystko wiesz?

Bo jestem zwykłym pracownikiem, nic wielkiego.

To nieuczciwe!

A kto mówi o uczciwości? mrugnęła Wira, komu to szkodzi? Klientom? Nie! Tobie? Też nie!

Po krótkiej rozmowie z Wirą Palną Bogna wróciła do biura. Kontynuowała pracę, codziennie podejmując coraz trudniejsze zadania. Po miesiącu nie musiała już zamiatać podłóg. Otrzymała najważniejszych klientów, a praca stała się fascynującą układanką, w której wystarczyło kliknąć palcem, by rozwiązać skomplikowane problemy.

CałyW ostatniej nocnej ciszy, gdy księżyc odbijał się w oknie na pusty monitor, Bogna poczuła, że aloes rozkwita w jej dłoni, a wszystkie biurowe zagadki rozpłynęły się w jedynie wesoły szept przyszłości.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − 11 =

NOWA W DZIELNICY