**Drugą szansę**
W sercu Weroniki było ciężko, jak zawsze po wizycie na cmentarzu. W autobusie jechało z nią jeszcze kilka osób. Każda zatopiona w swoich myślach.
Autobus skręcił z drogi obwodowej w miasto. Za oknem przeciągały się parterowe i piętrowe domy przedmieścia. Wcale się nie zdziwi, gdy wkrótce znikną z powierzchni ziemi, a w ich miejsce powstaną nowe osiedla z szerokimi ulicami i blokami.
Weronika, ulegając impulsowi, wysiadła na najbliższym przystanku. Nagle przyszło jej do głowy: a gdyby następnym razem dzielnica, w której dorastała, przestała istnieć? Szła ulicą z odrapanymi, niskimi domkami i z niepokojem myślała, że nie odnajdzie swojego domu, gdzie minęły najszczęśliwsze lata jej życia.
Większość okien było wybita, drzwi klatek otwarte, jak rozdziawione usta w niemym krzyku. Mieszkańców już dawno przeniesiono do nowych mieszkań. Pusto, tylko maszyny i autobusy mijają ulicę. I oto jej dom. Weronika ucieszyła się na jego widok, jak na widok starego przyjaciela.
Bez mieszkańców dom wydawał się martwy. Zachowała się tylko ławka pod klatką, sczerniała od czasu. A dwa domy dalej już widać było strzałkę dźwigu. Lada dzień i ten dom zniknie.
Weronika zamknęła oczy i zobaczyła mamę w oknie na drugim piętrze, wypatrującą jej wśród dziewczynek grających w klasy. Z otworZza jej pleców rozległo się znajome wołanie: „Werka, kolacja!”, a gdy otwarła oczy, zrozumiała, że to już nie wspomnienie, ale głos Jurka stojącego w progu jej dawnego domu z tą samą czułością w oczach co przed laty.



