Nowa szansa

**Drugie życie**

– *Joanno, idziesz do domu?* – Przyjaciółka Kasia niecierpliwie postukała wypielęgnowanymi paznokciami w blat biurka.

– Nie, zostanę jeszcze. Mąż miał po mnie przyjechać – skłamała bez mrugnięcia okiem.

– No, jak chcesz. Do jutra. – Kasia, kołysząc biodrami, wyszła z gabinetu.

Pracownicy jeden po drugim opuszczali biuro. Za drzwiami słychać było pośpieszne kroki i stukot obcasów. Joanna wzięła telefon i zamyśliła się. *„Pewnie już wypił piwo, leży przed telewizorem z brzuchem do góry”*. Westchnęła i nacisnęła przycisk wybierania. Po trzech długich sygnałych usłyszała pomrukiwanie telewizora, a dopiero potem głos Krzysztofa:

– Słucham.

– Kryś, pada, a ja mam zamszowe buty. Przyjedź po mnie.

– Joanno, przepraszam, nie wiedziałem, że zadzwonisz, już piwko sobie otworzyłem. Weź taksówkę – odpowiedział.

– Jak zwykle. Nie spodziewałam się po tobie nic więcej. A przecież, gdy się oświadczałeś, obiecywałeś nosić mnie na rękach.

– Kochanie, akurat mecz… – W słuchawce rozległy się okrzyki kibiców, i Joanna rozłączyła się.

Minęły już czasy, gdy mąż czekał pod jej biurem. Nie miał wtedy samochodu, ale i tak codziennie po nią przychodził. Joanna westchnęła, wyłączyła komputer, ubrała się i wyszła.

Ciszę korytarza przerwał stukot jej obcasów. Wszyscy już dawno poszli. W holu na parterze przy recepcji stał zastępca dyrektora, Tomasz Marek, i rozmawiał przez telefon. Wysoki, wysportowany, w długim czarnym płaszczu – wyglądał bardziej jak hollywoodzka gwiazda niż urzędnik z przeciętnej firmy. Plotki głosiły, że jest singlem.

Joanna zawsze miała cięty język i kiedyś stwierdziła, że albo jest chory, skoro taki przystojniak wciąż sam.

– Spotyka się z modelką. Zapomniałam, jak się nazywa, ale często widuję ją na okładkach – powiedziała Kasia, która znała wszystkie towarzyskie nowinki.

Krzysztof w młodości też był niczego sobie. Codziennie na trzepaku pod blokiem robił po trzydzieści podciągnięć. A potem… Potem się rozleniwił, pokochał piwo, zapuścił brzuch. I każdego wieczoru, gdy Joanna wracała z pracy, widziała tę samą scenę – Krzysztof leżał na kanapie przed telewizorem, a na podłodze stała puszka z piwem.

Już miała otworzyć drzwi, gdy za plecami rozległ się głęboki baryton, od którego przeszły ją ciarki.

– Joanno Michałówno, trochę późno pani dzisiaj?

– Myślałam, że mąż po mnie przyjedzie, ale nie mógł – odpowiedziała, odwracając się z uśmiechem.

Tomasz schował telefon do kieszeni płaszcza i podszedł bliżej.

– Mogę panią podwieźć. – Otworzył drzwi, przepuszczając ją przodem.

– Nie, dziękuję, wezmę taksówkę – odmówiła Joanna, wychodząc na zewnątrz.

Na schodkach przed wejściem zatrzymała się, spoglądając na kałuże i swoje modne zamszowe buty. No cóż, wiosna – ledwo śnieg stopniał, a już deszcz.

– Niech pani potraktuje to jak zamówioną taksówkę. – Tomasz wziął ją delikatnie pod łokieć i poprowadził do swojego samochodu.

Jak tu odmówić? Szkoda, że nie widziała tego żadna z koleżanek – pozazdrościłyby. Chętnych na takiego przystojniaka było co niemiara.

Tomasz wyłączył alarm i otworzył przed Joanną drzwi luksusowego SUV-a. Wdrapała się z gracją na wysoki fotel, z lekka pisnęła i skromnie poprawiła sukienkę na kolanach. Tomasz zamknął drzwi, obszedł auto i usiadł za kierownicą.

– Obserwuję panią od jakiegoś czasu. Wymagająca, ale sprawiedliwa. Myślę, że świetnie sprawdziłaby się na stanowisku szefowej marketingu.

– A co z Heleną Stanisławówną? – zdziwiła się Joanna, nie spodziewając się takiej propozycji.

– Czas na emeryturę. Dobra pracownica, ale nie nadąża za nowymi technologiami.

Joanna niespokojnie przysiadła na fotelu. Żal jej było Heleny, która kiedyś uczyła ją wszystkich zawodowych sekretów. Ale odmawiać takiej oferty też nie chciała.

– Wnuczek ma się żenić, chciała jeszcze trochę popracować, żeby mu pomóc – powiedziała z odrobiną smutku.

– To nie pani problem, Joanno Michałówno. Jeśli to jedyna przeszkoda, dostanie godne odprawienie. Więc jak, zgoda?

Joanna poczuła jego wzrok, analizujący jej profil. Przez chwilę milczała, jakby ważąc decyzję. Gdy odwróciła głowę, on już patrzył przez przednią szybę.

Nagle zorientowała się, że mijają właśnie jej blok.

– W prawo. To tutaj – przerwała ciszę. – Zatrzymaj się pod tym wejściem.

Auto stanęło, ale Joanna nie spieszyła się z wyjściem. Nie mogła znaleźć odpowiednich słów podziękowania.

– Może kiedyś zjemy razem obiad? – padło magiczne zdanie.

Serce zabiło mocniej.

– Może – odpowiedziała, uśmiechając się kokieteryjnie, i wyskoczyła na mokry chodnik.

– Do jutra – rozbłysnął uśmiechem Tomasz.

Joannie zakręciło się w głowie od jego głosu i spojrzenia. SUV już odjeżdżał, podskakując na dziurach, których w ich osiedlu nie brakowało.

Następnego dnia, na oczach wszystkich, poszli razem na lunch. Potem doszły kolacje… A potem…

Nie trzeba mówić, co było potem. Jaka kobieta oprze się takiemu mężczyźnie? Chyba tylko ta, której mąż nie zamienił się jeszcze w kanapową poduszkę.

Joanna czuła się jak nowo narodzona – pożądana, zakochana, młodniejąca z dnia na dzień. Życie już nie wydawało się takie szare. Tylko widok Krzysztofa na kanapie wzbudzał w niej coraz większą irytację.

I teraz, tak samo – leżał przed telewizorem. Na podłodze niedopita butelka piwa. Miała ochotę kopnąć ją, wylaKiedy pewnego dnia wyjęła z szafki flakonik z eliksirem, który miała podać mężowi, zamiast niego wrzuciła go do kosza, a Krzysztof, jakby przeczuwając zmianę, wstał z kanapy i niepewnie sięgnął po jej dłoń.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 2 =

Nowa szansa