– Mamo, poznaj proszę Zosię, to moja narzeczona wypalił od progu Tomek, obejmując delikatnie zmieszaną dziewczynę w pasie. Dzisiaj złożyliśmy wniosek do urzędu stanu cywilnego.
– Gratuluję wam powiedziała lekko zdezorientowana Elżbieta, wycierając dłonie w kuchenny ręcznik. Właśnie kończyła gotować kolację. Nie stójcie w korytarzu, wejdźcie do środka.
Kobieta była w szoku. Tomek był jej chlubą, całym światem… Porządny chłopak, zawsze uprzejmy, pomocny a tu takie zaskoczenie! Postawił matkę przed faktem dokonanym, że już się żeni.
Elżbiecie było naprawdę przykro, że dowiedziała się o tym wszystkim jako ostatnia. Czy ona jest jakimś potworem, żeby nie zrozumieć, że syn chce sobie ułożyć życie? Przeciwnie, ucieszyłaby się przecież dla niego, pomogłaby z przygotowaniami
– Przepraszam, mamo, że wcześniej nic nie mówiłem odezwał się nieco zawstydzony Tomek, tuląc matkę. Wszystko tak nagle Zakochałem się jak dzieciak! Od pierwszego wejrzenia i już nie ma odwrotu.
– No przecież ciągle jesteś dzieciakiem, dwadzieścia pięć lat to nie wiek Elżbieta uśmiechnęła się, chowając urazę głęboko w sobie. Lepiej zastanówcie się, gdzie będziecie mieszkać.
– Na razie u nas, jeśli nie masz nic przeciwko odpowiedział z ulgą Tomek, widząc że mama nie robi scen. Później coś sobie znajdziemy.
– A czemu miałabym mieć coś przeciwko? zdziwiła się Elżbieta. Mamy duże mieszkanie, dla wszystkich się miejsce znajdzie.
Zosia, stojąca w progu, uśmiechnęła się zadowolona, ale szybko starła ten uśmiech i wróciła do neutralnej miny. Teraz najważniejsze było zrobić dobre wrażenie na przyszłej teściowej a charakter pokaże się później, po ślubie.
******************************************
Wesele wyprawili z rozmachem. Elżbieta, dla ukochanego synka, wydała wszystkie swoje skrzętnie oszczędzane środki. Jeszcze i wczasy nad morzem młodym opłaciła niech wypoczną, póki mogą, bo Zosia już się pochwaliła, że spodziewa się dziecka.
Elżbieta nie miała nic do narzeczonej syna… choć dziewczyna od początku wydawała jej się podejrzana. Na wszystko się zgadzała, na każde słowo grzecznie się uśmiechała
Elżbiety siostra, Krystyna, tylko się z takich zmartwień śmiała.
– Masz szczęście, że trafiła ci się taka synowa! Ale poczekaj jeszcze, zobaczysz, teraz jest miła, bo cię potrzebuje, ale jak poczuje się panią domu, to się zmieni. po czym poważniejąc dodała Obserwuj ją, jeśli masz złe przeczucia. Ludzie różni są. Może i aniołka udaje przy Tomku, a naprawdę to diablica.
Krystynine słowa okazały się trafione. Po ślubie Zosia zmieniła się nie do poznania. Kiedy Tomek w pracy, zaczęła regularnie uprzykrzać Elżbiecie życie.
Nie miała oporów, by powiedzieć wprost, że w ich rodzinnym gniazdku nie ma miejsca dla obcych. Elżbietę w momencie zatkało. Jak to ona obca? Wieczorem poszła do syna po pomoc.
– Mamo, źle ją zrozumiałaś machnął ręką Tomek, nie wierząc, że jego ukochana mogła coś takiego powiedzieć. Ona jest cudowna, dobra, najlepsza na świecie!
Zosia, słysząc pochwały męża, uśmiechnęła się triumfalnie. Wszystko szło według jej planu.
Po kilku dniach Zosia przywitała Tomka po pracy z zapłakanymi oczami. Twierdziła, że boi się zostawać sama z Elżbietą, bo ta rzekomo próbowała ją otruć.
– Przecież wiesz szlochała że mam okropną alergię na miód. Dzisiaj nie spałam, więc postanowiłam pomóc twojej mamie zrobieniem śniadania. Idę do kuchni, a ona już tam do ciasta na naleśniki miód dolewa! Przerażona jestem!
Tomek nie wytrzymał i od razu poszedł się kłócić z matką. Wyrzucał jej, że już nie jest dzieckiem, że sam wybiera swoje życie, że nie pozwoli skrzywdzić najbliższych i tak dalej.
Blady z nerwów Elżbieta nie mogła zrozumieć, przez co syn robi taką scenę. Każda próba rozmowy kończyła się awanturą a ona czuła coraz większy ucisk w piersi, drżącymi dłońmi sięgnęła po leki, jakby Tomek tego nie zauważał, bo dalej krzyczał.
Nie wytrzymała, złapała kurtkę i poszła do siostry. Nie mogła pojąć, co zrobiła źle, czemu jej syn tak się od niej odsuwa… Było jej naprawdę przykro i bolało ją serce.
Tuż przed wejściem do bloku Krystyny Elżbieta zatrzymała się, bo czuła się coraz gorzej. W końcu zemdlała.
******************************************
Od pogrzebu Elżbiety minęły dwa tygodnie. Tomek chodził przygnębiony, winę zwalał na siebie. Zosia go pocieszała, podając szklanki z wodą.
– Kochanie, rozumiem jak ci ciężko, ale musisz myśleć o żywych głaskała swój zaokrąglony już brzuch. Patrzę na ciebie i sama się czuję coraz gorzej.
Tomek milczał, co Zosię doprowadzało do szału. Plan się udał, choć nie chciała aż takiej tragedii. Miała tylko nadzieję, że zamienią mieszkanie z Elżbietą i tyle. Ale… może tak nawet lepiej.
Wtedy do mieszkania wszedł ktoś nieoczekiwany. Krystyna otworzyła drzwi własnym kluczem.
– Jak śmie pani do nas tak sobie wchodzić?! warknęła Zosia, patrząc na gościa ze złością.
– A jak myślisz? uśmiechnęła się Krystyna. To moje mieszkanie.
Z ręki Zosi wypadła szklanka. Jak to możliwe? Tyle starań i wszystko na nic?
– Tomek, o co chodzi? zapytała histerycznie męża.
– O to, co słyszysz powiedział obojętnie Tomek. Mama odkładała pieniądze, żeby wykupić mieszkanie od cioci Krystyny
– I wszystko wydała na wasze wesele! dokończyła za niego kobieta. A miałam zamiar przepisać mieszkanie twojemu dziecku, ale teraz to już nie ma szans. Daję wam trzy dni na wyprowadzkę. Jak nie zgłaszam sprawę na policję.
****************************************************
A tak na marginesie:
Tomek został sam w mieszkaniu cioci. Zosia tego samego wieczoru spakowała rzeczy i, oznajmiając, że dziecko nie jest nawet jego, odeszła.


