No i co, czy akt małżeństwa jest jednak mocniejszy niż zwykłe wspólne życie?
żartowali z Danuty faceci.
Ja na trzydziestolecie ukończenia studiów nie idę, znów wpadnę potem w doła.
Niech chodzą ci, co co roku się tam pokazują, oni pewnie nawet nie zauważyli, jak bardzo się pozmieniali wrzasnęła Danuta przez telefon do swojej jedynej przyjaciółki, Małgorzaty.
A jak ty teraz wyglądasz, że się tak boisz?
zdziwiła się Małgorzata.
Spotkałyśmy się chyba z pięć lat temu, byłaś zupełnie w porządku.
Bardzo przytyłaś czy jak?
Nie o to chodzi, po prostu nie chcę i już, nie namawiaj, Gosiu!
Danuta już miała kończyć rozmowę, mając nadzieję, że Małgorzata zrozumie i zadzwoni do kolejnych osób z listy.
Ale przyjaciółka w tym roku nie chciała odpuścić, złapała ją mocno:
Danusia, i tak już nas niewiele zostało.
Co, ktoś umarł?
Danuta mimowolnie się przestraszyła.
Owszem, nie czuła się już młoda, ale przecież nie aż tak, żeby ich rówieśnicy odchodzili na tamten świat.
Nie, skąd, po prostu niektórzy wyjechali za granicę.
A zmarłego mamy od dawna Jarek Kulesza, jeszcze ze dwadzieścia pięć lat temu, taki młody był, przecież o tym mówiłam.
Więc nie marudź, spotykają się wszystkie nasze grupy, w sumie będzie ledwie trzydzieści osób.
Syna już wydałaś za mąż, nie?
To możesz się trochę zabawić.
Małgorzata mówiła dalej, a Danuta znów przypomniała sobie Jarka Kuleszę.
Miał zawsze ciemne kręgi pod oczami i ciężki wzrok, chłopacy z grupy uważali go za słabego.
A jednak Jarek miał po prostu chore serce.
Uczył się wzorowo, marzył, żeby zbudować piękny most w rodzinnym miasteczku, ale nie zdążył nic wybudować.
A co ona, Danuta, zdążyła?
Zakochała się w Grzegorzu, który pracował jako brygadzista na budowie, tam, gdzie i ona trafiła po studiach.
Grzegorz bywał w ich mieście na delegacji, a potem wracał do siebie.
Długo się spotykali, Grzegorz nawet nazywał ją przy wszystkich swoją żoną.
Mówił, że związek bez ślubu to znak prawdziwej miłości.
Że ludzie są razem nie dlatego, że mają papier, ale dlatego, że się kochają
Kiedy Danuta odkryła, że spodziewa się dziecka, akurat wtedy Grzegorz przestał przyjeżdżać na budowy.
Ostatecznie wyszło, że ma troje dzieci i żona bardzo zachorowała.
Grzegorz zwolnił się z pracy z powodu rodzinnych kłopotów nawet jej nie uprzedził.
Danuta zrozumiała, że nie ma już czego wymagać od faceta z trojgiem dzieci i chorą żoną.
Też odeszła z firmy, zanim ktoś się domyślił, co się święci.
Pamięta tylko, jak ktoś z ekipy zażartował na koniec:
No widzisz, akt ślubu jednak mocniejszy niż dzikie małżeństwo!
Ale Danucie było już wszystko jedno, zaczęła pracować w sklepie spożywczym niedaleko domu, gdzie załatwiła jej pracę znajoma z kamienicy.
Umówiły się, że nawet jak urodzi, będzie przychodziła na dwa dni w tygodniu.
Mama zgodziła się zostawać z Karolkiem, skoro córka taka nieporadna i dobrą pracę przehulała!
To ty mnie tak wychowałaś!
w końcu wykrzyczała Danuta, gdy matka miała do niej pretensje.
Myślałam, że choć ty będziesz porządna, a twoje dzienne studia dźwigałam własnym garbem!
A ty, Danusiu, niezdara!
krzyczała mama.
Jakie ziarno, taki plon, czego się spodziewałaś?
wyrzuciła z siebie Danuta, ale zaraz zrobiło się jej żal matki…
Przytuliły się, popłakały razem, ale co to zmieni
Nic dziwnego, że gdy po pięciu latach Małgorzata dzwoniła i zapraszała na zjazd, Danuta nie poszła.
Tam będą rozmawiać o rodzinie, o pracy, pokazywać sobie zdjęcia, a ona szoruje podłogi w trzech miejscach: na klatkach schodowych, w szkole, w przedszkolu.
O czym tu mówić?
A raczej o czym one mogłyby rozmawiać z nią
Dla Karolka była gotowa na wszystko, był jej jedyną pociechą.
Tym bardziej że kiedy Karolek poszedł do przedszkola, mama uznała, że spełniła swój obowiązek.
Wyjechała na wieś do siostry, tłumacząc, że w mieście źle się czuje, a tam świeże powietrze jej potrzebne.
Danucie los się nagle uśmiechnął.
Po kilku latach przyjęli ją do pracy w zawodzie na pół etatu.
Karol akurat zaczął szkołę, więc Danuta godziła wszystko, nawet mogła odbierać syna po lekcjach.
Karolkowi zazdrościło wiele dzieci, bo mama zawsze była po niego pierwsza.
Potem zaczął się nią interesować kolega z pracy, ale Danuta szybko ucięła.
Ma syna i ten żaden obcy facet nie jest mu potrzebny w domu.
Na ojca się nie nada, tylko by był kłopot.
W pracy Danuta okazała się świetnym pracownikiem i gdy Karol urósł, dostała już pełen etat na stanowisku inżynierskim.
Ale zawsze czuła się gorsza, zgaszona, zawsze ubierała się skromnie, nie farbowała włosów, a po czterdziestce nawet siwizna wyszła na wierzch.
Wydawało jej się, że nie ma prawa być szczęśliwa, bo żyła z żonatym, prawie zabrała komuś ojca.
Nie wolno się stroić, malować, rzucać w oczy, bo znowu ktoś zwróci na nią uwagę.
W szczęśliwe zakończenie nie wierzyła.
Zresztą, wokół pełno rozwiedzionych, a ona nie lepsza może nawet gorsza
Karol, jej syn, wyrósł na wdzięcznego, poświęcenie matki go nie zepsuło.
Jeździł co lato do babci Ireny i jej siostry na wieś, pomagał w każdej pracy.
Kopał grządki, sadził ziemniaki, buraki i marchew z obiema babciami.
Plewił i podlewał, a jesienią wykopywał ziemniaki, pomagał babciom zamykać słoiki z przetworami.
Od małego był silny, sam rąbał drewno i układał polana w drewutni.
Nawet mama Irena teraz mówiła Danucie, że to wielkie szczęście, że taki chłopak im się trafił, a jej, samotnej z siostrą Lidią ukochany wnuk
No i co, Danucie teraz wiatr w oczy, żeby iść do kawiarni na spotkanie po trzydziestu latach od studiów
Wszystkie te znajome myśli przeleciały przez głowę Danucie w kilka sekund.
I usłyszała, jak Małgorzata uparcie się dopytuje:
No i pamiętasz?
Kawiarnia naprzeciwko akademika, w przyszły piątek o piętnastej.
Przyjdź, przynajmniej ja będę miała z kim pogadać, bo też nikogo nie mam.
Przyjdziesz?
Głos Małgorzaty nagle zadrżał i Danuta, sama nie wie czemu, zgodziła się:
Tak, przyjdę
Po odłożeniu telefonu, natychmiast tego pożałowała.
Podeszła do lustra, spojrzała na siebie jeszcze raz.
Potem znów sięgnęła po telefon, zadzwonić do Gosi i powiedzieć, że zgodziła się przez pomyłkę.
Ale numer przewodniczącej był ciągle zajęty, a Danucie nagle zrobiło się wstyd
Późnym wieczorem otworzyła szafę i wyjęła niebieską sukienkę, którą kupił jej syn na swoje wesele.
Karol z Natalką wtedy ją długo namawiali, synowa jeździła z Danutą po sklepach i męczyła ją przymiarkami.
W końcu ta niebieska sukienka spodobała się wszystkim, nawet Danucie.
Dobrały do niej buty, a potem Natalia zabrała ją do fryzjera, gdzie zafarbowali jej włosy i zrobili fryzurę.
Było to rok temu.
Karol z Natalią mieszkają osobno i są szczęśliwi.
A siwizna znów odrosła, zostawała do siebie nieprzyzwyczajona.
Strojenie się wydawało się Danucie nie na miejscu.
Ale ułożyła włosy, założyła niebieską sukienkę.
Lekko pomalowała usta, po czym zaraz starła chusteczką wydało jej się to zbyt odważne.
W kawiarni było tłoczno i gwarno, gdy Danuta podeszła o umówionej porze.
Małgorzata od razu ją wypatrzyła i podbiegła:
Danusiu, jak pięknie wyglądasz!
Tak się cieszę, że cię widzę!
Sama Małgorzata trochę się zaokrągliła, ale nawet to dodawało jej uroku, wyglądała młodziej.
Rozmawiały przy stoliku, potem ktoś odciągnął Małgorzatę, a Danuta została z sokiem, patrzyła po ludziach i słuchała muzyki.
Ktoś się przyłożył grali szlagiery z czasów, gdy były studentkami.
Były wtedy jeszcze młode, z głową pełną marzeń o przyszłości.
Czy mogę prosić do tańca?
Usłyszała Danuta przez hałas muzyki, podniosła głowę i od razu poznała.
To był Alek Serafinowicz z równoległej grupy.
Na trzecim roku się ożenił, a Danuta wtedy cicho za nim tęskniła.
Był jej się podobał.
Danuta, jakaś ty piękna!
To moja pierwsza taka impreza i nikogo nie poznaję, tylko ciebie zobaczyłem od razu!
Alek podał jej rękę, nie odmówiła.
Wstała i poszła z nim na parkiet, łapiąc zaskoczone spojrzenie powracającej Małgorzaty.
Tańczyli kilka kawałków bez słowa.
Potem Alek niespodziewanie zapytał:
Danusia, mogę cię odprowadzić?
Od razu mówię dawno po rozwodzie, jeśli w domu ktoś na ciebie czeka, to tylko odprowadzę, bo już późno
Alek odprowadził Danutę do domu, ale następnego dnia spotkali się znów i już się nie rozstawali.
Sukienkę ślubną i buty pomagała wybierać Natalia.
Już lekko zaokrąglona, niebawem Danuta zostanie babcią.
I było jej głupio, że ona narzeczona!
Danuta w końcu pozwoliła sobie na szczęście.
A Natalia jej szepnęła:
Pani Danuto, jak pani pięknie wygląda!
Z Karolem tak się cieszymy z pani szczęścia, bo każdy może być szczęśliwy w każdym wieku!
I rzeczywiście Danuta pomyślała z oświeconą twarzą, siedząc przy weselnym stole obok męża, Aleksa: „Teraz już naprawdę chyba mogę”.
Danuta wreszcie wybaczyła sobie i pozwoliła sobie być szczęśliwa
I jak tu nie wierzyć, że życie zawsze daje drugą szansę?
Trzeba tylko umieć ją sobie dać.


