Nigdy nie kochałem mojej żony i nie raz jej to powtarzałem. To nie była jej wina żyliśmy całkiem nieźle. Nigdy nie robiła scen, nie miała do mnie pretensji zawsze była miła i troskliwa. Ale problem pozostawał ten sam: nie było między nami miłości.
Każdego ranka budziłem się z myślą, żeby odejść. Marzyłem o spotkaniu kobiety, którą pokocham naprawdę. Ale nigdy nie przypuszczałem, jak bardzo los mnie zaskoczy.
Z Zosią czułem się komfortowo. Nie tylko świetnie prowadziła dom, ale też była olśniewająca. Przyjaciele mi zazdrościli i nie mogli pojąć, jakim cudem trafiła mi się taka żona.
Sam też nie rozumiałem, co zrobiłem, by zasłużyć na jej miłość. Jestem zwykłym facetem, bez specjalnych zalet. A jednak mnie kochała Jak to możliwe?
Jej oddanie i czułość nie dawały mi spokoju. Jeszcze bardziej dręczyła mnie wizja, że jeśli odejdę, zajmie moje miejsce ktoś inny. Ktoś bogatszy, przystojniejszy, bardziej spełniony.
Gdy wyobrażałem ją sobie z innym mężczyzną, wpadałem w szał. Była moja, nawet jeśli nigdy jej nie kochałem. To poczucie własności było silniejsze niż rozsądek. Ale czy można spędzić całe życie z kimś, kogo się nie kocha? Myślałem, że dam radę, ale się myliłem.
Jutro wszystko jej powiem postanowiłem, kładąc się spać. Rano przy śniadaniu zebrałem się na odwagę.
Zosiu, usiądź, musimy porozmawiać.
Oczywiście, słucham, kochanie.
Wyobraź sobie, że się rozwodzimy. Wychodzę, żyjemy osobno
Zosia roześmiała się:
Ciekawe pomysły! To jakaś gra?
Wysłuchaj mnie do końca. Mówię poważnie.
No dobrze, wyobrażam sobie. I co dalej?
Odpowiedz szczerze: znajdziesz kogoś innego, jeśli odejdę?
Wojtku, co się z tobą dzieje? Dlaczego myślisz o odejściu?
Bo cię nie kocham i nigdy nie kochałem.
Co? Żartujesz? Nic nie rozumiem.
Chcę odejść, ale nie potrafię. Myśl, że będziesz z kimś innym, nie daje mi spokoju.
Zosia zamyśliła się na chwilę, po czym odpowiedziała spokojnie:
Nie znajdę nikogo lepszego od ciebie, więc się nie martw. Idź, z nikim innym nie będę.
Obiecujesz?
Oczywiście zapewniła Zosia.
Czekaj, ale gdzie właściwie mam iść?
Nie masz gdzie?
Nie, zawsze byliśmy razem. Chyba powinienem zostać gdzieś blisko ciebie powiedziałem smutno.
Nie przejmuj się odparła Zosia. Po rozwodzie wymienimy mieszkanie na dwa mniejsze.
Naprawdę? Nie spodziewałem się, że mi pomożesz. Dlaczego to robisz?
Bo cię kocham. Gdy się kogoś kocha, nie można go zatrzymywać wbrew jego woli.
Minęło kilka miesięcy, rozwiedliśmy się. Niedługo potem odkryłem, że Zosia nie dotrzymała obietnicy. Znalazła innego faceta, a mieszkania, które odziedziczyła po babci, nigdy nie zamierzała dzielić. Zostałem z niczym.
Jak teraz mam ufać kobietom? Nie mam pojęcia.
Co sądzicie o zachowaniu Wojtka?



