Nigdy Cię Nie Oddam. Współczesna opowieść o miłości, stracie i sile rodziny w realiach polskiego życ…

Nikomu nie oddam. Opowieść.

Ojczym nigdy nie sprawiał im krzywdy. Przynajmniej nie wytykał kromki chleba czy nie narzekał na naukę. Jedynie kiedy Anna wracała dużo później, niż obiecała, podnosił głos.

Obiecałem twojej matce, że będę nad tobą czuwał! krzyczał, gdy Anna nieśmiało tłumaczyła, że jest już dorosła. I ja wiem lepiej, co ci wolno, a czego nie! Skończyłaś osiemnaście lat i myślisz, że możesz wszystko? Najpierw znajdź porządną pracę, potem udawaj dorosłą!

Gdy już ochłonął, mówił spokojniej:

Ten chłopak cię zostawi. Przecież widzę, co to za jeden. Samochód drogi, twarz ładna, po co mu taka zwykła dziewczyna jak ty, Aniu? Płakać będziesz, zapamiętaj moje słowa.

Anna nie wierzyła ojczymowi. Oczywiście, Bartosz był przystojny, studiował medycynę, na płatnych studiach a przecież ona też by chciała na takich. Nie dostała się na uniwersytet, w technikum jej się nie podobało, więc raz roznosiła ulotki, raz gazety, a głównie przygotowywała się do matury w przyszłym roku. Bartosza poznała właśnie podczas rozdawania ulotek podała mu jedną, potem następną, a on wziął wszystkie i żartobliwie zaproponował:

Pani Aniu, może tak biorę wszystkie ulotki, a pani idzie z nami do kawiarni?

Nie wiadomo co wtedy ją podkusiło, ale zgodziła się. Doświadczenie ją już nauczyło, by nie wyrzucać ulotek w tej okolicy schowała je do plecaka i wracając z kawiarni wrzuciła do zsypu.

W kawiarni Bartosz przedstawił ją swoim kolegom, zaprosił na pizzę i lody. Z siostrą, Aleksandrą, takiego smakołyku jadały tylko raz w roku na urodziny, funduszy im brakowało, a emerytury ojczym nie pozwalał ruszać, na czarną godzinę odkładał, mówił, gdyby coś mu się stało.

W rzeczywistości zarabiał dobrze, ale połowa szła na naprawy starego fiata, a resztę przepuszczał na zakładach. Anna nie narzekała była wdzięczna, że nie wyrzucił jej i Aleksandry, mieszkanie należało do niego, maminy musieli sprzedać, gdy zachorowała. Marzyła o czekoladzie, pizzy czy oranżadzie, gdy coś takiego już się wydarzyło oddawała wszystko młodszej siostrze. Nawet Bartosza zapytała w kawiarni, czy może wziąć kawałek pizzy dla siostry. Spojrzał na nią z wyrazem niespodzianki. A potem kupił jej całą, dużą pizzę i wielką czekoladę z orzechami na wynos.

Ojczym niesłusznie sądził, że Bartosz ją zrani. Był dobrym człowiekiem. Anna przy nim boleśnie odczuwała swoją nieporadność: zaczęła pilniej się uczyć, dostała posadę kasjerki w Biedronce. Płacili nieźle, mogła kupić sobie nowe dżinsy i pozwolić na strzyżenie u fryzjera, żeby Bartosz się jej nie wstydził.

Gdy zaprosił ją na działkę pod Warszawą, wiedziała, co się wydarzy. Nie bała się nie była już dzieckiem. On ją kochał, ona jego również. Najbardziej martwiła się, że ojczym nie puści, ale on wtedy sam zaczął wracać coraz później, czasem wcale. Anna wiedziała, gdzie nocuje u ciotki Lucyny, pielęgniarki ze Szpitala Bródnowskiego. Od dawna jej się uśmiechał, ale ona nie chciała wiązać się z mężczyzną, który ma dwie córki z pierwszego małżeństwa. Jednak, kiedy sama była po rozwodzie, nie odmówiła jego nieporadnym zalotom.

To wszystko Annę ratowało, choć Aleksandra płakała, kiedy zostawała na noc sama, ale Anna kupiła jej czekoladę, chipsy i napój, więc się pogodziła.

O tym, że jest w ciąży, Anna dowiedziała się późno. Miała nieregularne cykle i nigdy się tym nie przejmowała nikt nie nauczył jej ich pilnować. Dopiero druga kasjerka, Weronika Kowalska, zapytała żartem:

Czemu tak promieniejesz, Aniu nie jesteś przypadkiem w ciąży?

Pośmiały się, ale wieczorem Anna kupiła test. Gdy zobaczyła dwie kreski, nie mogła uwierzyć to przecież niemożliwe!

Bartosz nie był szczęśliwy. Powiedział, że wszystko nie w porę, dał jej pieniądze na wizytę u ginekologa. Anna przepłakała noc i poszła. Okazało się, że jest już za późno szesnaście tygodni. Wyszło więc, że stało się to na działce, a ona sądziła, iż za pierwszym razem nie da się zajść w ciążę.

Przez pewien czas ukrywała wszystko przed ojczymem, ale brzuch rósł jak na drożdżach. Musiała się przyznać.

Ojczym wybuchł:

A gdzie twój chłopak? Zamierza się z tobą ożenić?

Anna milczała. Bartosza już nie widziała miesiąc gdy dowiedział się, że dziecka nie można oddać, zniknął bez słowa.

No tak mruknął ojczym. Przecież mówiłem ci, Aniu…

Nie od razu powiedział co dalej. Pewnie radził się ciotki Lucyny.

Skoro tak wyszło musisz urodzić, ale będziesz musiała zostawić dziecko w szpitalu. Nie chcę dodatkowych ust do wykarmienia. Wiesz, Aniu, żenię się. Lucyna też w ciąży mamy bliźnięta. Sama rozumiesz, troje niemowląt w jednym mieszkaniu? To za dużo.

To ona tu zamieszka? zdziwiła się Anna.

No tak! Będzie przecież moją żoną.

Brzmiało to dla Anny jak żart, ale ojczym nie żartował. Dzień w dzień powtarzał, że jeśli przyprowadzi dziecko, ich obu z Aleksandrą wyrzuci na bruk. Anna widziała, że to nie jego słowa tylko powtarza to, co mu Lucyna każe. Ale nie mogła zostawić dziecka.

Nie martw się pocieszała ciotka Lucyna takie niemowlęta są rozchwytywane, szybko znajdą dobry dom i będą kochane.

Anna płakała, dzwoniła do Bartosza, szukała pomysłu, jak mieszkać z siostrą i dzieckiem. Nic nie wymyśliła. Wtedy Weronika Kowalska wskazała na parę kupujących w sklepie:

Patrz, już tyle lat minęło, a oni nadal chodzą w czerni. Całe życie smucą się… Mogli przecież jeszcze jedno dziecko mieć. Albo adoptować.

Widziała ich często razem i osobno. Zawsze uprzejmi, pogodni, choć trochę smutni. Nie wiedziała, dlaczego.

Ich córka zginęła. Pamiętasz była ta straszna historia, autobus dzieci z Pruszkowa rozbił się pod Radomiem, wracali z wycieczki, kierowca zasnął za kierownicą. Zginął, i ich dziewczynka. On jest lekarzem, ona uczy angielskiego w liceum. Dawniej mieszkałam z nimi drzwi w drzwi, gdy byłam mężatką… Przynosili wtedy żonie figurki aniołów bo ich córka kupiła aniołka na wycieczce i trzymała w dłoni. Uratowano go z wraku. Ktoś wpadł na pomysł, by dać jej taką figurkę potem wszyscy przynosili. Bałam się, że boli ją to jeszcze bardziej, ale chyba pomagało…

Anna w jakimś filmie widziała, jak dziewczyna oddaje dziecko parze, która nie może mieć własnego. Tamci mogli, ale chyba nie chcieli. Jednak myśl o nich zaprzątała jej głowę. Była już w ósmym miesiącu, wciąż pracowała, bo nie chciała stracić posady, gdy para znowu pojawiła się przy jej kasie. Mężczyzna powiedział:

Pani Aniu, czy nie pora już na zwolnienie? Jeszcze nam tu urodzi pani przy kasie!

Anna nie narzekała, ale w rzeczywistości bardzo ciężko jej było kręgosłup bolał, zgaga dokuczała, wieczorami nogi puchły. Nikt jednak nigdy nie spytał, jak się czuje. Tylko lekarz wyśmiewał się na kontroli, ale to się nie liczyło. Martwiła ją troska tamtej pary prawie się popłakała.

Po kilku dniach, wracając z pracy z torbą zakupów, mężczyzna z tej pary zaoferował pomoc. Anna poczuła się niezręcznie, ale właściwie miło jej się zrobiło. Pomyślała, że to dobry człowiek.

Figurkę anioła zobaczyła w sklepie, na letniej wyprzedaży był upał, nikt ich nie kupował. Anna, kierowana impulsem, kupiła jedną, spytała Weroniki o adres i poszła.

Już, gdy nacisnęła dzwonek, przestraszyła się może to nie wypada, tyle lat minęło? Pewnie nikt już nie przynosi im aniołów.

Drzwi otworzyła żona. Wydawało się, że ją poznała uniosła brwi ze zdumienia. Anna szybko podała jej aniołka i nieśmiało spuszczając głowę czekała na reakcję czy nie zamknie drzwi przed nosem albo nie nakrzyczy.

Ale nie. Kobieta wzięła figurkę, łagodnie się uśmiechnęła:

Wejdź. Napijesz się herbaty?

Przy herbacie spokojnie opowiedziała Annę ich historię, którą ta już słyszała od Weroniki, ale z ust kobiety brzmiała dużo boleśniej.

Dlaczego nie postarała się pani o kolejne dziecko? prawie szeptem spytała Anna.

Miałam bardzo ciężki poród. Musieli usunąć mi macicę, więc więcej dzieci mieć nie mogę.

Annie zrobiło się głupio co ją obchodzi cudze życie? Chciała spytać o adopcję, ale zabrakło odwagi.

Myśleliśmy o adopcji powiedziała kobieta, jakby czytając jej myśli. Przeszliśmy nawet szkołę dla rodziców adopcyjnych, ale w ostatniej chwili nie potrafiłam. Prosiłam córkę o znak i nic się nie wydarzyło, kompletnie nic.

W tej chwili rozległ się brzęk, jakby szklanka spadła na podłogę. Kobieta zadrżała, Anna spojrzała z przestrachem sądziła, że są same.

Obie weszły do salonu. Anna bała się, że to coś w rodzaju mauzoleum ciemno, świece, wszędzie zdjęcia. Ale nie, było jasno, tylko jedno zdjęcie dziewczynki i dziesiątki figurek aniołów. Jedna leżała na podłodze, rozbita. Kobieta długo oglądała kawałki porcelany, potem powiedziała dziwnym głosem:

To ta sama figurka. Naszej córki.

Annie paliły się policzki. Cóż to było, jeśli nie znak?

Córeczkę Anna urodziła o czasie. W tym czasie ciotka Lucyna dawno mieszkała już u nich i też urodziła wcześniej. Bliźnięta jeszcze w szpitalu, ale lada dzień mają być w domu: już dwie białe kołyski kupione, z kokosowym materacem. Dla dziecka Anny nikt nic nie przygotował miała je zostawić. Aleksandra tylko wieczorami szeptała:

Nie możesz jej gdzieś schować? Żeby nie wiedzieli, że jest twoja. Pomogę ci.

Anna od tych słów ledwo powstrzymywała łzy przy siostrze.

Treść listu przygotowała wcześniej. Napisała, że nie może zatrzymać dziecka, że jest zdrowe i mogą być spokojni. Przypomniała im o znaku o figurce, która spadła. Włożyła do koperty całą swoją uzbierana emeryturę, odkładaną przez lata powinno im wystarczyć, przecież są dobrymi ludźmi.

Ze szpitala wypisali ją rano, ale bała się zostawiać dziecko w biały dzień. Cały dzień siedziała w centrum handlowym bolało ją siedzenie, kręciło się w głowie, ale najważniejsze było znalezienie dla córeczki kochającego domu.

W końcu po zamknięciu galerii Anna jeszcze godzinę siedziała na ławce, na szczęście było ciepło. Kiedy zapadł wieczór w Warszawie, weszła do klatki, przemykając, gdy sąsiad z wilczurem wychodził na spacer.

Córeczkę niosła w nosidełku, kupionym z własnych pieniędzy Weronika Kowalska przyniosła je na wypis, nie zadawała pytań. Teraz dziewczynkę delikatnie ustawiła do drzwi, wsunęła kopertę pod kocyk i miała już zadzwonić, by uciec, gdy drzwi się otworzyły. Na progu stanął ojciec zmarłej dziewczynki.

Co tu robisz?

Anna przestraszona aż podskoczyła.

Zauważył nosidełko.
Cóż to jest?

Łzy popłynęły same. Anna opowiedziała wszystko o Bartoszu, który ją porzucił, o ojczymie, który przez siedem lat utrzymywał ją i siostrę, a teraz się żeni i ma bliźnięta, o ciotce Lucynie, wymuszającej, by Anna dziecko oddała do adopcji w szpitalu.

Słuchał jej uważnie, a potem rzekł:

Grażyna już śpi, nie chcę jej budzić. Rano porozmawiamy. Chodź, pościelę ci w pokoju gościnnym.

Trudno było spać wśród dziesiątek porcelanowych aniołków. Ale Anna zasnęła od razu, tuląc córeczkę.

Obudziła się, bo poczuła pustkę. Córeczki nie było. W tej chwili pojęła, że nie potrafi się z nią rozstać. Nigdy nie odda. Miała ochotę zerwać się i zabrać dziecko…

Wstała, ale zanim zdążyła zrobić krok, weszła Grażyna. W ramionach trzymała dziewczynkę.

Masz, uśmiechnęła się. Trzeba nakarmić. Ukołysałam ją, chciałam dać ci pospać, ale długo się nie uda.

Anna karmiła córeczkę, nie mogła spojrzeć na Grażynę. Czego się dowiedziała od męża? Czy już zdecydowali, że ją adoptują? Jak powiedzieć, że ona się rozmyśliła?

Ile lat ma twoja siostra? spytała nagle Grażyna.

Dwanaście odparła Anna ze zdumieniem.

Myślisz, że zgodzi się z nami zamieszkać?

Pytanie było tak zaskakujące, że Anna spojrzała Grażynie w oczy.

Co? nie rozumiała.

Sławek wszystko mi opowiedział. Że nie macie gdzie mieszkać, że ojczym cię wyrzuca. Myślałam, że jeśli siostra zostanie tam, zrobią z niej służącą. Niech zamieszka z nami.

Co znaczy też? z trudem spytała Anna.

Grażyna skinęła głową w stronę figurki przy zdjęciu była sklejona, wyglądała dziwnie, ale można było ją rozpoznać.

Myślę, że to był znak. Musimy wam pomóc. Tutaj jest dużo miejsca, zamieszkajcie z nami. Pomogę ci przy małej. Skończ z tymi głupotami. Matki nie można rozdzielić z dzieckiem.

Anna poczuła takie szczęście i taki wstyd jednocześnie, że policzki znowu jej się zarumieniły.

To jak, zgadzasz się?

Anna kiwnęła głową, chowając twarz w kocyku córeczki, żeby Grażyna nie widziała jej łez.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście − 4 =

Nigdy Cię Nie Oddam. Współczesna opowieść o miłości, stracie i sile rodziny w realiach polskiego życ…