Spadek po byłym mężu albo kaprys teściowej.
Wśród absurdalnych mgieł sennych Ela nie mogła znaleźć początku tej historii wszystko było rozmazane, jakby jakiś stary film na zniszczonej taśmie. Kiedyś, w innym życiu, była żoną alkoholika, Mirosława, który lubił podnosić na nią rękę i rzucać przekleństwa przez szarą, krakowską kuchnię. Rozwód rozdzielił ich dziesięć lat temu. Niedługo po tym syn, Oskar, wyniósł się do Wrocławia, by zbudować swoje życie z dala od ducha ojca i szorstkich wspomnień.
W śnie Ela przypomniała sobie, że nie mieli już żadnych kontaktów: nie było kartek na Święta ani przypadkowych spotkań na ulicy. Oskar nie chciał znać ojca, ojciec nie miał dla niego serca. Byli teraz jak rozdzielone strony książki, której nikt nie zamierza już czytać.
I nagle w to niedzielne przedpołudnie, gdy słońce zalewało parapety ciepłym, złotym światłem, rozdzwonił się telefon. To była wiadomość jak z innego wymiaru: Mirosław nie żyje, zmarł cicho w jakimś tanim łóżku, a w pokoju unosił się tylko zapach starego piwa. Ktoś musiał go pochować. Ela i Oskar zajęli się wszystkim, a pogrzeb, choć prosty, miał w sobie nutę goryczy i ironii jakby cała rzeczywistość była utkanym przez kogoś żartem.
Lecz to nie koniec, bo przy mokrej, krzywej alejce na obrzeżach Chrzanowa, w domu na wpół zagrzebanym w starych lilakach, czekała teściowa Danuta, kobieta, której troskliwość można porównać do zimnego kompotu. Zawsze była nieprzewidywalna, jadowita jak letnie burze i pełna zgryźliwych uwag.
Po powrocie Oskara do Wrocławia codzienne, absurdalne obowiązki spadły na Elę. Odwiedzała Danutę kilka razy w tygodniu, przynosząc siatki z Biedronki zawsze nie takie mleko, za chude kabanosy, za mało ziemniaków. Babcia marudziła, lecz jadła chętnie. Ela rąbała drewno na opał, czuła ból w krzyżu i w rękach, lecz nie miała serca zostawić staruszki samej na pastwę losu. W snach wszystko wydawało się dziwacznie oczywiste przecież nie można zostawiać niedołężnej osoby, nawet jeśli kiedyś raniła i ciągle zaskakiwała.
Mijały tygodnie, przesuwały się jak rozlane farby na obrazie. Po trzech miesiącach, nagle i bez większego spektaklu, Danuta pożegnała się ze światem. W niespodziewanym geście, godnym surrealistycznych opowieści testamencie spisanym na pożółkłej kartce, Ela odnalazła swoje imię i przekazany jej dom wraz z pokaźną sumą złotych, skrzętnie odkładanych przez całe życie Danuty.
Wdzięczność? Może, choć w snach wszystko znaczy coś innego i przychodzi w najmniej logicznych formach.



