*Świetowanie Urodzin: Niezapomniana Kolacja*
Barbara wracała z mężem z restauracji, gdzie świętowali jego urodziny. To była wspaniała noc. Było wielu gości: krewni, koledzy z pracy. Dla Barbary większość z nich była nowymi twarzami, ale skoro Wojciech postanowił ich zaprosić, widocznie byli ważni.
Barbara nie należała do kobiet, które kwestionują decyzje mężów. Nie znosiła awantur i kłótni. Dla niej łatwiej było przytaknąć, niż udowadniać swoją rację.
Barbara, masz gdzieś klucze do mieszkania? Możesz wyjąć?
Otworzyła torebkę i zaczęła szukać. Nagle poczuła ostry ból i gwałtownie cofnęła rękę, upuszczając torbę na ziemię.
Dlaczego krzyknęłaś?
Coś mnie ukłuło.
W twojej torebce jest tyle rupieci, że nic dziwnego.
Nie sprzeczała się. Podniosła torbę i ostrożnie wyjęła klucze. W mieszkaniu już zapomniała o zdarzeniu. Nogi bolały ją ze zmęczenia marzyła tylko o gorącej kąpieli i łóżku. Rano obudził ją przeszywający ból w dłoni. Palec był czerwony i spuchnięty. Wtedy przypomniała sobie o wczorajszym ukłuciu i zajrzała do torebki. Przebierając przedmioty, na samym dnie znalazła dużą, zardzewiałą igłę.
Co to jest?
Nie rozumiała, skąd się tam wzięła. Wzięła dziwne znalezisko i wyrzuciła do śmieci. Potem sięgnęła po apteczkę, by opatrzyć ranę. Po zabandażowaniu palca poszła do pracy. Ale już w porze obiadowej miała gorączkę.
Zadzwoniła do męża:
Wojtek, nie wiem, co się dzieje! Chyba złapałam jakąś infekcję. Mam gorączkę, boli mnie głowa, całe ciało. Wyobraź sobie, znalazłam zardzewiałą igłę w torebce to nią się ukłułam.
Może lepiej idź do lekarza? To może być tężec albo poważne zakażenie.
Nie przesadzaj. Oczyściłam ranę, będzie dobrze.
Ale zamiast poprawy, było tylko gorzej. Ledwo dotrwała do końca zmiany, zanim wezwała taksówkę. Wiedziała, że nie da rady jechać komunikacją. W domu runęła na kanapę i zasnęła.
Śniła się jej babcia Zofia, która zmarła, gdy Barbara była mała. Nie wiedziała, skąd zna tę twarz, ale była pewna to ona. Choć jej wygląd mógł przestraszyć, Barbara czuła, że babcia przyszła pomóc.
Prowadziła ją przez pole, pokazując zioła, które trzeba zebrać. Wytłumaczyła, że trzeba zrobić napar, by oczyścić ciało. Powiedziała, że ktoś życzy Barbarze źle. Ale by to zwalczyć, musi przeżyć. Czas uciekał.
Barbara obudziła się zlana zimnym potem. Wydawało jej się, że spała godzinami, ale zegar wskazywał zaledwie kilka minut. Usłyszała, jak otwierają się drzwi Wojciech wrócił. Zsunęła się z kanapy i wyszła do przedpokoju. Na jej widok mężczyzna zaniemówił:
Co się z tobą dzieje? Spójrz w lustro!
Barbara podeszła do lustra. Wczoraj widziała w nim uśmiechniętą, młodą kobietę. Teraz patrzyła na kogoś obcego: rozczochrane włosy, sine podkrążone oczy, blada twarz bez wyrazu.
Co się ze mną dzieje?
Wtedy przypomniała sobie sen i powiedziała mężowi:
Śniła mi się babcia. Powiedziała, co mam zrobić
Barbara, ubierz się, jedziemy do szpitala.
Nigdzie nie jadę. Babcia mówiła, że lekarze nie pomogą.
Wybuchła kłótnia. Wojciech nazwał ją wariatką, drwił, że majaczy o nieznajomej staruszce. Po raz pierwszy pokłócili się tak ostro. Mężczyzna nawet próbował siłą wyciągnąć ją z domu.
Jeśli nie pójdziesz dobrowolnie, zabiorę cię na siłę.
Ale Barbara się wyrwała, straciła równowagę i uderzyła się. Wojciech wpadł w jeszcze większą złość, chwycił jej torebkę, trzasnął drzwiami i wyszedł. Jedyne, co zdążyła zrobić, to wysłać szefowi wiadomość, że ma wirusa i zostanie w domu.
Wojciech wrócił koło północy, przepraszając. Barbara odpowiedziała tylko:
Zabierz mnie do wsi, gdzie mieszkała moja babcia.
Rano wyglądała jak żywy trup. Wojciech błagał:
Barbara, nie bądź głupia, jedźmy do szpitala. Nie chcę cię stracić.
Ale pojechali. Barbara pamiętała tylko nazwę wioski nie była tam od lat, gdy rodzice sprzedali dom babci. Całą drogę spała. Gdy dojeżdżali, obudziła się i wskazała kierunek:
Tam.
Z trudem wyszła z samochodu i osunęła się na trawę. Ale wiedziała, że to to miejsce z jej snu. Znalazła zioła, które pokazała jej babcia, i wrócili do domu. Wojciech zaparzył napar według jej wskazówek. Piła małymi łykami, z każdym czując się lepiej.
Ledwo dotarła do łazienki. Gdy wstała, zobaczyła, że jej mocz jest czarny. Ale nie przeraziło jej to. Powtórzyła słowa babci:
Zło odejdzie
Tej nocy znów śniła się babcia Zofia. Tym razem uśmiechała się. Potem zaczęła mówić:
Przeklęto cię przez zardzewiałą igłę. Napar cię wzmocni, ale nie na długo. Musimy znaleźć sprawcę i odesłać mu zło. Nie wiem, kto to był nie widzę. Ale to coś związanego z twoim mężem. Gdybyś nie wyrzuciła igły, powiedziałabym więcej. Ale
Zrób tak. Kup paczkę igieł i na największej wypowiedz zaklęcie: *Duchy nocy, niegdyś żywi! Słuchajcie mnie, widma mroku, ujawnijcie prawdę. Otoczcie mnie! Pokażcie, pomóżcie, znajdźcie mojego wroga*. Włóż tę igłę do torby Wojciecha. Ten, kto rzucił urok, ukłuje się i wtedy poznamy jego imię.
Po tych słowach babcia rozpłynęła się jak mgła. Barbara obudziła się, wciąż słaba, ale pewna, że wyzdrowieje. Babcia jej pomoże.
Następnego dnia Wojciech został w domu, by ją pilnować. Zdumiał się, gdy oznajmiła, że idzie do sklepu sama.
Barbara, nie dramatyzuj, ledwo stoisz. Pójdziemy razem.
Wojtek, ugotuj mi zupę. Strasznie jestem głodna po tej chorobie.
Zrobiła wszystko, jak kazała babcia. Wieczorem zaczarowana igła była w torbie Wojciecha. Przed snem zap



