Obca żona
Ledwo poznał Zosię, Szymon zrozumiał, że świat już nigdy nie będzie taki sam. Nigdy jeszcze tak nie ciągnęło go do kobiety. Szkopuł w tym, że była mężatką. I to nie wszystko!
Z jej mężem, Markiem, znali się od studiów. Nie byli nierozłączni, ale utrzymywali kontakt, spotykali się na imprezach u wspólnych znajomych.
Właśnie na jednym z takich spotkań Marek ich przedstawił: „Zosia, moja żona”. Szymon osłupiał – nie miał pojęcia, że kolega się ożenił.
Okazało się, że para zrezygnowała z hucznego wesela, ograniczając się do urzędowej ceremonii. Marek uznał, że szkoda złotych na fanaberie – lepiej przeznaczyć je na podróż. Zawsze słynął z oszczędności, wolał gromadzić niż wydawać.
„A co z wieczorem kawalerskim, białą suknią i zdjęciami do albumu?” – zdziwił się Szymon.
„Och, znasz mnie – nie cierpię tych formalności” – mruknął Marek. „Kawalerski możemy urządzić kiedy chcemy. Prawda, Zoś?”
Żona skinęła głową, lecz w jej oczach przemknął cień niezadowolenia.
„Nie lubi pani białych sukien?” – Szymon nie odpuszczał.
„Lubię” – odparła szczerze Zosia. „Ale decyduje mąż. Uznał, że to głupie wydatki. Czytał gdzieś, że im huczniejsze wesele, tym szybszy rozwód.”
„No proszę” – zaśmiał się Szymon. „A ślub bez wesela to gwarancja trwałości?”
„Zobaczymy” – uśmiechnęła się, a jej wzrok stał się mglisty, jakby w przyszłości dostrzegała siebie jako szczęśliwą żonę.
Właśnie wtedy Szymon spojrzał w jej oczy. I utonął.
Cały wieczór gadali bez końca, odkrywając wspólne pasje. Marek co chwilę znikał – załatwiał sprawy służbowe przez telefon. Zosia zdawała się nie przejmować, że mąż zostawia ją samą.
To Szymona dziwił ten układ. Przyjść na imprezę z młodą żoną i zajmować się czymś innym?
„Marek nie boi się tak panaią zostawiać?” – spytał w końcu.
„Nie rozumiem?”
„Piękna kobieta, cały wieczór sama… Ktoś mógłby panią… No, wie pani. Albo on nie zazdrosny?”
„O mnie?” – zdziwiła się. „Nieee! Marek jest żonaty z pracą.”
„Nie obraża się pani?”
„Na co? Że praca jest dla niego ważniejsza? To normalne.”
„Zatańczymy?”
„Czy to pytanie?”
Tej nocy Szymon poczuł niepokój. Między nimi iskrzyło.
Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Raczej… dziwna harmonia słów i uczuć.
Do tego Zosia miała w sobie urzekającą zwyczajność. Nie klasyczna piękność, lecz nieuchwytne połączenie cech tworzących wyjątkowy obraz. Szymon nie mógł się nacieszyć jej towarzystwem.
Dwa tygodnie później Marek zadzwonił:
„Ratuj! Mieliśmy z Zośką iść na koncert, ale w robocie armagedon – bilet się marnuje. Idź z nią, co?”
„Żartujesz? Nie ma koleżanek?”
„Uwierz – nie! To ona ciebie wytypowała.”
„I gdzie ty takie cudo znalazłeś?”
„Jak to?”
„No myślałem, że takie już nie istnieją: nie marudzi, nie obraża się, koleżanek zero. Gotować też lubi?”
„Ha, ha, miejsca trzeba znać!” – Marek się uśmiał. „Przywiozłem ją z głębokiej prowincji. Teraz ciągnie ją do kultury. Dasz radę?”
„Dam. Ale uważaj – pierwszy i ostatni raz.”
Szymon z Zosią spędzili cudowny wieczór. Znów gadali bez końca. Namówiła go nawet na wystawę:
„Marek zawsze zajęty, a ja tu nikogo nie znam. Jak znajdę pracę, będzie łatwiej.”
Co miał robić?
Po trzecim spotkaniu (tak, już tak to postrzegał) postanowił unikać Zosi. Cudza żona – tabu. Punkt.
Jednak całkiem się nie widywać nie mogli – urodziny w ich kręgu świętowano wspólnie.
Na jednej z imprez Zosia usiadła obok niego i spytała prosto:
„Szymon, unikasz mnie? Coś źle powiedziałam? Myślałam, że świetnie się razem czujemy.”
„Tak jest. Tylko… czasu brak. I nie wypada. Skromność nie pozwala mi częściej bawić cudzej żony.”
Zosia się rozśmiała:
„Marek jest tylko za!”
„Za czym?” – mąż oderwał się od dyskusji o wędkarstwie.
„Żeby Szymon chodził ze mną na wystawy” – odparła bez zmieszania.
„Ile wlezie!” – Marek spojrzał przyjacielowi w oczy. „Na ryby nie chce – zapraszałem.”
Od tamtej pory spotykali się sporowo. „Przecież możemy być tylko przyjaciółmi?” – przekonywał siebie Szymon. Trzymanie emocji w ryzach było trudne, ale zaufanie Marka działało jak hamulec.
Minęły dwa lata. Szymon wciąż przyjaźnił się z parą. Próbował związków, lecz nic nie wychodziło.
Pewnego dnia Zosia zadzwoniła zapłakana. Okazało się, że w małżeństwie od dawna wrze. Ona pragnęła dziecka, on – stanowczo nie. Oddalili się od siebie:
„Wczoraj tak na mnie krzyczał, że ściany drżały” – skarżyła się. „Teraz zazdrosny o wszystkich, nawet o ciebie. Boi się, że odejdę. Szczerze? Trochę się go boję.”
„Rzuca się?” – Szymon się spiął.
„Nie, ale awanturuje się non stop. Pić zaczął. Mówi, że stres z pracy. Nie wiem, jak długo wytrzymam.”
Szymon słuchał w milczeniu, gdy nagle ogarnął go strach. W głowie kołatała myśl: „A jeśli się rozwiodą?” Wtedy mógłby wyznać uczucia.
Lecz Zosia dodała:
„Czemu Marek i ja jesteśmy tak różni? Byłoby prościej, gdybym kochała… nie wiem, ciebie.”
Zamroziła go. W jednej chwili stracił złudzenia. Przez cały czas myślał tylko o sobie. Nie przyszło mu do głowy, że Zosia nic nie czuje. Byli przyjaciółmi!
Gdy się uspokoiła, obiecał porozmawiać z Markiem. Odprowadzając ją, poczuł ulgę – jak po wyrwaniu zęba. Ból, ale świadomość, że przyniesie to ukojenie.
Rozmowa z Markiem się nie udała. Ten wręcz pałał zazdrością:
„Nie wtrącaj się” – warknął. „I skończcie z tymi wystawami.”
Po paru miesiącach Szymonowi odezwała się szkolna miłość, wracająca z Londynu. Rozgorzała korespondencja, jakby nie minęło dziesięć lat. Przestał myśleć o Zosi. Traf chciał, że na urodzinach znajomego spotkali parę.
Szymon nie odstępował towarzyszki, lecz gdy próbował ją pocałować, odsunęła się:
„Nie. Widziałam, jak na nią patrzysz. Coś między wami jest. Innych możesz oszukać, ale ja znam cię od dziecka.”
Gdy już zasypiał, zadzwonił telefon:
„Przyjedź, proszę” – szeptała Zosia. „Marek oszalał. Pijany, zamknęłam się w łazience. Grozi, że wyważy drzwi.”
Szymon wezwał taksówkę. Bał się, że będzie musiał wzywać policję, lecz Marek otworzył.
„Oto ratownik” – warknął, próbując go uderzyć. Szymon uniknął ciosu.
„Mam dość!” – ryknął Marek. „Szymon tu, Szymon tam… Masz ją! Zabieraj!”
Szymon spojrzał na niego z politowaniem:
„Jesteś głupi. Zosia nigdy mnie nie kochała.”
Marek znów zamachnął się…
„Prześpij się” – Szymon pokiwał głową. „Zosia dziś jedzie ze mną. Zadzwoń, jak wytrzeźwiejesz.”
W taksówce spytał przerażoną kobietę:
„Masz gdzie się przespać?”
„U ciebie nie mogę?”
„To kiepski pomysł.”
„Może masz rację” – szepnęła. „Ale w jednym się mylisz. Kocham cię. Przy tobie czuję…”



