Niewdzięczna synowa

– No i znowu ta twoja mina! – zirytowała się Barbara Zofia Nowak. – Choćbyś raz podziękowała! Zamiast grymasów, wdzięczność by się przydała!

Kinga spojrzała na teściową, ledwie powstrzymując gniew. Jakże miała dość ciągłego wtrącania się matki Krzysztofa w ich życie pod pretekstem pomocy.

Tego dnia przyniosła do mieszkania kota, choć nikt jej o to nie prosił. Kilka dni wcześniej przez nowych sąsiadów, remontujących dawno opuszczone mieszkanie, zalęgły się karaluchy. Gdy Krzysztof wspomniał o tym matce, ta postanowiła działać. Tylko jaki sens miał Mruczek w tej sytuacji?
Śledźcie nas na social media!

– Karaluchy to nie korniki, po co nam kot?

– Jak to po co? Każdy wie, że koty łapią karaluchy! – oświadczyła teściowa z przekonaniem.

– Całe życie miałam koty i żaden nie polował na karaluchy! – zaprzeczyła synowa, kręcąc głową. – I wcale nie o to chodzi. Zapomniałaś, że Krzysztof ma alergię na sierść!

– Trochę się pomęczy dla wspólnego dobra!

– Nie, pani Barbaro. Zabierze pani tego kota tam, skąd go wzięła. Gdybyśmy chcieli zwierzaka, sami byśmy go adoptowali! – odcięła się Kinga.

– To nie ty decydujesz! Krzysztof zaraz wróci z pracy, on nas rozsądzi.

Po pół godzinie mąż wrócił do domu. Przez cały ten czas teściowa biegała z Mruczkiem po mieszkaniu, szukając karaluchów, choć Kinga już wczoraj rozłożyła trutki i pułapki.

Barbara nie znalazła ani jednego owada, lecz upierała się, że nocą na pewno wypełzną. Wtedy Mruczek pokaże, na co go stać. Nawet imię mu wymyśliła…

Krzysztof początkowo nie zauważył nowego lokatora. Zdjął kurtkę i ruszył do łazienki umyć ręce, lecz nadepnął bosą stopą na mokrą plamę.

– Kochanie, rozlałaś coś? – zawołał, odkręcając kran.

Żona podbiegła, a zobaczywszy kałużę, od razu zrozumiała sprawcę.

– To twoja mama nasikała!

– Co? – zaśmiał się. – Przecież toaleta obok!

– To jej nowy sposób, by uprzykrzyć nam życie! – westchnęła Kinga.

– Co się znów stało?

– Zaraz ci opowie. A skarpetki lepiej spal!

– Spalić?

Krzysztof zdjął skarpetkę i powąchał. Zapach był znajomy, ale… Fuj!

Wytarł podłogę, ponownie umył ręce i stopy, po czym wszedł do kuchni. Matka głaskała za uchem szarego dachowca o zawziętym spojrzeniu.

– Mamo?

– Synku, zaraz wszystko wyjaśnię! Pamiętasz karaluchy? Mruczek je wytropi! Gwarantuję!

Krzysztof słuchał, mrugając zdziwiony, aż gwałtownie kichnął. Potem drugi, trzeci raz.

– Widzi pani? Zanim Mruczek złapie karaluchy, pani syn się udusi! – zaperzyła się Kinga. – Nie bez powodu nie mamy zwierząt!

– Przetrzyma! – burknęła teściowa.

Mąż kichnął po raz czwarty i nie wytrzymał.

– Mamo, zabierz tego kota! Natychmiast!

– Synku, a karaluchy?

– Wynoś go, mówię! Szybko!

Barbara cmoknęła z irytacją i wyszła do klatki schodowej. Wypuściła Mruczka, po czym wróciła do kuchni.

– Nie narzekajcie później, gdy karaluchy zaleją wam mieszkanie!

– U nas kurz się nie zbiera! – wtrąciła Kinga.

– Zamknij się lepiej! Nawet nie potrafisz docenić mojej pomocy! – obraziła się teściowa.

– A skąd w ogóle wzięłaś tego kota? Wygląda na domowego!

– Siedział pod śmietnikiem! – mruknęła Barbara. – Tymczasowo go… pożyczyłam…

Kinga zacisnęła zęby. Typowe dla teściowej – porwać obcego kota i wtargnąć z nim do ich domu. Ekscentryczna do bólu, jeśli nie powiedzieć, że ma nierówno pod sufitem.

– Mamo, może przestaniesz nam „pomagać”? – zapytał Krzysztof.

Kinga wielokrotnie narzekała na jego matkę. Kobieta miał talent do doprowadzania innych do białej gorączki. Niedawno, gdy wyjechali na weekend w Bieszczady, Barbara postanowiła rozmrozić ich lodówkę. Uznała, że synowa zaniedbuje sprzęt, więc wyłączyła go i wyjęła wszystkie szuflady.

Oglądała telewizję, aż zasnęła. Obudził ją telefon męża, który poprosił o pierogi na kolację. Zostawiła lodówkę otwartą i pobiegła do siebie. Nazajutrz para wróciła wcześniej i zastała mieszkanie cuchnące zepsutym jedzeniem.

Najboleśniejsza była strata dwóch kilogramów kawioru z Podhala, który matka Kingi przywiozła w prezencie. Do tego sześć wędzonych troci i trzy morskie okonie – wszystko do wyrzucenia.

Teściowa oczywiście nie przeprosiła. Po tym incydencie Krzysztof zabrał jej klucze, lecz Barbara i tak znajdowała sposoby, by „pomagać”. Kiedyś kupiła przecenioną śledziową sałatkę w Biedronce. Krzysztof zjadł niemal całą, nie sprawdzając daty. Skutek? Trzy dni gorączki i wizyta pogotowia.

Dwa tygodnie wcześniej Barbara poprosiła o wykąpanie się u nich podczas awarii wody. Przyniosła własny, żrący proszek do czyszczenia i zniszczyła akrylową wannę.

– Po co pani to zrobiła? – wyrzucała Kinga. – Umyłam ją przed pani przyjściem!

– Ta twoja „czystość” to lipa! – odcięła się teściowa.

Teraz oszczędzali na nową wannę, a tu kolejny problem z karaluchami i kotem. Kinga miała dość.

– Pani Barbaro, może przestanie pani nas „wspierać”? – zapytała stanowczo. – Jesteśmy dorosłymi ludźmi. Sami damy radę!

– O, proszę! Niewdzięczna synowa! Powinnaś się modlić za moją troskę! A ty tylko się krzywisz!

– Za co? Za kawior spłukany w toalecie? Za zniszczoną wannę? Za zatrucie własnego syna? I to nie koniec pani „dokonań”! Może wystarczy?

– To już mam nie przychodzić? – fuknęła Barbara.

– Świetny pomysł! My będziemy odwiedzać panią!

– Tak, mamo, popieram!

– I ty też? – warknęła na syna. – Tego się nie spodziewałam! Dobrze! Nigdy więcej mnie nie zobaczycie!

Teściowa wybiegła do przedpokoju, licząc, że ją zatrzymają. Lecz małżonkowie nawet nie wstali. Gdy drzwi się zamknęły, odetchnęli z ulgą. Krzysztof cały wieczół kichał, Kinga sprzątała kocie ślady, ale przynajmniej uwolnili się od „pomocnej” teściowej. Niech się obraża. Ważne, że u siebie…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × jeden =

Niewdzięczna synowa