NIEWDZIĘCZNA
Kasia, my chcemy jeść! Dość już leżeć! nad uchem rozległ się niezadowolony głos męża.
Głowa pękała, gardło strasznie bolało, nos zatkany! Próbowała wstać ciało jak z waty. Nic dziwnego, że zachorowała.
Cały tydzień panował upał, a wczoraj pod wieczór zaczął padać deszcz ze śniegiem. Wiosna Taksówkę nie dało się złapać, co w taką pogodę nikogo nie dziwi. Musiała wracać z pracy autobusem. 30 minut czekała na przystanku, a i tak wsiadła do przepełnionego. Ledwo się wcisnęła, i to już był sukces. Potem jeszcze kawał drogi pieszo od przystanku.
A przecież prosiła męża, żeby ją podwiózł.
Kasieńko, byliśmy z Wojtkiem u mamy. Będziemy późno oznajmił jej Marek.
Jak zwykle
W rezultacie Kasia dotarła do domu późno, przemoczona i zmarznięta.
Spojrzała na zegarek 8 rano. Sobota.
Marku, przynieś termometr, proszę! poprosiła.
Co? Zachorowałaś? zdziwił się Marek. A co ze śniadaniem?
Zróbcie sami? jęknęła.
Jak to sami? nie zrozumiał. A Wojtek?
Chłopak ma 10 lat! I ty jesteś dorosłym facetem. Zróbcie jajecznicę? Niech ci syn pomoże. Uczyłam go gotować, już duży.
Uczyłaś go gotować? wykrzyknął.
No. A co w tym złego? Całe daje w telefonie. Nic mu się nie chce. wzruszyła ramionami.
Oszalałaś? Toż to chłop! Facet nie ma obowiązku gotować, ani się tego uczyć! To wasze, babskie sprawy! wściekł się. Dobrze, jedziemy do rodziców, skoro nie masz dla nas czasu. Wrócimy jutro wieczorem.
I mężczyźni, szybko się spakowawszy, odjechali.
Kasia z trudem wstała, znalazła termometr, włączyła czajnik i zamyśliła się
*Kiedy to się stało? Kiedy przegapiła moment, w którym mógł samodzielnie zrobić jej kanapkę, kiedy w chorobie troszczyli się o siebie nawzajem? Kiedy nagle cały dom spadł na jej barki?*
Termometr zapikał 39,2.
Wzięła leki i wróciła do łóżka.
Obudził ją telefon. Dzwoniła mama:
Kasieńko, czemu nie odbierasz? Już się martwiłam! niepokoiła się Wanda.
Mamuś, trochę mnie rozkłada. Wzięłam coś i zasnęłam zachrypiała.
Trochę? A Marek gdzie? Z Wojtkiem znowu u teściowej? warknęła.
Wyjechali. Żeby się nie zarazić. odparła bez życia.
Wierzysz w to? Żeby się nie zarazić Powiedz lepiej, żeby zmywarki nie musiał obsługiwać! zirytowała się.
Mamo! chciała zaprotestować, ale ta ją uciszyła. I tak wiedziała, o co chodzi.
Nie „mamo”! Mam prawo być zła. Wydawałam cię za mąż, a nie w niewolę! Temperaturę mierzyłaś?
Była wysoka. Teraz trochę lepiej. Ale sił brak. poskarżyła się.
Leż! Tata po ciebie jedzie. Niedobrze tak samej. Czekaj. i Wanda się rozłączyła.
Kasia wstała, umyła się, spakowała laptop i czekała na ojca.
Ojej! złapał się za serce, gdy ją zobaczył.
Co, tato?! przestraszyła się.
A! To ty! odetchnął, zabierając torbę. Myślałem, że śmierć przyszła! Blada jak ściana!
Tato! Po co tak straszysz? uśmiechnęła się. Jedziemy?
Jedziemy. Trzymaj się mnie, bo cię wiatr porwie! pomógł jej wsiąść do samochodu. Chuda jak patyk. Twoja matka ma rację wyglądasz, jakby cię ktoś wyzyskiwał. Wybacz, ale prezentujesz się kiepsko.
Nie protestowała. Była zmęczona.
U rodziców było ciepło, wygodnie i smacznie. Wanda wzięła się za córkę na poważnie i do wieczora Kasia poczuła się lepiej.
Zadzwoniła do Marka, żeby powiedzieć, że nie ma jej w domu. Usłyszała leniwie:
No i co mi chcesz powiedzieć? Leki ci nie przywiozę. Wypiłem piwo z tatą. Co? Sobota! Oglądamy mecz. Mama chce z tobą pogadać. i przekazał słuchawkę.
Kasia! Kobieta nie może sobie pozwalać na chorowanie! Mężczyźni muszą być najedzeni, w cieple i bez przeszkód! A ty? Zachorowała Wzięła tabletkę i do widzenia! sarkastycznie pouczała ją teściowa.
Wanda, przechodząc obok, wyrwała telefon:
Kochana swacho! Twój syn to kaleka? Chory? Jaki musi być, żeby go tylko karmić i nie ruszać? oburzyła się.
Co za bzdury! Po prostu faceci tacy są! teściowa nie spodziewała się jej głosu. Marek, co tam?
A co? o ząb! Córkę leczę. Bo prawdziwy mężczyzna nie potrafi żonie kupić leków piwko ważniejsze Żona chora, a on wniebowzięty. swachy się nie znosiły.
Głupoty! Wyjechali, żeby Kasi nie zawracać głowy. prychnęła teściowa. Jakaś księżniczka z niej! Zdrowa dziewczyna, tylko leniwa. Zapomniała o swoich mężczyznach! A to przecież rodzina! Ja się o nich zatroszczę! A twoja córka to niewdzięcznica!
Wanda milczała, patrząc na wyłączoną komórkę.
Córciu, na co ci to? Jesteś jeszcze młoda! To już przesada.
Wtem przyszła wiadomość od męża:
»Kasia, przelej kasę. Do wypłaty brakuje. Wydałem na Wojtka. Sam musiałem opłacić jego zajęcia i ubrania!»
*A przecież cały miesiąc rachunki i jedzenie płaciłam ja. Normalnie?* osłupiała.
»Słusznie. Mieszkanie twoje! Przelewaj, idę do sklepu!»
»Nie mam. Wydałam na leki.» skłamała.
»Jak to nie? Twoja choroba drogo nas kosztuje! Pożycz od rodziców.»
»Poproś swoją mamę.»
»Nie zrozumiałaby, gdzie moja wypłata poszła.»
»Ja też nie.»
»Facet ma swoje potrzeby! Nie muszę się tłumaczyć! Przelewaj!»
»Nie przeleję.»
W odpowiedzi posypały się obelgi: skąpa, niewdzięczna, zła matka. Wyłączyła dźwięk.
Nazajutrz rano Marek zadzwonił:
Kasia, zostajemy



