Niepokorna
Dziewczynka o imieniu Weronika od najmłodszych lat marzyła, by zostać lekarzem. Mieszkała z rodzicami w małej wsi, a do szkoły biegała trzy kilometry do pobliskiego miasteczka, gdzie stała nie tylko szkoła, ale i przychodnia, poczta, a nawet trzy sklepy.
Szkoła była nowa i przestronna, a Weronika uczyła się z zapałem wszystko przychodziło jej z łatwością. Właśnie kończyła piątą klasę.
Weronka, wstawaj! Co ty się tak wylegujesz? krzyknęła matka, wchodząc do domu z wiadrem pełnym mleka, które przed chwilą wydoiła od krowy. Spóźnisz się do szkoły! Budziłam cię, jak szłam do obory!
O rany, mamo, prawda! zerwała się Weronika i w ciągu dwóch minut umyła się, ubrała, złapała tornister i wybiegła z domu bez śniadania. Tylko zdążyła schwycić dwa racuszki, które matka, Barbara, wcisnęła jej w pośpiechu do ręki.
Bieg przez trzy kilometry to nie przelewki. Liczyła przydrożne słupy telegraficzne, biegła sama, bo reszta dzieci dawno już dotarła na lekcje. Czasem zwalniała, by złapać oddech, ale zaraz znów pędziła.
Spóźnię się, na pewno spóźnię myślała z niepokojem.
Wpadła do szkoły równo z dzwonkiem, wbiegła na pierwsze piętro i wparowała do klasy. Ledwo zdążyła usiąść, gdy weszła pani Halina, nauczycielka języka polskiego.
Weronika, co ty, jakby cię wilki goniły? szepnęła Kasia, jej koleżanka z ławki. Zaspałaś? Nigdy ci się to nie zdarza.
No, zaspałam odszepnęła i zaczęła się lekcja.
Tego dnia w szkole wszystko było jak zwykle. Po nauce Weronika wróciła z koleżankami do wsi, a po drodze dołączyli do nich chłopcy, popychając się i żartując. Wesoła gromadka dotarła w końcu do domu.
Klucz, jak zwykle, leżał pod gankiem. Weronika otworzyła drzwi, zdjęła buty i wpadła do środka. Zazwyczaj o tej porze nikogo nie było ojciec w pracy, matka roznosiła pocztę. Gdy już miała iść do swojego pokoju, usłyszała z małej izby przeraźliwy kaszel. Zamarła w miejscu.
Kto to? przemknęło jej przez myśl. Duch? Mama kiedyś opowiadała o duchach, ale Weronika się wtedy śmiała, nie wierząc w takie bajki.
Wpadła do swojego pokoju i zatrzasnęła drzwi. Przebrała się, nasłuchując. Gdy tylko wyszła, by zjeść obiad, kaszel znów się odezwał wyraźnie męski.
Tata jest w pracy Kto to może być? bała się zajrzeć za zasłonę, oddzielającą pokój.
Ledwo co przegryzła, gdy wybiegła z domu, mając nadzieję spotkać matkę. Rozejrzała się po ulicy nikogo. Usiadła na ławce. Właśnie przechodził Michał, sąsiad, uczeń siódmej klasy, z którym czasem szli razem do szkoły.
Michał! zawołała, machając ręką. Chodź no tu!
Co tam? zapytał.
U nas w domu ktoś kaszle. Boję się. Nikogo nie ma w domu.
Jak to kaszle? Kto?
No właśnie, nie wiem. Rano nikogo nie było, a teraz słychać. Chodź ze mną, dobrze?
No dobra zgodził się i weszli razem.
Nasłuchiwali cisza. Weronika wskazała na zasłonę. Michał odsunął ją i zajrzeli. Na łóżku leżał wychudzony mężczyzna, skóra i kości.
Dzień dobry, a pan kto? spytała Weronika, chowając się za Michałem.
Dzień dobry zachrypiał. Jestem Stanisław, twój wujek.
Weronika nie pamiętała żadnego Stanisława. Zasłonili zasłonę i wyszli.
No cóż, twój wujek, a ty się bałaś. Dobra, idę, mama czeka.
Weronika ledwo doczekała się powrotu matki. Zasypała ją pytaniami.
To twój wujek Stanisław, mój młodszy brat. Siedział długo w więzieniu, dopiero wyszedł, chory. Byłaś mała, kiedy go widziałaś ostatnio. Ledwo do nas dotarł, a twój ojciec powiedział: Niech zostanie, niech się pozbiera, może zioła mu pomogą. Ale nie wiem chyba nie przeżyje.
Stanisław, młodszy brat Barbary, od dzieciństwa był rozrabiaką. Gdy miał szesnaście lat, z kolegami włamał się do sklepu w miasteczku. W kasie nie było pieniędzy, ale ukradli cukierki, ciastka, papierosy i wódkę. Schowali łup w opuszczonej leśnej chacie i upili się. Szybko ich złapali, a Stanisław dostał trzy lata najpierw w poprawczaku, potem w więzieniu. Tam narozrabiał jeszcze bardziej i teraz wrócił w wieku dwudziestu pięciu lat, ledwo żywy.
Weronika długo nie mogła zasnąć, słysząc kaszel wuja. Przypomniała sobie staruszkę Jadwigę, znaną w okolicy zielarkę, która leczyła ziołami.
Trzeba ją odwiedzić po szkole pomyślała. Może zna jakieś zioła, które pomogą.
Nazajutrz poszła do staruszki.
Dzień dobry, babciu Jadziu, muszę uratować wujka. Jest bardzo chory, może nawet umrzeć.
Staruszka posadziła ją przy stole, nalała herbaty i podsunęła talerz z pierogami.
No, kochanie, opowiadaj wysłuchała uważnie historii.
Potem wstała, wyjęła z półek woreczki z suszonymi ziołami i coś zapisała na kartce.
Masz, wszystko dokładnie rozpisałam, jak parzyć i podawać. Każdy woreczek jest podpisany.
Dziękuję, babciu! ucieszyła się Weronika. Zrobimy tak.
Wróciła do domu, a wkrótce przyszła matka.
Mamo, patrz, co dostałam od babci Jadzi! Będziemy leczyć wujka Stasia ziołami. Dała też słoiczek miodu. Ja się nim zajmę!
Barbara tylko skinęła głową, ale nie powiedziała nic nie wierzyła w zioła. Każdego ranka Weronika wstawała wcześniej, parzyła napary i stawiała je wujkowi na stołku przy łóżku, tłumacząc, co i kiedy wypić.
No, Weronka, niepokorna jesteś uśmiechał się Stanisław, patrząc na siostrzenicę z wdzięcznością.
Weronika znów odwiedziła staruszkę, opowiadając o postępach.
Dobrze robisz, dziecko. Niech powoli wstaje, niech siada, potZ biegiem czasu Stanisław odzyskał siły, ożenił się z wdową Martą, zostawił za sobą cienie przeszłości, a Weronika, spełniwszy marzenie, leczyła ludzi w szpitalu w Krakowie, zawsze znajdując czas, by odwiedzić rodzinę w rodzinnej wsi.



