**Nieugięty**
Po rozwodzie i podziale mieszkania Beata musiała się przeprowadzić na niemalże obrzeża Wrocławia. Dostała dwupokojowe mieszkanie, które prawdopodobnie nie widziało remontu od dziesięcioleci. Tak przynajmniej wyglądało na pierwszy rzut oka. Ale Beata była z tych kobiet, których nic nie przeraża. Życie z mężem-tyranem zahartowało ją na dobre.
Przed zakupem obejrzała mnóstwo ofert, ale wszystkie okazały się zbyt drogie. To mieszkanie pasowało jej ceną.
Tu mieszkała nasza babcia wyjaśniła młoda, sympatyczna dziewczyna. Rodzice zabrali ją do siebie, bo jest już chora, a mieszkanie postanowili sprzedać. Trochę tu daleko, dlatego mnie nie interesuje. Tata obiecał dołożyć, żebym mogła kupić coś bliżej nich.
Beata przyglądała się dziewczynie, a ta ciągnęła dalej:
Wiem, że bez remontu, ale cena jest do negocjacji.
Tak właśnie Beata stała się właścicielką tego mieszkania, które wręcz błagało o odnowienie. Dodatkowym plusem było to, że jej biuro znajdowało się tylko trzy przystanki tramwajem. Dotarcie tam zajmowało jej około czterdziestu minut.
Tomasz, jej były mąż, był prawdziwym tyranem. Zdała sobie z tego sprawę dopiero po pięciu latach małżeństwa, gdy już mieli syna. O rozwodzie pomyślała po kolejnej awanturze. Była z natury gospodarna w domu zawsze panował porządek, ale gdy Tomasz wracał pijany, wszystko wylatywało w powietrze. Talerze, wazy, ubrania.
Czego siedzisz?! Wstawaj i sprzątaj! ryczał, gdy jego gniew przygasł.
Lubił patrzeć, jak Beata sprząta, choć mieszkanie było spore. Kiedyś wykupił sąsiednią kawalerkę i powiększył swoją dwupokojówkę. Ona dbała o wystrój, utrzymywała czystość, gotowała z sercem. Ale tych wybuchów wściekłości już nie znosiła. Bała się, choć na szczęście nigdy nie podniósł na nią ręki.
Na początku zdarzały się rzadko, lecz z czasem coraz częściej. Gdy syn wyjechał na studia do Krakowa, postanowiła się rozwieść. Przeszła wiele, ale w końcu została sama. Starała się, by Tomasz nie dowiedział się, gdzie kupiła mieszkanie. Pieniędzy starczyło na zakup i nawet na remont. Wzięła dwutygodniowy urlop, żeby wszystko ogarnąć.
Remont zrobię sama. Instalacja jest sprawna, widać, że niedawno wymieniana. Tapety przykleję, coś przemaluję. Jeśli trzeba, znajdę jakiegoś fachowca z ogłoszenia. Najpierw trzeba zrobić sufit podwieszany westchnęła, patrząc na odchodzącą farbę.
Szybko znalazła specjalistę od sufitów, który skończył pracę w kilka dni. Kupiła tapety, klej. Zabrała się do roboty z energią, bo w końcu remontowała dla siebie. Pomogła jej przyjaciółka Ewa. Gdy skończyły, obie były zachwycone.
Basiu, masz teraz pięknie! Jasno, czysto, przytulnie. Tylko podłogę trzeba wymienić, położyć jasny laminat. Powiem mojemu Krzysiowi, on to robi perfekcyjnie. Sam kupi i przywiezie.
Dobra myśl, Ewka. Ale zanim się za to wezmę, muszę pomalować kaloryfery. Strasznie mi się nie podobają.
No to lecę, pogadam z mężem. Nowe lokum świętujemy, jak już wszystko skończysz zaśmiała się Ewa.
Niedaleko domu był mały sklep budowlany Beata nigdy do niego nie weszła. Ale farbę kupiłaby i tu, zamiast jechać do marketu. W środku panował półmrok.
Oszczędzają na prądzie czy co? mignęło jej w głowie.
Za ladą stał sprzedawca, pochylony nad puszką, i monotonnie mieszał zawartość.
Dzień dobry przywitała się, a on podniósł głowę.
Zamarła. Przed nią stał przystojny mężczyzna jasnowłosy, o niebieskich oczach, przypominał aktora. Nawet w tym słabym świetle widziała go wyraźnie. Przypomniała sobie, co myślała, idąc tu: *Czym mnie ta miejska prowincja zaskoczy?* A tu
Dzień dobry odpowiedział. W czym mogę pomóc?
Farba macie może w kolorze kości słoniowej?
Jaką farbę? Emalię, olejną
Oj, nie wiem.
Zaprowadził ją do półek, pokazując różne puszki i objaśniając:
Ta nadaje się do drewna, a tą najlepiej maluje się rury
Mnie trzeba pomalować kaloryfery.
Postawił przed nią puszkę farby. Zapłaciła i wybiegła, w drodze do domu złorzecząc sobie, że nie zaczepiła tego przystojniaka.
Zawsze tak. Jak kogoś polubię, od razu tracę rezon. A przecież miałam pretekst!
Marzyła, jakby to było poprosić go o pomoc w malowaniu, ale to były tylko marzenia. Wzięła się do roboty i pracowała tak zapamiętale, że do wieczora skończyła.
Na kuchni rozłożyła sobie prowizoryczne łóżko, szeroko otworzyła okno.
Fajnie tu wieczorami myślała, zasypiając. Cicho, nie tak jak w centrum. Jutro skończę malowanie.
Rano po śniadaniu sięgnęła po pędzel, ale zaschnął.
Trzeba iść znowu do tego sklepu ucieszyła się na myśl o sprzedawcy.
Słucham powiedział uprzejmie.
Chyba mnie nie pamięta pomyślała i nagle zagaiła: Dlaczego u was tak ciemno? Nie widać nic.
Pytajcie, wszystko wyjaśnię odparł spokojnie.
Pędzel mi zaschnął.
Proszę wziąć olej lniany odpowiedział tym samym neutralnym tonem.
Niech będzie westchnęła, zapłaciła i wyszła.
Jego uprzejmość była chłodna, ale Beata nie straciła ducha.
Nic, jeszcze mnie nie znasz, ale bardzo mi się podobasz.
Wiedziała, że jeszcze nie raz tu wróci, i coś wymyśli. Wcale nie przyszło jej do głowy, że może być żonaty. Była pewna, że wolny, choć wyglądał na lekko po czterdziestce tak jak ona.
Trzeciego dnia znów poszła do sklepu.
Dzień dobry uśmiechnęła się. Powinnam już mieć kartę stałego klienta.
Słucham odpowiedział bez zmian.
Dwie żarówki stuwatowe rzuciła, a humor jej opadł. Powiedział tylko cenę i tyle.
Zapłaciła i wyszła.
Co się dzieje? Znowu mnie nie poznał? Ćwiczyłam w głowie rozmowę, a on jak kloc!Następnego dnia w sklepie zamiast „Dzień dobry” powiedziała: „Wiesz, tak naprawdę przychodzę tu tylko po to, żeby na ciebie popatrzeć,” a wtedy w jego niebieskich oczach wreszcie pojawiło się to ciepło, którego tak bardzo szukała.



