Nieudany zabieg

Nieudana operacja

Krzysztof nie wyszedł, tylko wypadł z samochodu. Choć przeprowadził tylko trzy rutynowe operacje, czuł się, jakby całą zmianę dźwigał worki z cementem. Plecy bolały, w głowie huczało, a oczy były czerwone jak u królika.

W domu padł na kanapę, nie rozbierając się, zamknął oczy i natychmiast zapadł w sen. Obudził go wkręcający się w mózg dzwonek telefonu. Z niewygodnej pozycji bolała go szyja, nie miał siły wstać. *”Cholera. Chyba się rozchorowałem”*, pomyślał Krzysztof i z trudem otworzył powieki.

Telefon milkł na kilka sekund, by zaraz znów wybuchnąć irytującą melodią. *”Od dawna powinienem ją zmienić.”* Krzysztof niechętnie wyciągnął komórkę z kieszeni kurtki.

— Tak? — ochryple odparł, jeszcze półprzytomny. Odfrąkał. — Tak — powtórzył już twardziej.

— Krzychu, jestem na lotnisku. Samolot za godzinę. Tata leży w szpitalu z zawałem. Bądź kumplem, zastąpisz mnie, co? Nie mam kogo innego poprosić — usłyszał w słuchawce głos kolegi i przyjaciela, Darka Nowaka.

— Nie… najlepiej się czuję. Rozchorowałem się. Zadzwoń do Jacka.

— Daj spokój. Wypij kawę, weź jakieś leki. U Jacka żona, sam wiesz, nadgodziny potraktuje jak zdradę. Marek jeszcze za zielony. Kowalski dwóch zmian z rzędu nie wytrzyma, nie ten wiek. Wracam pojutrze. Wybawisz mnie? Odpracuję ci.

*”Czyli umrzyj, ale przyjaciela ratuj. Akurat teraz”*, przemknęło Krzysztofowi przez myśl.

— No dobra — westchnął ciężko.

— Co powiedziałeś? — doprecyzował Darek.

— Mówię, że zastąpię. Szczęśliwej podróży.

— Jesteś prawdziwym przyjacielem. Ja ci… — rozpromienił się Darek, ale Krzysztof przerwał połączenie, nie czekając na resztę.

Do początek nocnej zmiany miał jeszcze trochę czasu. Wziął prysznic, ogolił się, wypił mocnej kawy. Zrobiło mu się trochę lżej. Nie chciało mu się wracać do szpitala, z którego ledwie kilka godzin temu wyszedł. *”Da radę. Może będzie spokojnie”*, pomyślał i zaczął się ubierać.

Pierwsze godziny w oddziale rzeczywiście upłynęły w ciszy. Niewyobrażalnie ciągnęło go do snu, ciężka głowa opadała na stół. Otrząsnął się, próbując odpędzić senność. Kolejna filiżanka czarnej kawy pomogła… na chwilę.

— Krzysztof Andrzeju — usłyszał głos z oddali. Ktoś potrząsnął jego ramieniem.

Zasnął. Uniósł głowę ze stołu. Przed nim stała pielęgniarka Kinga.

— Krzysztof Andrzeju, przywieźli chłopca…

— Tak, zaraz schodzę — odparł, zrzucając z siebie resztki snu.

Oblewał twarz zimną wodą, czekając na zagotowanie czajnika. Nasypał do kubka dwie łyżki kawy, zastanowił się i dosypał trzecią. Poparzył się, pijąc, poprawił czepek i ruszył na dół, na izbę przyjęć.

Dwunastoletni chłopiec leżał skulony na noszach. Krzysztof ostrożnie go zbadał.

— Jest pani matką? — zwrócił się do bladej, drobnej kobiety.

— Co z nim, doktorze? — uniosła na niego wielkie, przerażone oczy.

— Dlaczego nie wezwała pani wcześniej karetki? — zapytał ostro, z wyrzutem.

— Wróciłam z pracy… syn odrabiał lekcje. Potem zwymiotował. I dostał gorączki. Ukrywał, że brzuch boli go od kilku dni. Co z nim? — chwyciła go za rękę, głos jej się załamał.

— Kingo, wózek! — krzyknął, nie odrywając wzroku od jej bladej twarzy. Wyrwał rękę z jej uścisku. — Proszę podpisać zgodę na operację. — Wziął z biurka formularz i podał jej.

— Operację? To zapalenie wyrostka? — zapytała.

— Zapalenie otrzewnej. — Spojrzał na nią z żalem.

W jej oczach zamarł horror.

— Proszę podpisać. Nie możemy tracić czasu — powtórzył stanowczo.

Podpisała, nie czytając, i znowu chwyciła go za rękę.

— Doktorze, proszę, ratuj mojego syna!

— Zrobię, co w mojej mocy — odparł, uwalniając się.

Kinga już podjechała z wózkiem. Przenieśli chłopca i ruszyli w stronę windy. W pustym korytarzu rozlegał się tylko stukot ich pośpiesznych kroków i skrzypienie zużytego wózka.

Kobieta szła za nimi, mówiąc coś, ale Krzysztof nie słuchał, myśląc już o operacji.

Gdy wszedł na salę operacyjną, chłopiec leżał już pod narkozą. Wszystko inne zbladło. Dłonie działały automatycznie, umysł pracował precyzyjnie. Operacja trwała już drugą godzinę. Na moment przymknął zmęczone oczy, gdy krzyk Kingi wyrwał go z zamyślenia.

Spod jego palców trysnęła krew, zalewając pole operacyjne.

— Ciśnienie spada! — krzyknął anestezjolog.

Krzysztof wolno wyszedł z sali. Koszula przylepiała mu się do pleców. Nogi drżały ze zmęczenia i napięcia. Oparł się plecami o chłodną ścianę. W jego stronę biegła jakaś kobieta. *”Matka”*, domyślił się.

Zatrzymała się o krok od niego, jakby uderzyła w niewidzialną ścianę. Blada twarz, ogromne oczy, wycieńczone strachem.

Odwrócił wzrok. Kobieta westchnęła — czy może szlochnęła — zakryła usta dłonią i zachwiała się. Złapał ją, zanim straciła przytomność, i posadził na krześle.

— Kinga, amoniak! — krzyknął w pusty korytarz.

Pielęgniarka podbiegła, podając jej nasączoną substancją watę. Kobieta odruchowo odchyliła głowę, odepchnęła jej rękę i otworzyła oczy.

— Wszystko w porządku? — Krzysztof wpatrywał się w jej poszarzałą twarz.

Nie odpowiedziała. Powoli wstała i odeszła korytarzem. Patrzył za nią. *”Tylko kobieta potrafi tak… wytrzymać wszystko”*, pomyślał.

W pokoju lekarskim długo siedział, opierając głowę na dłoniach. Potem zaczął spisywać przebieg operKrzysztof spojrzał w okno i zobaczył pierwsze promienie wschodzącego słońca, które rozświetliły szary poranek, a w jego sercu zaczęła powoli goić się rana, bo zrozumiał, że choć nie wszystko da się naprawić, to zawsze można znaleźć siłę, by iść dalej.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć + 20 =

Nieudany zabieg