Niespodziewana wizyta

Nieoczekiwana gościa

W małej wsi Słoneczna Łąka unosił się zapach świeżego chleba, który Marianna Nowakowa piekła w starej piekarniku. Nagle do drzwi ktoś zapukał, a przytulna cisza kuchni rozpłynęła się jak dym. Marianna otarła ręce w fartuch i pośpieszyła otworzyć.

— Mamo, poznaj, to Kinga, moja narzeczona — na progu stał jej syn Krzysztof, promieniejąc szerokim uśmiechem.

Marianna spojrzała na dziewczynę i zdrętwiała, jakby rażona piorunem. Kinga była wysoka, prawie dwa metry, w krótkiej spódnicy, na szpilkach, z mocnym makijażem i ogromną torbą w ręce.

— Witaj — wycedziła Marianna, próbując ukryć zaskoczenie. — Henryku, chodź tu! — zawołała męża. — Krzyś przywiózł przyszłą synową, poznajcie się!

Henryk, szurając kapciami, wyszedł w rozciągniętym podkoszulku. Zobaczywszy Kingę, stanął jak wryty, jakby ujrzał ducha.

— No witaj — mruknął i, ocknąwszy się, zniknął w pokoju, by się przebrać.

Marianna śledziła go wzrokiem pełnym wyrzutu. Gdy syn dwa dni wcześniej powiedział, że nie przyjedzie sam, ucieszyła się. Krzysiek miał już ponad trzydzieści lat, najwyższy czas założyć rodzinę. Wyobrażała sobie skromną dziewczynę, może z warkoczem, w zwykłej sukience. Ale Kinga? Takiej się nie spodziewała. Buty na obcasach, jaskrawe paznokcie, torba, z której wystawały jakieś pióra. To był wyzwanie dla wszystkiego, co Marianna uważała za normalne.

— Wchodź, Kinga — powiedziała, starając się zachować twarz. — Henryk, weź torbę, czego stoisz?

Henryk, już w czystej koszuli, podniósł bagaż Kingi i zaprowadził gości do domu. Marianna, korzystając z chwili, szepnęła synowi:

— Krzyś, kogo ty przywiozłeś? Co to za wygląd?

— Mamo, nie zaczynaj — zaśmiał się Krzysztof. — Taka jest tylko na zewnątrz. W środku to złoto, zobaczysz.

Marianna sceptycznie prychnęła i, żegnając się, mruknęła:

— Oj, ratunku, co za niespodzianka.

W domu zrobił się ruch. Mężczyźni szeptali coś przy stole, a Kinga rozgościła się w pokoju Marianny i Henryka, rozpakowując swoje rzeczy. Marianna ze zdumieniem patrzyła, jak z torby wyciąga kapelusze z piórami, stroje kąpielowe i jakieś błyszczące szmatki.

— Co to jest? — z obrzydzeniem uniosła dwa palcami coś, co przypominało nitki.

— To bielizna — odparła Kinga beztrosko. — Chce pani? Mam więcej.

— Nie, dziękuję — burknęła Marianna, czując, jak krew napływa jej do twarzy. — A dlaczego w ogóle rozkładasz się w naszym pokoju?

— U Krzysia mało miejsca, a wujek Heniek powiedział, że pani nie ma nic przeciwko — uśmiechnęła się Kinga.

— Wujek Heniek, tak? — syknęła Marianna, rzucając mężowi spojrzenie. — No, no.

Chwyciła Henryka za rękę i wyprowadziła na podwórko.

— Oszalałeś? Nasz pokój oddałeś? Teraz będziesz spał na kanapie, mój gościnny! — syczała.

W tej chwili z obory dobiegło muczenie krowy.

— O Jezu, Zosię trzeba wydoić przez was! — załamała ręce Marianna i pobiegła do obory.

Kinga, usłyszawszy to, wybiegła za nią.

— Mogę spróbować? — zapytała nieśmiało. — Nigdy nie doiłam krowy.

Marianna zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów.

— W tym? — sarkastycznie dopytała, wskazując na szpilki Kingi.

— Zaraz się przebiorę! — Kinga pomknęła do domu i wróciła po chwili w szortach i bluzce.

Marianna westchnęła.

— No dobrze, chodź. Tylko chustkę załóż.

— A może kapelusz? — zaśpiewała Kinga. — Mam śliczny, z kwiatami.

— Chustkę! — ucięła Marianna. — Co ty wymyślasz…

W oborze podała Kingi wiadro.

— Doisz się tak. A ja pójdę śniadanie przygotować.

Minęło pół godziny, a Kinga nie wracała. Marianna nakryła do stołu i, mamrocząc, poszła do obory. Zobaczywszy scenę, nie mogła powstrzymać śmiechu. Kinga, z chustką na bakier, chodziła wkoło krowy, zaglądając to z jednej, to z drugiej strony, i coś mamrotała.

— Wszędzie szukałam! — tłumaczyła się, gdy Marianna, przestawszy się śmiać, pokazała jej, jak doić.

Po śniadaniu Kinga postanowiła się poopalać. Rozłożyła koc, założyła kostium i położyła się na podwórku. Henryk, który cały tydzień unikał pracy, nagle chwycił za kHenryk, który cały tydzień unikał pracy, nagle chwycił za kosę i zaczął gorliwie kosić trawę przy płocie, zerka…zerkając ukradkiem w stronę wygrzewającej się Kingi, aż mu pot kroplami spływał po czole.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × pięć =

Niespodziewana wizyta