Niespełniona miłość

**Niespełniona miłość**

Zajrzałam do pokoju mamy, by sprawdzić, czy śpi. Delikatnie zamknęłam drzwi, ale nagle usłyszałam jej słaby głos:

— Ewa…

— Tak, mamo? — Wróciłam, zaskoczona. — Myślałam, że śpisz. Potrzebujesz czegoś? Chciałam wyjść na chwilę z dziewczynami.

— Idź, ja się prześpię — odpowiedziała Barbara, zamykając powieki. Nawet to proste ruchu wydawał się dla niej wysiłkiem.

Z ulgą westchnęłam i pobiegłam się ubrać. Od czasu choroby mamy nauczyłam się poruszać w ciszy, więc i teraz zeszłam po schodach bezszelestnie. Pod blokiem czekał mój kolega z klasy, Tomek Nowak.

— Czemu tak długo? — rzucił zamiast powitania, grymas niezadowolenia na twarzy.

— Gotowałam mamie rosół. Gdzie idziemy? — Uśmiechnęłam się, próbując złagodzić sytuację.

— Wciąż jest chora?

— Tak, dopiero co zasnęła. Możemy nie na długo? W razie gdyby czegoś potrzebowała… — poprosiłam.

— Spokojnie, prześpi się, będzie lepiej — odparł beztrosko Tomek.

Przygryzłam wargę. Nikomu nie mówiłam, na co choruje mama. Nie chciałam współczucia ani paniki w szkole.

— No i zaczyna padać. Chodźmy do Kuby, rodzice wyjechali na działkę — szepnął Tomek, obejmując mnie i próbując pocałować.

— Co ty?! Ktoś może zobaczyć! — Odwróciłam gwałtownie głowę.

— No kto? Mama śpi. No to idziemy? — nalegał.

Zawahałam się. Ostatnim razem, gdy byliśmy u Kuby, Tomek nie dawał mi spokoju. Lubiłam go, ale wszystko było zbyt natarczywe.

— Ewa, na pół godziny tylko. Obiecuję, nie będę się przypalał — błagał. Deszcz rzeczywiście przybierał na sile.

— Dobrze, ale nie na długo — zgodziłam się w końcu.

— Jasne! — Ukrywał radość, ale widziałam błysk w jego oczach.

Kuba otworzył drzwi i uśmiechnął się szeroko na widok Tomka ze mną.

— Wpadajcie.

Nie ruszyłam się z miejsca. Nie chciałam zostać sam na sam z dwoma chłopakami.

— Wczoraj ściągnąłem zajebisty film — powiedział Kuba. Tomek zdjął buty i poszedł za nim do pokoju. Pomyślałam, że to dobry moment, by wyjść. Ale wracać do domu też nie miałam ochoty.

Zamknęłam drzwi i weszłam do pokoju, siadając obok Tomka. Natychmiast położył rękę na oparciu kanapy za moimi plecami. Kuba przyniósł każdemu puszkę piwa. Odrzuciłam swoją, a Tomek wziął ją dodatkowo dla siebie. Spojrzałam na niego ukradkiem, ale nie powiedziałam nic.

Film rzeczywiście był ciekawy, wciągnął mnie od pierwszych scen. Ocknęłam się, gdy poczułam gorącą, natarczywą dłoń Tomka pod moim swetrem. Szarpnęłam się, ale przytrzymał mnie za ramię, a drugą ręką boleśnie ścisnął pierś.

— Boli! — krzyknęłam.

Tomek poluzował uścisk, a ja zerwałam się z kanapy. Kuby nie było w pokoju. Nawet nie zauważyłam, kiedy wyszedł.

— Ewa, przepraszam — mruknął Tomek.

— Obiecałeś! — wybuchnęłam gniewem.

— No weź, nie histeryzuj, jakby to był twój pierwszy raz. Przecież cię kocham. — Wstał również.

To był pierwszy raz, gdy powiedział, że mnie kocha. Nie potrafiłam go odepchnąć. Zaczął mnie całować. Z ust czuć było piwo, a jego ręce stały się nagle brutalne, natarczywe.

— Nie, muszę już iść… — wyszeptałam, odpychając go.

Tomek chwycił mnie nagle w pół i rzucił na kanapę, przygniatając całym ciężarem. Walczyłam, próbując zrzucić go z siebie. W końcu udało mi się zgiąć kolano i uderzyć nim między jego nogi.

— Kurwa! — zaklął i zsunął się ze mnie. W tej samej chwili wstałam i rzuciłam się do przedpokoju, łapiąc buty i walcząc z zamkiem w drzwiach.

— No to spierdalaj! — krzyknął za mną.

Wypadłam na klatkę schodową i w skarpetkach biegłam na dół. Gdy zorientowałam się, że nikt mnie nie goni, zatrzymałam się i włożyłam buty.

Jak mogłam mu uwierzyć? Mama leży chora, a on… Chciał tylko jednego.

W domu długo zmywałam z twarzy i szyi ślady jego mokrych pocałunków. Potem siedziałam w ciemności i myślałam: co będzie, jeśli mama umrze? Zostanę zupełnie sama. Z czego będę żyć? Za dwa miesiące skończę osiemnaście lat i alimenty od ojca przestaną przychodzić. Pieniędzy nie ma. Nawet na sukienkę na studniówkę. Ale co tam, jakoś przeżyję, byleby mama wyzdrowiała.

O tym, że mama ma raka, dowiedziałam się sama. Czułam, że choroba jest poważniejsza, niż mówiła. Wpisałam w wyszukiwarkę nazwy leków, które brała, i wszystko stało się jasne.

Na telefon przyszła wiadomość od Tomka: *Przepraszam.* Nie odpisałam. Wiadomości sypały się jedna za drugą. Raz błagał o wybaczenie, raz przeklinał i odsyłał mnie. Wyłączyłam telefon.

Przed snem zajrzałam do mamy.

— Mamo, śpisz?

Barbara z trudem otworzyła oczy.

— Coś trzeba? Wody? Pomóc ci do łazienki?

Pokręciła ledwo zauważalnie głową i zamknęła powieki.

Rano obudził mnie hałas. Wpadłam do pokoju mamy i zobaczyłam, jak stoi, trzymając się poręczy łóżka, jej nogi drżały, a na podłodze leżał przewrócony taboret.

Podeszłam, położyłam ją z powrotem, zdumiona, jak lekkie i wychudzone stało się jej ciało.

— Po co wstawałaś? Mogłaś mnie zawołać — złoszcząc się, mówiłam.

— Myślałam, że dam radę… — wyszeptała, łapiąc powietrze jak po biegu.

— Przyniosę ci herbatę. — Wybiegłam do kuchni.

Mama wypiła kilka łyków i odmówiła więcej. Od kilku dni prawie nic nie jadła, ledwo chodziła do toalety.

Było mi nieswojo. Chciałam zostać z mamą, zwłaszcza po wczorajszym nie miałam ochoty widzieć Tomka. Ale niedługo egzaminy. Postanowiłam wyjść z ostatniej lekcji, z historii, i wrócić wcześniej do domu.

Gdy wróciłam ze szkoły, mama spała. Co chwilę zaglądałam do niejEwa w końcu znalazła w sobie siłę, by wybaczyć mamie wszystkie niewypowiedziane słowa, i zrozumiała, że czasem najgłębsze prawdy odkrywa się dopiero po tym, gdy odejdą ci, którzy nosili je w sercu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 + 1 =

Niespełniona miłość