Nieprzebaczalny przypadkowy grzech

— Wiola, co się stało?! — przeraziła się Magdalena, gdy zobaczyła, jak przyjaciółka zbladła, wpatrzona w ekran telefonu.

— Lena nie żyje… — wyszeptała Wioletta.

— Lena? Miałaś siostrę? Nie mówiłaś mi nigdy. To kuzynka?

— Nie… rodzoną. Tylko nie rozmawiałyśmy prawie dwadzieścia lat. Nie… nie mogłam.

— Boże… Ile miała lat?

— O dziewięć więcej ode mnie. Pięćdziesiąt osiem…

— I co, chorowała?

— Nie wiem, Magdo… Nic nie wiem… — Wiola wybuchnęła płaczem, upuszczając telefon na podłogę.

Gdy Wiola miała zaledwie trzy lata, jej starsza siostra Lena już opiekowała się nią jak własnym dzieckiem. Rodzice pracowali od rana do nocy, a troska o malutką spadła na Lenę. Były nierozłączne — Lena dorastała, a Wiola uczyła się życia u jej boku.

Kiedy Lena skończyła 18 lat, wyszła za mąż za Jacka. Wszyscy go lubili. A zwłaszcza Wiola. Była w nim zakochana. Poważnie mówiła, że wyjdzie tylko za takiego jak on.

Rodzina żyła w zgodzie, relacje między siostrami były ciepłe, niemal zlały się w jedną duszę. Gdy Lena z mężem przenieśli się do innego miasta, do Poznania, ze względu na pracę, Wiola regularnie przyjeżdżała do nich na weekendy.

Godzinami siedziały we dwójkę w kuchni, przeglądały wspomnienia, dzieliły się myślami. Jacek nie przeszkadzał — wiedział, jak ważne to było dla obu.

Wiola też wyszła za mąż. Niefortunnie. Mąż okazał się ukrytym alkoholikiem. Trzymał się przez kodowanie, aż w końcu wszystko się posypało. Wiola podała o rozwód. I wtedy stało się to, co zniszczyło ich życie.

Jacek przyjechał do rodzinnego miasta w delegację. Lena poprosiła go, by zajrzał do siostry:

— Jesteś dla niej jak brat. Porozmawiaj. Teraz jest jej bardzo ciężko. Powiedz, że nie jest sama…

— Jasne — skinął głową. — Pamiętam, jaka jest wrażliwa w środku.

Kupił owoce, wino, ulubione cukierki Wioli. Zadzwonił do drzwi. Długo nikt nie otwierał. Już miał odejść.

Gdy drzwi się otworzyły, stała tam ona — wyczerpana, z opuchniętymi od łez oczami.

— Dobrze, że przyszedłeś… — ledwie wyszeptała.

Usiedli przy stole. Wiola milczała, a Jacek starał się ją rozweselić, mówił o pracy, o synach.

Słuchała, aż nagle wybuchnęła:

— Nie wytrzymałam, Jacku. Pił, upadał… Jak zwierzę… Myślałam, że jest podobny do ciebie. Dlatego za niego wyszłam. A on… wcale nie był tobą.

— Nie mów tak, Wiol… — odparł łagodnie. — Zasługujesz na kogoś zupełnie innego.

Podeszła do okna. Wstał, podszedł za nią, objął:

— Popłacz… będzie lżej.

Odwróciła się, a w jej spojrzeniu było tyle bólu, takiej samotności… Przyciągnął ją do siebie. Nie pamiętał, jak ich usta się spotkały. Nie rozumiał, jak wylądowali w łóżku.

Rano obudzili się obok siebie. Jacek w milczeniu ubrał się i wyszedł. Wiola została, wpatrując się w sufit, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało.

Od tamtej pory między nimi powstała przepaść. Nikt nie wiedział, co się wydarzyło. Nikt się nawet nie domyślił.

Wiola zaczęła odwiedzać siostrę coraz rzadziej. Lena nie rozumiała:

— Dlaczego mnie unikasz? Co złego zrobiłam?

Wiola nie mogła powiedzieć, że zdradziła siostrę z jej mężem. Nie mogła. Chciała zapomnieć, wymazać. Ale w sercu — paliło.

Jacek też cierpiał. Kochał Lenę. Nigdy nie zdradził. Aż do tamtego wieczoru. Teraz żył z winą, którą w sobie przechowywał w najciemniejszym kącie duszy.

Minęły lata. Wiola znów wyszła za mąż, urodziła córkę. Z Leną się nie widywały, nie rozmawiały. Lena nie przyjeżdżała, Wiola też nie. Jacek zaczął chorować. Leczenie nie pomagało. Gdy Wiola się dowiedziała, przyjechała mimo zakazu.

Gdy go zobaczyła, serce się ścisnęło: cień dawnego mężczyzny, wychudzony, z gasnącymi oczami. Odwrócił wzrok, nie mógł na nią patrzeć.

Po jej wyjeździe przywołał Lenę:

— Wybacz mi… — szepnął. — Muszę się przyznać. Zdradziłem cię. Raz. Z Wiolą… wtedy, dawno temu…

Lena zastygła. Potem powoli wstała i wyszła. Tego dnia już do niego nie wróciła.

W nocy Jacka zabrakło.

Śmierć męża Lena przeżyła w milczeniu. A dwa dni później, gdy do drzwi zadzwoniła Wiola, otworzyła sama. Jej twarz była kamienna.

— Po co przyszłaś? Też się spowiadać? — rzuciła ostro.

— Co znaczy „też”?.. — Wiola zbladła.

— On mi wszystko powiedział. Zdradziłaś mnie. A potem udawałaś, że wszystko gra. Wynoś się. Nie jesteś mi już siostrą!

— Leno… chociaż na pogrzeb…

— Nie masz tam czego szukać — rzuciła i zatrzasnęła drzwi.

Wiola wybiegła na ulicę jak szalona. Serce waliło. W oczach — łzy. Wróciła, pukała, dzwoniła. Nikt nie otworzył.

Próbowała jeszcze pół roku. Listy, telefony. Bez odpowiedzi. Lena raz sama oddzwoniła:

— Jeszcze jedna wiadomość, a wszystkim powiem, kim jesteś. Zniknij z mojego życia.

Wiola zniknęła.

Minęło dwadzieścia lat. Ani jednego telefonu, ani jednego spotkania. A teraz, po latach, gdy Wiola pierwszy raz odpuściła — była w gościach u przyjaciółki — przyszła wiadomość: Lena nie żyje…

Wiola pojechała się pożegnać.

Przywitali ją siostrzeńcy. Dorośli mężczyźni, zdystansowani. Powiedzieli, że matka ciężko chorowała, milczała o wszystkim. O Wioli nie wspominała.

— Dlaczego mi nie powiedzieliście?

— Mama zabroniła — odparł starszy. — Mówiła, że pani jest dla nas obca. Przepraszamy.

Na cmentarzu Wiola ze zgrozą zobaczyła: Lena pochowana osobno, daleko od Jacka.

— Dlaczego nie razem?

— Mama prosiła, by nie kłaść jej w jednym grobie z nim. Mówiła, że nie wybaczyła. Ani jemu… ani tobie…

Wiola nie wytrzymała. Zaczęła płakać. Upadła na kolana:

— Ale ja nie chciałam! To był błąd— Dlaczego jedna noc miała zniszczyć wszystko? — wyszeptała, a wiatr rozwiał jej słowa nad zimną mogiłą siostry.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 2 =

Nieprzebaczalny przypadkowy grzech