Nieproszeni goście nie mieszczą się już w domu – czyli jak w polskiej rodzinie każdy kuzyn, ciocia i…

Nieproszonych gości cały dom

Czy ci sympatyczni ludzie nie mogą mieszkać gdzieś indziej? zapytała moja żona. Przecież hoteli i pensjonatów jest pełno!
Ale przecież oni nie przyjechali tu ot, tak sobie, żeby nam przeszkadzać! Mają swoje problemy do załatwienia. Jak tylko się z nimi uporają, pojadą dalej!
A na ich miejsce od razu przyjeżdżają następni! Wczoraj słyszałam, że jakiś pan Marek Nowicki, zupełnie nie wiem kto to, mieszka tutaj już drugi rok!
I ile to jeszcze potrwa! jęknęła Basia. To się w głowie nie mieści!

O co znowu chodzi? mruknąłem, wyciągając się wygodnie w łóżku.

Słuchaj! Basia pokazała energicznie na okno. Zaraz zaczynają się rozgrywki w siatkówkę na podwórku!

Fajnie! przeciągnąłem się.

Ty mówisz poważnie? Basia zasłoniła zasłony. Jeszcze powiedz, że sam pójdziesz grać!

Nie, wolę poleżeć, zaśmiałem się. I radzę ci zrobić to samo!

Basia usiadła na łóżku:

Powiedz mi, jaki normalny człowiek organizuje zawody siatkówki w grudniu na świeżym powietrzu?

Czemu nie, wzruszyłem ramionami. Śniegu nie ma, mrozu brak. Sucho, można piłką porzucać.

Przecież oni wszystkie szyby powybijają, Basia była zła. Tam nie ma żadnych zawodowców, piłka poleci gdzie chce!

Jak zbiją, to wstawią nowe, odpowiedziałem spokojnym tonem.

Basia pokręciła głową z dezaprobatą. Chciała jeszcze coś dodać, ale z dołu doleciało:

Kochani! Śniadanie gotowe! Naleśniczki zrobiłam! Potem będziecie się czułościami wymieniać! Chodźcie, póki ciepłe!

Ciocia Marysia jak zawsze, uśmiechnąłem się szeroko.

No ładnie, przecież to przywilej żony, robić mężowi śniadanie! nadąsała się Basia.

To może zrób kawę! zaśmiałem się.

Kochani! Kawa też stygnie! znowu rozległo się z dołu.

No widzisz! Basia wskazała na drzwi. Za chwilę ciocia Marysia mnie nawet w łóżku zastąpi?

Bez przesady! śmiałem się. W łóżku nikt cię nie zastąpi! Chodź już na to śniadanie, zanim wystygnie!

Basia westchnęła ciężko i narzuciła szlafrok.

W drodze do kuchni, a także w samej kuchni, nie natknęliśmy się na nikogo.

To aż dziwne, mruknęła Basia, już myślałam, że nie zaznam spokoju z własnym mężem w czterech ścianach naszego domu!

I takie niespodzianki się zdarzają, odpowiedziałem z uśmiechem. Za to u nas przynajmniej zawsze coś się dzieje! Zjemy śniadanie, potem popatrzymy na siatkówkę. Wieczorem Jarek obiecał rozpalić grilla!

Znowu dym, smród i coś pewnie spali, westchnęła Basia, zabierając się za naleśniki.

Mówisz o tym domku dla gości? parsknąłem śmiechem. Przecież postawili nowy! Lepszy i trzy razy większy!

Świetnie, żeby można było przyjąć jeszcze więcej gości! Basia była coraz bardziej poirytowana. Nawet nie jestem w stanie zapamiętać połowy ich imion! Powinni mieć identyfikatory! I od razu napisać stopień pokrewieństwa, żebym chociaż wiedziała, z kim mam do czynienia!

I tak się można pogubić roześmiałem się. Tam jest rodzina żony brata twojego męża, a potem już Pan Bóg raczy wiedzieć dalej!

Basia przeliczyła w myślach.

Zanim się zorientuję, oszaleję!

Rozmowa ucichła, bo naleśniki były naprawdę pyszne. Potem, w lepszym nastroju, Basia spytała:

Paweł, długo to jeszcze potrwa?

Co dokładnie? Zapytałem, udając niewiedzę.

Ci wiecznie przemieszczający się goście, odpowiedziała Basia. Rozumiem, trzeba być gościnnym, ale to już przesada!

Wczoraj z ciekawości policzyłam wszystkich na trzeciej dziesiątce się zgubiłam! Trzydzieści osób na raz, które nawet nie mają zamiaru się ruszyć!

Nie tak sobie wyobrażałam nasze życie rodzinne!

Ale przecież mamy dom rodzinny! A ci ludzie to w pewnym sensie też nasza rodzina! odpowiedziałem.

Przez jakąś ciągnącą się linię po mieczu i trzech kuzynach! mruknęła Basia. Przecież nawet twój brat, przez którego nam się to wszystko trafiło, nie jest im rodziną! Tylko przez jego żonę!

Gdyby uściślić, pewnie nawet jest na to jakieś słowo. Ale nie znam! powiedziałem. Mimo wszystko to sympatyczni ludzie.

Tylko czy ci sympatyczni ludzie nie mogą mieszkać gdzieś indziej? Przecież hoteli pełno!

No przecież nie przyjechali nas zamęczać! Mają swoje zmartwienia, załatwią i pojadą!

Na ich miejsce już czeka następna ekipa! Wczoraj słyszałam, że pan Marek Nowicki mieszka tu już drugi rok! Nawet pracę znalazł w sklepie spożywczym w naszej wiosce jako księgowy! A ciocia Marysia, której naleśniki zajadaliśmy, sprząta jak pokojówka w trzech domach sąsiadów!

No i bardzo dobrze! uśmiechnąłem się. Ludzie sobie radzą!

Paweł, jak tak dalej pójdzie, wrócę do miasta! Moje mieszkanie w Krakowie nadal stoi! Wolę być tam z tobą sam na sam, niż tu, w takim tłumie!

***

Wiedziałem, że Basia ryzykuje, rozpoczynając ze mną związek. Byłem od niej o dziesięć lat starszy, chociaż ona też już nie była młódką miała 25 lat, kiedy się poznaliśmy.

Od razu pojawiły się pytania:

Dlaczego Paweł jeszcze się nie ożenił? Coś z nim nie tak?

Ale i o Basi można by było pytać tak samo:

Dlaczego do dwudziestu pięciu lat nie wyszła za mąż? Może coś z nią nie tak?

Basia wiedziała jednak, czego chce. Skończyła architekturę, ale samym dyplomem się nie najesz! Chciała popracować w zawodzie, zdobyć dobre imię, własne pieniądze, żeby to ona wybierała sobie męża, a nie brała z braku laku.

Zaczęła w urzędzie, później przeszła do prywatnej firmy na kontrakty. Było ciekawiej, lepiej płacili, choć zleceniodawcy bywali różni czasem trudni i roszczeniowi. Ale praca to praca!

W takich warunkach trudno było myśleć o poważnym związku.

Podobnie było u mnie. Mój brat Andrzej założył firmę zaraz po studiach i niemal od razu się ożenił. Żeby nie zaniedbywać rodziny, wziął mnie do pomocy, co oznaczało, że zrzucił na mnie wszystko, co mógł. Właśnie skończyłem wojsko i musiałem dzielić czas między pracę a naukę.

Trzeba oddać sobie sprawiedliwość, że jakoś sobie radziłem. O życiu osobistym nie było mowy. Gdy u Andrzeja urodził się syn, ja potrafiłem nie zaglądać do domu przez kilka dni.

Bracie, zamierzasz pracować? zapytałem go któregoś dnia.

Pawle, mam dosyć tego biznesu, powiedział z rezygnacją Andrzej. Chcę pracować fizycznie. Skończyć zmianę, wrócić do domu, do żony i dziecka.

Przeżyjesz z takiej pensji? zapytałem.

Planujemy z Natalią przenieść się na Mazury. Wyciągnął teczkę z dokumentami. Przepisałem ci firmę i wszystkie aktywa! Jesteś ogarnięty, dasz radę!

Zostaw mi numer konta, będę ci przelewał część zysków, powiedziałem, dochodząc do siebie po takiej nowinie.

Od tego momentu zrobiło się naprawdę wesoło.

W wieku trzydziestu pięciu lat poczułem, że moje życie wreszcie się ustabilizowało i mogę myśleć o rodzinie.

Z Basią zaiskrzyło od razu. Po kilku miesiącach stanęliśmy na ślubnym kobiercu. Zamieszkaliśmy w jej mieszkaniu w Krakowie.

Kocham cię bardzo, ale tak mi wygodniej mówiła zakłopotana Basia. Do pracy mam pięć minut na nogach, a rano wstaję jak z trumny.

Nie ma sprawy wzruszyłem ramionami. Nigdy nie kupiłem swojego mieszkania, wolałem wynająć. Mógłbym kupić, tylko nie wiedziałem gdzie i po co.

Chciałbym, żebyś ty wybrała. Jesteś moją żoną! Gdzie powiesz, tam kupię.

Marzyłam o domu na wsi przyznała Basia ale nie wiem, czy pozwolą mi pracować zdalnie.

U nas raczej tego nie akceptują. Nawet podczas pandemii kazali chodzić do biura!

Powiedz im jasno: albo zdalnie, albo się zwalniasz i idziesz do konkurencji! uśmiechnąłem się. Albo otwórzmy własną firmę i konkurować z nimi!

Najpierw pogadam z szefem zaśmiała się Basia.

Dom za miastem już mam, wyznałem. Tylko

Jedno, o co prosił mnie Andrzej przed wyjazdem:

Paweł, Natalia ma rodzinę jakby kiedyś chcieli gdzieś pomieszkać, póki nie załatwią spraw, nie odmów! Ale nie pozwól, żeby weszli ci na głowę!

Mam ich po hotelach rozsyłać? byłem nieco zaskoczony.

A właśnie! Rok temu kupiłem dom, ale nawet tam nie zajrzeliśmy! Przepisałem ci go! Andrzej zamachał ręką i wyjechał z rodziną na Mazury.

Wiesz, tam czasem ktoś od strony rodziny żony brata się zatrzyma. Ale dom wielki, a na podwórzu jeszcze domek gościnny! Myślę, że nikt sobie nie będzie przeszkadzał!

Kiedy Basia wprowadzała się do mojego domu na wsi pod Krakowem, nie spodziewała się tylu gości. Przywitali ją tłumnie, aż się przeraziła. Ale wszyscy byli uśmiechnięci, pomocni i chętni do rozmów.

W pierwszym miesiącu Basia wysłuchała setek historii ktoś się rozwodził, ktoś musiał uciekać od tyrana, kogoś wygnały dzieci, komuś wyremontowano mieszkanie, a ktoś stracił dom przez oszustów. Był profesor, którego studentka najpierw odbiła z domu, potem wyrzuciła, a jego już nikt nie chciał przyjąć z powrotem. Czekał na zamianę mieszkania.

Towarzystwo w domu było różnorodne różne wieki, zawody i temperamenty.

Basia musiała też pracować. Trafił jej się jeden koszmarny klient, czepiański i marudny.

Przechodzący obok pan Igor Władysławowicz posłuchał rozmowy, odsunął Basię od laptopa i powiedział do kamery:

Z całym szacunkiem pańskie uwagi świadczą, że nie zna pan się na rzeczy! Pani fachowo wszystko przygotowała! Jak się pan upiera, to jak dom panu runie, proszę nie mieć żalu!

Klient machnął ręką i przyjął projekt Basi. A ona, zamykając laptop, zapytała pana Igora, skąd się zna.

Dziecko, przepracowałem 36 lat jako architekt! uśmiechnął się. Jak trzeba, pytaj!

Jakkolwiek pożyteczna była pomoc pana Igora, ogólny rozgardiasz i tłok dawał się Basi we znaki. Nie tak wyobrażała sobie dom na wsi.

Basiu, możemy wrócić do miasta jeśli chcesz powiedziałem. Ale chyba jeszcze nie rozumiesz naszych gości.

A co mam zrozumieć? spytała Basia.

Narzekałaś, że domek dla gości zniszczyli, ale jest już nowy uśmiechnąłem się. I wiesz ile kosztował? Zrobiłem kółko palcami. Nic! Sami złożyli się i postawili go od zera!

Basia otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.

Wszystko co zużywamy i kupujemy jest z ich pieniędzy. Sami gotują, sprzątają, naprawiają. W praktyce mieszkamy tu na ich koszt! Jedni pracują, inni dorabiają na miejscu. Rady i pomoc bezcenne!

Tutaj są ludzie wszystkich profesji inżynierowie, księgowi, prawnicy, ekonomiści, hydraulicy, elektrycy, nawet profesor nauk biologicznych!

I architekt, przypomniała sobie Basia, myśląc o pomocy pana Igora.

Dzięki niemu z powodzeniem wykorzystała kilka rozwiązań w pracy.

Ja ostatnio podwoiłem zysk firmy po konsultacji z naszymi domownikami! dodałem. Można by brać ich na etat!

A wiesz, co najlepsze? spytałem i sam odpowiedziałem: Oni nic nie żądają! Po prostu żyją z nami jak jedna wielka dziwna rodzina!

Wtem przez okno kuchenne wpadła piłka, roztrzaskując szybę. Wpadł Tomek:

Wojtek już pojechał do miasta po szybę! Nie przejmujcie się! Za dwie godziny będzie lepiej niż było! I przepraszam! złapał piłkę i pobiegł dalej.

Tak to już tu jest uśmiechnąłem się.

Chyba się przyzwyczaję powiedziała cicho Basia.

Po kilku tygodniach jej już nie przeszkadzała taka ilość gości. Zresztą, nikt ich nie postrzegał jako gości, tylko jako część naszej dziwnej, wielkiej rodziny.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 − 6 =

Nieproszeni goście nie mieszczą się już w domu – czyli jak w polskiej rodzinie każdy kuzyn, ciocia i…