Nienawidzę cię od pierwszej nocy poślubnej! Jesteś dla mnie obrzydliwy! Zostaw mnie w spokoju! – krzyknął mąż podczas naszej rocznicy!

„Od pierwszej nocy poślubnej mnie od ciebie mdli! Jesteś dla mnie obrzydliwa! Zostaw mnie w spokoju!” rzucił mężczyzna prosto w twarz żonie podczas ich drugiej rocznicy ślubu.

Długo wybierałam restaurację na tę szczególną uroczystość. Nie chciałam zwykłego lokalu z ładnym wnętrzem i smacznym jedzeniem. Szukałam miejsca, w którym każdy szczegół będzie współgrał z wyjątkową atmosferą wieczoru.

Ostatecznie wybrałam „Złotą Kaczkę” nowe miejsce w zabytkowej kamienicy z witrażowymi oknami i starodawnymi żyrandolami.

Kazik krzywił się, gdy pokazywałam mu zdjęcia wnętrza.

„Po co ta pompa? Moglibyśmy po prostu spędzić czas we dwoje. Komu potrzebna ta tania parada?”

Ale postawiłam na swoim. Zaprosiłam sześćdziesięciu gości, zamówiłam zespół i konferansjera. Po tym strasznym wypadku samochodowym pół roku temu pragnęłam prawdziwego, barwnego święta.

Przygotowania zajęły kilka tygodni.

Sprawdziłam wszystko po raz ostatni: dekoracje, menu, program, prezenty dla gości. Chciałam, by wszystko było idealne.

Może dlatego, że to pierwsze duże przyjęcie od mojego powrotu ze szpitala. A może po prostu dlatego, że tę rocznicę chciałam zapamiętać na zawsze. We wszystkich szczegółach.

Poprawiłam fałdy granatowej sukni i spojrzałam na zegarek. Goście mieli lada chwila zacząć przybywać. Kazik stał przy oknie, zamyślony, wpatrzony w ulicę. W odbiciu szyby widziałam jego napiętą twarz.

„O czym tak dumasz?” zapytałam, podchodząc bliżej.

„O, nic ważnego…” mąż wzruszył ramionami. „Po prostu nie lubię takich imprez. Tyle zamieszania, tyle niepotrzebnych ruchów! I po co? Dla sztucznej radości!”

Milczałam. W ciągu dwóch lat małżeństwa nauczyłam się nie reagować na jego zaczepki. Zwłaszcza dziś! W dniu, który planowałam od miesięcy.

***

Pierwsi przybyli moi rodzice. Tata, jak zawsze, wyglądał elegancko i stylowo. Mama założyła nową sukienkę w kolorze spłowiałej róży, która doskonale podkreślała jej urodę. Od progu rzuciła mi się na szyję:

„Jak ja się cieszę, córeczko, że jesteś z nami. Nie mogę napatrzeć się na ciebie! Po tym wypadku myślałam, że oszaleję…”

„Mamo, nie zaczynaj” przerwałam łagodnie. „Dziś tylko dobre emocje. Tak się umówiłyśmy, pamiętasz?”

W ślad za nimi przybyli koledzy z firmy taty, gdzie oboje z Kazikiem pracowaliśmy, przyjaciele i krewni. Wszystkich witałam uśmiechem, ale kątem oka obserwowałam męża. Trzymał się na uboczu, od czasu do czasu sącząc whisky. Nietypowe zachowanie. Zwykle unikał alkoholu nawet na dużych imprezach.

Pani Jadwiga, nasza główna księgowa, podeszła się przywitać. Zauważyłam, jak blednie, gdy się do niej odwróciłam. Pewnie przypomniała sobie, jak odwiedzała mnie w szpitalu. Leżałam opleciona rurkami i czujnikami, lekarze nie dawali mi szans…

„Kinga, aż promieniejesz” powiedziała ze sztucznym uśmiechem. „Wyglądasz cudownie! Zwłaszcza jak na kogoś, kto niedawno wrócił z tamtego świata!”

„Dziękuję! Pani również świetnie wygląda. Niech się pani nie martwi!”

Coś w jej spojrzeniu wydało mi się dziwne. Postanowiłam jednak zignorować ten fakt. Nie miało to sensu, przynajmniej na razie.

Rozpoczęło się przyjęcie.

Płynęły toasty, grała muzyka, goście tańczyli. Z zewnątrz mogło się wydawać, że wszystko idzie idealnie. Ale czułam narastające napięcie.

Kazik trzymał się z dala, tylko od czasu do czasu wdając się w rozmowy z kolegami. Raz po raz rzucał dziwne spojrzenia w stronę pani Jadwigi, a ta udawała, że ich nie widzi.

Podeszłam do męża i z uśmiechem zapytałam:

„Może zatańczymy? W końcu to nasze święto.”

„Nie teraz” odrzekł, machając ręką. „Trochę kręci mi się w głowie.”

„Jesteś dziś jakiś nieswój…”

„Po prostu jestem zmęczony. Nie lubię tłumów, wiesz o tym. Nie wymyślaj niczego!”

***

Wieczór rozkręcał się na dobre. Konferansjer młody mężczyzna w modnym garniturze sprawnie prowadził całe wydarzenie.

Obserwowałam wszystko, starając się nie okazywać wewnętrznego niepokoju. Tylko ja wiedziałam, jak wyjątkowa będzie ta uroczystość. Wystarczyło jeszcze chwilę poczekać.

Kazik wciąż stał na uboczu, od czasu do czasu wymuszając uśmiech na widok znajomych. Zauważyłam jego krótkie wymiany spojrzeń z panią Jadwigą, ale udawałam, że jestem pochłonięta przyjęciem. Po każdym takim spojrzeniu coś boleśnie ściskało mnie w środku, ale wciąż się uśmiechałam i przyjmowałam życzenia.

„Kingo, jakże się cieszymy, że wyzdrowiałaś!” szczebiotała żona zastępcy taty. „To był taki koszmar, gdy dowiedzieliśmy się o wypadku.”

„Tak, straszne czasy” przytakiwała jej koleżanka. „Ale teraz wszystko już za nami, dzięki Bogu!”

Kiwałam głową, dziękowałam, ale myślami wracałam do tamtych dni w szpitalu. Dziwny czas… Jakby we mgle. Fragmenty wspomnień, rozmów, czyichś kroków na oddziale…

„Kochanie, wszystko jest wspaniałe!” mama objęła mnie za ramiona, wyrywając z zamyślenia. „Tyle pięknych chwil. I ty wyglądasz dziś przepięknie! Jak z bajki!”

„Dziękuję, mamo.”

„Tylko…” zawahała się. „Kazik jest jakoś spięty. Wszystko w porządku?”

„Oczywiście” uśmiechnęłam się ledwo dostrzegalnie. „Po prostu nie lubi tłumów.”

W tej chwili podszedł do nas tata i czule przytulił mamę:

„O czym tak tajemniczo?”

„Ach, babskie sprawy” odparłam, machając ręką.

„Córeczko! Jestem z ciebie taki dumny. Jak ty sobie ze wszystkim poradziłaś… Jesteś prawdziwą wojowniczką!”

Przytuliłam tatę mocno, chowając twarz w jego ramieniu. Ojciec nie znał nawet połowy tego, przez co przeszłam. I oby nigdy się nie dowiedział.

Zabrzmiała powolna melodia ta sama, przy której tańczyliśmy na naszym weselu dwa lata temu.

Szybko podeszłam do męża:

„Zatańczymy? Jak dwa lata temu?”

Mąż drgnął:

„Kinga, mówiłem już, że nie mam ochoty tańczyć. Czy ty się ze mnie naśmiewasz?”

„A

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 4 =

Nienawidzę cię od pierwszej nocy poślubnej! Jesteś dla mnie obrzydliwy! Zostaw mnie w spokoju! – krzyknął mąż podczas naszej rocznicy!