Nienasycona rodzina

No tak, kochani goście, najedliście się? Napiliście? Dobrze wam się udało? pyta Jagoda, wstając na czele długiego stołu.
Tak, siostro, mówi Bartosz, zawsze jesteś w formie!
Zgadzam się w stu procentach! dodaje Magdalena, siostra Bartosza. Razem z mamą uczymy się gotować, a nigdy nie wychodzi mi tak pysznie! Dlatego zawsze cię zapraszam na moje przyjęcia!
Mamusiu, mówi Zuzanna, znowu nie mogę wyjść z siłowni! Ale nie mogę przestać!
Wyślę ci żonę, żebyś jej pokazał, jak się gotuje, podpowiada Andrzej.
Dlatego cię poślubiłem! mówi Paweł, sycąc się i zerkając w stronę Jagody. Przepraszam!
No to się udało! Jagoda szeroko się uśmiecha. A teraz, moi mili i kochani robi krótką przerwę, podczas której uśmiech znika z jej twarzy wyjdźcie z mojego domu!
To jest ostatnia kolacja, którą dla was przygotowuję! I ostatni raz, kiedy się dla was męczę! Nie chcę już was ani widzieć, ani słyszeć, nie chcę o was wiedzieć!
Chwyta dużą, ciężką salaterkę i z całej siły rzuca nią na podłogę!
Dość, maluchy! Koniec zabawy! mówi z groźnym uśmieszkiem. Nie pozwolę już nikomu na mnie jeździć! Zwłaszcza wam!
Nad stołem zapada cisza, goście są w szoku.
Mogliby się spodziewać takiego zachowania od kogokolwiek, ale nie od Jagody. Zawsze była spokojna, pomocna, uległa.
Co ty, wiesz? pyta Paweł.
Od razu dostaje policzek od żony.
Zadzwońcie natychmiast, ona ma napad psychiczny! krzyczy Magdalena.
Jagoda podnosi karafkę z resztkami soku:
Kto podniesie słuchawkę, dostanie w głowę! uśmiecha się delikatnie. Dlaczego się tak zatrzymaliście? Idźcie w rozproszeniu! Wy, niepohamowani!
Jagodo! stanowczo mówi Bartosz. Mówię ci jako starszy brat: uspokój się i weź się w garść!
Nie! odparła Jagoda z uśmiechem. Nie chcę już wam służyć! Nie będę! Nie będę spełniać waszych życzeń! Nie będę biegać jak szalona, bo ktoś nie potrafi zrobić czegoś sam! Dość!
Co cię tak gryzie? pyta Paweł, pocierając zaróżowiałe policzki. Wszystko było w porządku!
Nie zebrałam was po prostu dla zabawy, siada na krześle i odchyla się. Wasza bezczelność przeszła wszelkie granice. I to od dawna!
Ostatni wasz występ pokazał mi, jak bardzo się rozpieprzyliście. Dlatego nie chcę już was w swoim życiu!
Nic nie zrobiliśmy, mówi Andrzej.
Dokładnie, synku! odpowiada Jagoda.

***

Mówią, że trzeba żyć dobrze. Nikt się nie kłóci. A co to znaczy dobrze? Każdy ma własną odpowiedź.
Jagoda ma czterdzieści pięć lat i jest przekonana, że żyje właściwie. W najgorszym wypadku nie ma się za co krytykować.
Urodziła się jako trzecie dziecko, z dwoma starszymi braćmi i siostrą. Rodzice ją kochali, brata uwielbiała, siostrę nie użądala. Ukończyła szkołę i poszła do pracy. Nie dosięgała gwiazd, ale też nie marudziła.
Pobrała mąż, urodziła dwójkę dzieci. Była wierną, kochającą żoną, wspierała męża we wszystkim, nie krzyczała bez powodu. Była dobrą matką, wychowała dzieci, wyedukowała je i wypuściła w świat.
W dorosłym życiu nie zrywała kontaktu z bratem i siostrą. Pomagała, świętowała, rozwiązywała problemy, cieszyła się razem.
Uważano ją za dobrą, empatyczną, mądrą. Dlatego uważała, że jej życie jest właściwe. Dopiero w wieku czterdziestu pięciu lat odkrywa, co to być porzuconą i samą w najgorszym momencie.

***

Pani Jagodo, wchodzi lekarz po obiedzie, wszystkie wyniki są gotowe, nie ma przeciwwskazań. Umawiamy operację?
Oczywiście, doktorze, mówi Jagoda smutno, decyzja już podjęta.
Rozumiem, odpowiada lekarz, zauważając przygnębienie pacjentki, ale nigdy nie wiadomo
Proszę umawiać, macha ręką Jagoda. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy.
Dobrze, lekarz zapisuje w kartotece. Dziś jeszcze zjemy, jutro odpoczniemy, a pojutrze operacja.
Odwraca się ku sąsiadce z łóżka:
Katarzyna, z twoimi wynikami nie wszystko jest w porządku, musimy to wyjaśnić.
Dobrze, panie Olek, mówi Katarzyna.
Gdy lekarz wychodzi, pyta Jagodę:
Czemu jesteś taka przygnębiona? Boisz się operacji?
I to, kiwa głową Jagoda. Mąż jeszcze spogląda na telefon.
Mój facet odstawia się od śpiewania, uśmiecha się Katarzyna. Myślę, że dzieci wrócą do mamy, a on zorganizuje imprezę! Nic nie szkodzi, przecież się odbije! Może i on się rozciął?
Z ostatniej wiadomości głosowej wynika, że już dorósł, Jagoda zaciska wargi. Wie, że mam operację! A on? Już na imprezie z kumplami!
Ech, odrzuca Katarzyna, wszyscy tacy są! Kot w domu, myszy w kącie!
I tak boli, odpowiada Jagoda. Usunięcie macicy to poważna sprawa. Chociażby odrobinę wsparcia! Mówiłam mu, że się boję i potrzebuję pomocy. A on po dwóch krótkich wiadomościach przestał odpowiadać!

Katarzyna ma dziesięć lat mniej i brak jej doświadczenia, by pocieszyć. Rozmowa cichnie samoistnie.

Jagoda nie idzie na kolację, nie zabiera nic ze sobą, bo wie, że przed operacją trzeba pościć. Leży cicho, patrząc w sufit.

Przypomina sobie, jak kiedyś Vasia złamał sobie nogę w dwóch miejscach w pracy. Codziennie jeździła do szpitala po niego, autobusem. Przynosiła jedzenie, czyste ubrania, siedziała z nim do późna, wspierała go. Po wypuszczeniu z szpitala wzięła urlop, by mu pomagać, jak wiewiórka w kołowrotku. Nie odmówiła mężowi żadnej pomocy: nosiła wodę, podawała łyżką, prała, czesała.

Dlaczego tak się ze mną zachowuje? pyta Jagoda, gdy Katarzyna wraca z kolacji.
Nie tylko twój! śmieje się Katarzyna. Wszyscy tak robią! W szkole ich uczą, żeby siedzieli na szyi babci!

Jagoda myśli, że trzymała go przy pracy trzy lata, przez znajomych szukała lepszej posady. A on nic nie chciał. Dopóki nie zagroziła rozwodem i alimentami, nie chciał pracować!

Mój pracuje, odpowiada Jagoda.
Twój ma inną fobię, gestykuluje Katarzyna. Wszyscy to wyzyskiwacze! Jeśli nie przywiążesz ich od razu, usiądą ci na szyi i będą cię drażnić!

Może przesadza z mężem, myśli Jagoda. Czy to przez operację, czy po prostu nerwuje się?

Nic nie przeszkadza, mówi Katarzyna. A fakt, że od niego nie dochodzi miło słowo, jest oczywisty! Mój przynajmniej codziennie przynosi soki, owoce, dzwoni, wysyła serca w telefonie.

Jagoda odwraca się i wciąga koc pod głowę.

***

Przez cały dzień nie ma nic do jedzenia, choć bardzo potrzebuje. Jagoda planuje odwrócić uwagę rozmową z sąsiadką, ale ciągle przyciągają ją badania i testy. Telefon w ręku:
Krewni nie odmawiają rozmowy, by umilić czas, myśli Jagoda.

Syn Andrzej nie odbiera telefonu, wysyła tylko wiadomość, że oddzwoni. Córka Zuzanna dwa razy odrzuca połączenie, potem numer staje się niedostępny.

Dobre dzieci, mówi Jagoda, zdezorientowana.
Nie odbierają? pyta Katarzyna, łapiąc oddech między badaniami.
Wyobraź sobie! odpowiada Jagoda. Czy naprawdę tak trudno odpowiedzieć matce?
Dorośli? pyta Katarzyna. Już mieszkają osobno.

Zapomnij o nich, mamo! krzyczy Jagoda. Zobaczysz ich, kiedy będą czegoś potrzebować! Wylatują z gniazda jak pisklęta, a wiatr je poniesie!

Mój najstarszy ma szesnaście lat, nie liczy się już w moim życiu. A jeśli mieszkają osobno, to rodzice stają się niepotrzebni! Chyba na pogrzeb przyjdą!

Nie, to nieprawda! Mamy wspaniałe relacje! zapewnia Jagoda. Dlaczego nie odbierają?

Katarzyna biegnie dalej, Jagoda się zastanawia.

Czy naprawdę tak trudno poświęcić chwilę, żeby porozmawiać z mamą? myśli. Ostatnie wizyty były tylko po pieniądze, nie po wsparcie.

***

Smutno, naprawdę. Katarzyna mówi: Wypłynęły pisklęta. Teraz żyją własnym życiem. Wspominają rodziców tylko, gdy coś potrzebują.

Jagoda dzwoni do męża, brak odpowiedzi. Wysyła wiadomość, pozostaje nieodczytana.

Ech, Wasja-Wasja! mruczy. Gdybyś chociaż trochę zadzwonił!

Wieczorem pojawia się wiadomość:
Gdzie są nasze oszczędności? Pensja skończyła się, nie ma na co żyć!
Pensja zniknęła trzy dni temu.

A jednak! ocenia Jagoda możliwości męża. Stoły pełne, wino w rzece!

Nie odpowiada jednak. Gdyby choć trochę zatroszczył się o nią, powiedziałaby, że miło. Niech sam radzi sobie.

Brat Bartosz odbiera telefon, ale mówi, że jest zajęty i odkłada połączenie.

No tak, jest zajęty, mówi Jagoda.

Katarzyny nie ma, więc Jagoda nie słyszy odpowiedzi. Przypomina sobie, jak pół roku mieszkała w dwóch domach, kiedy żona Borisa wyrzuciła go, zostawiając dzieci. Jagoda opiekowała się nimi, robiła wszystko: kucharkę, sprzątaczkę, pomagała, dopóki Boris nie znalazł nowej partnerki.

Półtora roku mediowałam, a nie dostałam podziękowań. A teraz on jest zajęty.

Kiedy Jagoda dzwoni wieczorem, słyszy tylko krótkie sygnały i ciszę.

Dzięki, bratku, za czarną listę!

Bartosz też wie o nadchodzącej operacji. Kiedy prosił, by dzieci przywiozły się na miesiąc, Jagoda po raz pierwszy odmówiła, tłumacząc się zabiegiem.

Siostra Magdalena przyznaje się do pięciu minut wizyty, interesuje się tylko zdrowiem:

Kiedy będziesz zdolna? Mój brat ma przyjechać dziesięciu gości, musimy ich zakwaterować w hotelu, a potem wyżywić! Tylko na ciebie liczę!

Nie wiem, Magdo, odpowiada Jagoda. Operacja jest trudna. Dwa, trzy tygodnie w szpitalu, potem rekonwalescencja, lekarze mówią pięćdziesiąt dni.

Nie, nie, siostro! Nie tak się robi! Musisz wrócić w trzy tygodnie, silna jak sztylet! To rodzina mojego męża! Ważniejsze niż cokolwiek!

Boję się, mówi Jagoda.

Do przodu, nie ma co się poddawać! Wszystko w porządku! Muszę biec!

Co z operacją? Mogą wystąpić komplikacje! Co się stanie? mówi Jagoda, patrząc na telefon. Potrzebny mi kucharz, a mam prawie pięćdziesiąt lat i nie nauczyłam się gotować!

Magdalena ciągle wzywa młodszą siostrę, by gotowała na jej przyjęcia. Goście, koledzy, przyjaciele męża, uroczyste uroczystości a jagodo nie zapraszają przy stole.

Co ty? gniewa się Magdalena. To nie nasza firma!

Operacja przebiega bez komplikacji, ale w szpitalu zostają jeszcze dwa tygodnie. Jagoda nie dzwoni nikomu. Czeka, kto o niej pamięta. Nikt nie pamięta: ani mąż, ani dzieci, ani brat z siostrą.

Po długim rozmyśleniu przychodzi do przełomowego wniosku.

Jagolo, co wyprawiasz? pyta Bartosz. Usunęli ci macicę i część mózgu?

A! cieszy się Jagoda. Myślałam, że już nikt o mnie nie pamięta!

Staje znów przy głowie stołu.

Posłuchajcie, moi drodzy! Leżę dwa tygodnie w szpitalu, a nikt nie troszczy się, że coś ze mną nie tak!
Nikt! Ani brat, który mnie kochał, ani dzieci, które mnie kochały bardziej niż nową mamę. Ani siostra, która wykorzystywała mnie jako darmową kucharkę. Ani ukochany mąż, który wydał nie tylko całą pensję, ale i wszystkie oszczędności, które odkładaliśmy na domek. Ani dzieci, którym dałam życie! Nikt nie zadzwonił!

Szeptem roznosiWtedy Jagoda wzięła odłamany fragment salaterki, spojrzała w okno i po raz pierwszy od lat poczuła, że jej własne życie dopiero zaczyna się pisać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 − 4 =

Nienasycona rodzina