**Niekochana córka**
Od dzieciństwa Natalia sądziła, że jest adoptowana. Pewnego dnia, przeszukując domowe dokumenty, znalazła tylko akt urodzenia, potwierdzający, że Jan i Ewa Nowakowie to jej biologiczni rodzice. Powinna się ucieszyć, lecz poczuła smutek. Co było z nią nie tak?
Była najstarszym dzieckiem. Trzy lata później urodziła się Zosia. Po jej przyjściu na świat wspomnienia Natalii stały się wyraźne – i bolesne. Zosi kupowano najlepsze ubrania, podczas gdy Natalia nosiła odziedziczone po kuzynce. Gdy przynosiła ze szkoły jedynkę, karano ją zakazem telewizji lub spotkań z przyjaciółkami. Gdy Zosia wracała z dwóją, matka tłumaczyła: „Oceny to nie wszystko”.
Najbardziej znienawidzone zdanie Natalii brzmiało: „Zosia jest młodsza”. I następowało: „Oddaj jej lalkę” albo „Niech zje ostatniego cukierka”.
Gdy dziewczyny dorosły, Zosia dostrzegła nierówność i zaczęła ją wykorzystywać. Mistrzowsko grała ofiarę, pochlebstwami zdobywając uwagę rodziców. Natalia, pozbawiona takich talentów, trzaskała drzwiami.
Nie dostała się na studia dzienne, więc wybrała technikum. Rodzice odmówili finansowania: „Pieniądze idą na korepetycje Zosi”. Po pierwszym roku Natalia wynajęła pokój w Krakowie i wyprowadziła się. Życie pod jednym dachem stało się nie do zniesienia.
Zosia, pewna bezkarności, porzuciła naukę. Kradła siostrze kosmetyki, a raz oskarżyła ją o ukrycie papierosów. Rodzice, rzecz jasna, uwierzyli młodszej.
Natalia znalazła pracę w Warszawie, poznała Krzysztofa, zaczęła terapię. Ślub wzięli cicho, bez rodziny. Za to teściowa, Halina, stała się jej prawdziwą matką. „Niektórym miłości starcza tylko dla jednego dziecka” – mówiła. „To ich strata”.
Kupili mieszkanie na kredyt, adoptowali kota Mruczka. Kontakt z rodzicami ograniczyła do minimum. Zosia? Studiowała – tyle wiedziała.
Pewnego wieczoru zadzwoniła matka: „Zosia potrąciła człowieka! Była pijana, bez prawa jazdy! Musimy przekupić policję i poszkodowanego. Dajcie oszczędności na samochód!”
Natalia wybuchnęła śmiechem. „Niech poniesie konsekwencje. Macie swoją ukochaną córkę – nie potrzebujecie mnie”.
Po rozmowie rozpłakała się w ramionach męża. Czuła ulgę: więzy pękły. Gdy urodziła córeczkę, powiadomiła rodziców. Odpowiedzieli: „Mamy jedną córkę – tę, która nie opuściła rodziny”.
Natalię to nie dotknęło. Dała im szansę. Oni wybrali Zosię. A ona – odnalazła szczęście w nowej rodzinie. Gdy rok później urodził się syn, wiedziała już, że miłości wystarczy dla obojga. I że nigdy nie powtórzy błędów Ewy i Jana.



