Niedługo wróćę…

Przy wyjściu z metra zrobił się korek. Na zewnątrz lało jak z cebra. Szczęśliwi posiadacze parasolek zatrzymywali się w drzwiach, wyciągali je z toreb. Ci, którzy nie mieli parasoli, nie spieszyli się z wyjściem. Ale z tyłu napierali ludzie i wypychali utkniętych w drzwiach na zewnątrz, prosto pod deszcz.

– Wyciągaj parasol – powiedział Marek tuż przy wyjściu.

– Nie mam parasola – odpowiedziała zdezorientowana Kinga, nie mogąc się oprzeć napierającemu tłumowi.

– Przecież rano ci mówiłem, że będzie padać – zirytował się Marek, stojąc pod deszczem i z żalem spoglądając na drzwi metra.

– Spóźniałam się, wszystko się pokręciło… Mógłbyś sam wziąć. Swoją drogą, twój parasol jest większy, zmieścilibyśmy się pod nim we dwoje – odparowała Kinga.

– Dobra, nie jesteśmy z cukru, nie rozpuścimy się – Marek zdecydowanie ruszył przed siebie, Kinga ledwo nadążała.

– Właśnie, że duży. Wczoraj taszczyłem go cały dzień, a deszczu nie było. Ty masz składany. Po co go w ogóle wyciągałaś z torebki? – burczał po drodze Marek.

– Suszyłam…

Szli i przekrzykiwali się przez szum deszczu.

– Sobie zawsze znajdujesz wymówki, a mnie wiecznie obwiniasz – wkurzyła się Kinga, zmęczona sprzeczką.

– Nie obwiniam cię, tylko powiedziałem…

– Powiedziałeś tak, że znowu poczułam się winna. Nie można było jakoś inaczej, bez wyrzutów? Albo w ogóle się zamknąć? Męczą mnie twoje czepialstwo. Z każdej pierdoły robisz problem na skalę światową – powiedziała urażona Kinga.

– Deszcz nazywasz pierdołą? – nie odwracając się, zapytał mąż. – Po prostu powiedziałem…

– Oj, nie zaczynaj znowu. Mam dość! – przerwała mu Kinga.
Dusiła się od szybkiego marszu, głos jej drżał.

Marek jeszcze pomrukiwał, ale ona już nie odpowiadała, i w końcu on też zamilkł. Kinga rozumiała, że nie ma racji, a ten cholerny deszcz… Ubranie szybko nasiąkło, przykleiło się do ciała. Woda spływała z włosów.

Kiedy to się zaczęło? Te drobne kłótnie i czepianie się. Czy zawsze tak było? Pewnie. Tyle że wcześniej starała się ustępować, gasić iskry pretensji, zanim rozgorzeje kłótnia.

Naprzeciw nich szedł mężczyzna. Nie miał parasola, ale wyglądał, jakby czerpał przyjemność z deszczu. Szedł spokojnie, ręce w kieszeniach dżinsów. Serce Kingi zabiło szybciej, wyprzedzając oczy i rozum. Krzysztof!

Kinga nie mogła oderwać wzroku od jego twarzy. On też na nią patrzył, ale mijając ją, nagle spojrzenie odwrócił. Jak to rozumieć? To przecież on! Nie mogła się pomylić. Ale przeszedł obok, nawet nie przywitał się. A może jednak się pomyliła? Ludzi podobnych jest mnóstwo. Kinga gwałtownie wciągnęła powietrze. Okazało się, że cały czas nie oddychała. Z żalu i dezorientacji w oczach pojawiły się łzy, na szczęście twarz była mokra od deszczu.

– Znasz go? Czemu się tak na ciebie gapił? – mąż pochylił się lekko, próbując zajrzeć żonie w twarz.

– Nie. Chyba się pomyliłam – po chwili milczenia wykrztusiła Kinga.
*A dlaczego udawał, że mnie nie zna i przeszedł obok?* – pytanie rozrywało jej serce.

– Kłamiesz. Tak na siebie patrzyliście… Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.

*No właśnie* – pomyślała Kinga, ale głośno powiedziała:

– Wygląda jak mój kolega z roku. Pomyliłam się. Sam widziałeś, nawet się nie przywitał – Kinga starała się mówić spokojnie, ale w środku wszystko w niej wrzało. – Zazdrościsz mi? – Chciała to obrócić w żart.

– Jesteś jakaś roztrzęsiona – nie dawał za wygraną Marek.

– Przestań mnie przesłuchiwać. Nie. Znam. Go! – krzyknęła Kinga, nie panując nad sobą.

*Ma rację, zobaczyłam ducha. Tak bardzo starałam się o nim zapomnieć! Ale skoro udawał, że mnie nie zna, ja też nie chcę go znać. Zdradził mnie…*

– Przyznaj się, że coś między wami było, skoro tak reagujesz – z udawaną obojętnością znów zapytał Marek.

– Czego ty ode mnie chcesz? Daj już spokój – błagała Kinga.

W końcu dotarli do domu.

– Ja pierwsza pod prysznic – powiedziała Kinga, ledwo weszli do mieszkania, i wślizgnęła się do łazienki.
Mąż coś zamruczał w odpowiedzi, ale ona odkręciła wodę, żeby go nie słyszeć. *No i wygląd! I on mnie taką zobaczył. Nic dziwnego, że przeszedł obok. Wszystko przez ten deszcz…* – myślała Kinga, przyglądając się sobie w lustrze.

Zsunęła z siebie mokre ubranie, wrzuciła do pralki i znów spojrzała w lustro. Figura szczupła jak dawniej, małe piersi nie opadły, na twarzy nie było zmarszczek. Kinga ucieszyła się, że natura obdarzyła ją gęstymi, czarnymi rzęsami. Rzadko używała makijażu. *Nie brakowało tylko rozmazanej tuszu na twarzy jak u kobry. Ale nieźle wyglądam* – pomyślała zadowolona z lustrzanego przeglądu. *A on się zmienił, dojrzał, rysy twarzy stały się ostrzejsze…*

Kinga weszła pod prysznic. Gorące strumienie wody rozgrzewały, rozluźniając zmęczone mięśnie. Stała tak, nie mogąc uwolnić się od wspomnień…

***

Kinga podeszła do tablicy. Przed wywieszonymi listami kandydatów stała ściana ludzi. Za wysokimi chłopakami nic nie widziała.

– Przepuśćcie! – nie wytrzymała Kinga i zaczęła się przepychać do tablicy.

– Proszę bardzo – ustąpił jej miejsca jakiś chłopak.

Kinga znalazła swoje nazwisko, ale ciągle ją popychano, więc kilka razy traciła wątek i musiała szukać od nowa. Nie było błędu, wszystko się zgadzało. Z trudem wydostała się z tłumu.

– Gratulacje – usłyszała obok siebie.
Kinga zobaczyła nieznajomego chłopaka.

– Dzięki. Ty też się dostałeś? – zapytała radośnie.

– Dostałem. Więc będziemy razem studiować.

– Super – uśmiechnęła się Kinga.

We wrześniu spotkali się jak starzy znajomi. Uczyli się

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × jeden =

Niedługo wróćę…