**Dzisiejszy wpis w dzienniku:**
Wanda wygładziła delikatne ciasto kruche w formie do pieczenia. Jej syn Krzysztof z żoną Anią mieli przyjechać za kilka godzin. Ciszę przerwał ostry, natarczywy dźwięk telefonu. Wanda wytarła ręce w fartuch i odebrała.
— Halo?
— Dzień dobry — rozległ się w słuchawce nieznany kobiecy głos. — Czy to Wanda Stanisławowa Kowalska?
— Tak, słucham — odparła, instynktownie się spinając.
— Nazywam się Teresa Janowa. Byłam teściową Ani. Pańskiej synowej.
Wanda bez słów przysunęła kuchenny stołek i usiadła. „Była teściowa?” Myśli pobiegły w stronę Ani, jej oszczędnych, lecz gorzkich wspomnień o poprzednim małżeństwie.
— Rozumiem — powiedziała spokojnie, starając się zachować zimną krew. — W czym mogę pomóc, Tereso Janowo?
Ton kobiety po drugiej stronie nagle zrzucił maskę uprzejmości. Stał się cierpki, pełen złośliwości i złowrogiej ciekawości.
— A no tak, chciałam się dowiedzieć, jak się ta nasza Ania u was miewa? Jak się zachowuje? Pewnie już się namęczyliście! Albo jeszcze nie? Ale uwierzcie mi na słowo — pożałujecie! Och, jak pożałujecie, że wzięliście tę leniwą do rodziny!
— Tereso Janowo, nie rozumiem. Ania to wspaniała dziewczyna. Dlaczego mielibyśmy żałować?
— Wspaniała?! — pisnęła Teresa. — Toż to leń! Ja podłogi myję codziennie, jak należy! A ona? Raz na trzy dni, i to z musu! A firanki! Kiedy pani ostatnio prała firanki? Hę? U mnie to raz w miesiącu, święta rzecz!
A ona? Raz na rok, jeśli w ogóle! Kurz latami zbierała! I gotowanie… Karmiła mojego biednego syna jakąś trucizną! Zupa jak woda, kotlety gumowe, nie do zjedzenia! Dostał nawet od tego zapalenia żołądka!
— Tereso Janowo, u nich w domu zawsze jest czysto. Nienaganna. A gotuje Ania wyśmienicie. Sama nauczyłam ją kilku sekretów i jest bardzo zdolną uczennicą. Nie mamy do niej żadnych pretensji. A zapalenie żołądka u pańskiego syna pewnie przez nadmiar alkoholu!
— Och, nie macie pretensji?! — wrzasnęła Teresa, ignorując słowa. — A jak ona traktowała męża?! Mój syn wracał zmęczony… no, wypił sobie trochę dla relaksu, jak każdy prawdziwy facet! A ona? Zamiast nalać kieliszek, ułożyć go spać, okazać troskę — darła się na niego! Awantury robiła! Prawdziwa bezduszna jędza!
Wanda zamknęła oczy. Wiedziała od Ani, że jej „trochę pijany” były mąż potrafił wrócić nad ranem, rozwalić mieszkanie, drzeć się i obrażać. Znała też swojego Krzysztofa — odpowiedzialnego, stroniącego od alkoholu. Nie znosił trunków. Za to przynosił żonie kwiaty bez okazji i dumny był z jej sukcesów w pracy.
— Mój syn, Krzysztof — wyrzekła wyraźnie, akcentując każde słowo — nigdy nie wraca pijany. Nigdy. Szanuje swoją żonę i swój dom. Ania nie ma powodu, by na niego krzyczeć. Są szczęśliwi.
W słuchawce zapadła ciężka cisza. Jakby Teresa Janowa zbierała siły na kolejny atak. Gdy znów przemówiła, jej głos był już jawnie wściekły, syczący:
— Szczęśliwi? Cha! A wie pani w ogóle, że ona jest z domu dziecka? My ją przygarnęliśmy, choć wiadomo, co tam się wyprawia. Nie bez powodu jest bezpłodna! Pusty kwiat! Zobaczy pani, miną lata, a wnuków nie będzie! Wtedy zrozumiecie, jakiego śmiecia wzięliście pod dach!
— Tereso Janowo — powiedziała głośno i wyraźnie, jakby stała przed nią twarzą w twarz — myli się pani. W każdym calu. U nas w rodzinie jest spokój, porządek i miłość. Kocham Anię szczerze. Szanuje mnie i nazywa mamą. Oczywiście wiemy, że Ania wychowała się w domu dziecka, ale to nie jej wina. Przeciwnie – starałam się dać jej choć odrobinę ciepła i matczynej miłości.
Jest dobrą, wrażliwą dziewczyną. A co do wnuków… Spóźniła się pani z „przepowiedniami”. Ania i Krzysztof będą mieli dziecko. Niedługo. Więc pańskie obawy są nie na miejscu.
Cisza w słuchawce. Potem przerwany, chrapliwy oddech. I… nagle — łkanie. Złośliwość ustąpiła miejsca płaczowi, nieporadnemu, urywanemu.
— Dziecko? — zachrypiała Teresa, a w jej głosie było coś żałosnego, złamanego. — Naprawdę? A może nie od waszego syna, co? Mój… mój syn…
Płacz przybrał na sile.
— To ruin— On jest już stracony! Pić nie przestaje, pracę zmienia jak rękawiczki… Goni za groszem, żyje byle jak… A ja tak pragnę wnuków! Choć jednego! — Wanda milczała, ale w jej sercu rosła pewność, że ich dom, pełen miłości i zrozumienia, będzie dla Ani i dziecka bezpieczną przystanią.



