Niech sobie myślą, że mam niesamowite szczęście w życiu.
Krysia nienawidziła swojego imienia, a jeszcze bardziej nazwiska – Tchórzewska. Dzieci, jak to dzieci, bywają bezlitosne. Już w pierwszej klasie przykleiło się do niej przezwisko „Tchórz”.
Przeglądała się w lustrze i marzyła, żeby mieć blond, długie włosy jak Ula Kowalska, smukłe nogi Asi Nowak czy chociaż bogatych rodziców, jak brzydka dwójak Ola Wiśniewska, którą do szkoły odwoził szofer w Mercedesie. *„Po co mama wyszła za takiego z takim okropnym nazwiskiem? Mogła pomyśleć, co mnie czeka. Wyjdę tylko za kogoś z normalnym nazwiskiem, a najlepiej z zagranicznym”* – marzyła.
Drażniły ją kręcone, nastroszone ciemne włosy, wiecznie wymykające się spod czapki czy spinkom. Jasnoszare oczy na śniadej cerze wyglądały tajemniczo i efektownie. Ale Krysi i one się nie podobały.
Mama pracowała jako księgowa w szpitalu, a tata jeździł autobusem. Pieniędzy w domu zawsze brakowało. Ojciec oszczędzał na samochód, więc skrupulatnie pilnował, by nie przepuścić ani złotówki. *„Nie ma co się stroić, herbatę przy budce”* – mruczał, widząc nową bluzkę córki. Często musiała nosić ubrania po kuzynce. Nowe rzeczy dostawała rzadko, i tylko wtedy, gdy nie pasowały siostrze. Jakże się tym wszystkim zmęczyła. Gdyby miała normalnych rodziców, nikt nie nazywałby jej Tchórzem.
Tuż przed maturą odwiedziła ich siostra ojca, ciotka Hela. Pracowała jako służąca u bogatej rodziny we Włoszech.
*„Chcesz, powiem ci, jak tam pojechać?”* – szepnęła pewnego wieczoru, kiedy spały razem w pokoju Krysi.
*„Oczywiście!”* – ucieszyła się dziewczyna.
*„Cicho, bo Andrzej nie pochwali. Masz osiemnaście?”*
*„Tak, w styczniu skończyłam”* – serce zaczęło jej bić szybciej.
*„No to dobrze. Nie potrzebujesz zgody rodziców. Zrób, jak ci powiem, a wszystko się uda. Andrzej i tak całe życie był skąpy.”*
Wyglądała jak prawdziwa włoska signora. Nikt by nie powiedział, że pracuje na służbie. *„Liczą się pieniądze, a nie to, jak się je zdobywa”* – mawiała.
Krysia wpadła w obsesję. Ciotka dała jej pieniądze, mówiąc, że odda, kiedy zarobi.
Zrobiła wszystko, jak radziła Hela. Dla pozorów, żeby rodzice nie męczyli pytań, zapisała się do szkoły fryzjerskiej. Ale gdy nadeszło wezwanie z Włoch, rzuciła naukę, spakowała rzeczy, zostawiła list i wyjechała.
W Mediolanie odebrała ją ciotka i zawiozła do wielkiej, pięknej willi na przedmieściach, gdzie Krysia miała opiekować się schorowaną osiemdziesięciolatką.
*„Nie zawiedź. Nie kradnij. Zarekomendowałam cię”* – instruowała przerażoną swoją śmiałością i ucieczką Krysię.
Ogromny dom oszołomił skromną dziewczynę. Dostała mały pokoik obok sypialni staruszki. Cieszyła się, że nie musi wynajmować mieszkania. Za dodatkową zapłatą sprzątała dom jeszcze dwa razy w tygodniu. Prawie go nie opuszczała. Włochy ograniczały się dla niej do ścian rezydencji i widoku na idealnie przystrzyżony trawnik. Ale to jej nie martwiło. Rok minie szybko, nie będzie dozgonną pielęgniarką. Zarobi, nauczy się języka, coś wymyśli. *„Zobaczymy”*.
I tak, jak ojciec, zaczęła oszczędzać. Nie miała gdzie i na co wydawać. Robiła sobie zdjęcia na tle luksusowych mebli w salonie, gdy gospodarzy nie było, i wrzucała na media społecznościowe. *„Niech myślą, że mam niesamowite szczęście”*.
Byłe koleżanki lajkowały, zazdrościły. Nikt już nie nazywał jej Tchórzem. Pytali, jak tam trafiła – odpowiadała wymijająco.
Pewnego dnia jej zdjęcia skomentował Kamil, dawny kolega z klasy. Zaczęli pisać. On również niewiele mówił o sobie – pracował w warsztacie samochodowym u ojca, dobrze zarabiał, kupił sobie Audi. Wstawił zdjęcie na tle czerwonego auta.
Ale coraz częściej pisał o uczuciach. Żałował, że są daleko, pytał, kiedy wróci. Krysia odpowiadała niejasno, że nie planuje, bo we Włoszech jest świetnie. Zdawała sobie sprawę, że na jego miłość wpłynęła głównie jej włoska przygoda. Ale Kamil zapewniał, że zawsze mu się podobała, już od siódmej klasy. Rzeczywiście, często łapała jego zainteresowane spojrzenia na lekcjach. Tak bardzo chciała mu wierzyć. I wierzyła.
Pewnego dnia gospodarze wybrali się na przyjęcie. Zwykle wracali późno w nocy, a czasem nad ranem. Staruszka dawno spała. Krysia weszła do garderoby i przymierzyła kilka sukienek pani domu. Jedna, czerwona, na cienkich ramiączkach, leżała na niej idealnie. Włoszka była chuda, miała płaski biust. A u Krysi wszystko było na swoim miejscu: jędrne piersi, wąska talia i kształtne biodra. Patrzyła w lustro i po raz pierwszy podobała się sobie.
Nalała wina do kieliszka i zaczęła robić sobie zdjęcia telefonem, siedząc w salonie na kanapie, na tle obrazów… Natychmiast wrzucała je do sieci z komentarzami: *„Wróciłam z przyjęcia… Zmęczona. Szkoda mi się przebierać. Kieliszek dla relaksu…”*
Wino wypiła. Potem drugi kieliszek. I zasnęła w wieczorowej sukience na salonie.
Obudził ją krzyk pani domu. Kobieta wrzeszczała tak szybko po włosku, że Krysia nie zrozumiała ani słowa. Dopiero gdy gospodyni wskazała suchym palcem na drzwi, zrozumiała – wyrzucają ją. Kobieta nie leniła się, wbiegła do pokoju Krysi, wyrzuciła jej rzeczy pod nogi i krzyczała: *„Via!”* To zrozumiała bez tłumaczenia.
Gdy szła już do drzwi, w lustrze zobaczyła swoje odbicie i z satysfakcją pomyślała, że wciąż ma na sobie tę piękną sukienkę. Ale za wcześnie się cieszyła. W ostatniej chwili pani domu zawróciła ją.
Powoli ściągała suknię, pod którą miała tylko stringi. Tłusty, łysy mąż gospodyni obrzucił jej nagie ciało lubieżnym spojrzeniem. Krysia powoli włożyła dżinsy i bluzkę, a mężczyzna mówił coś gorączkowo do żony. Pewnie próbował ją przekonać, by wybaczyła i zostawiła PolKrysia zatrzasnęła za sobą drzwi willi, wiedząc, że teraz już tylko ona decyduje, jaką maskę założy i komu pokaże prawdę.



