Niech leci sama. Może ją tam porwą zmarszczyła brwi teściowa.
Duszne, czerwcowe popołudnie przed wyjazdem na urlop powinno pachnieć podnieceniem i ostatnimi miłymi przygotowaniami.
Ale w mieszkaniu Antoniego i Małgorzaty powietrze było ciężkie od napięcia. W samym środku salonu, niczym pomnik trosk, stała Helena Leśniewska. Mocno ściskała w dłoni pilot od telewizora.
Ja się na to nie godzę! Oszaleliście?! jej głos, wyćwiczony przez lata pracy jako nauczycielka, brzmiał twardo jak stal.
Na ekranie zatrzymał się obraz sensacyjnego programu informacyjnego: ponury prezenter na tle mapy Azji Południowo-Wschodniej rysował czerwone strzałki zagrożeń.
Małgorzata, pakująca walizkę z godnym podziwu spokojem, westchnęła tylko cicho.
Znała ten scenariusz na pamięć. Antoni, z miną człowieka przegranego w sporze, próbował coś powiedzieć.
Mamo, daj już spokój. To bzdury! Przecież mamy wykupiony porządny wyjazd
Bzdury?! pani Helena machnęła rękami, a pilot o mało nie poleciał w kąt. Ty, Antku, oczy sobie przejrzyj! Ona cię do grobu wpakuje! Do Tajlandii tam co drugi handlarz ludźmi! Poślą cię, głupku, po piwo gdzieś w zaułek nie wrócisz! Rozbiorą cię na części, wywiozą w lodówce! A ją wskazała Małgorzatę dramatycznym gestem ją sprzedadzą do burdelu! W reportażu pokazywali!
Małgorzata przestała układać rzeczy w walizce. Podniosła spokojne, nieco zdziwione oczy na Helenę Leśniewską i zrobiła taką pauzę, jakiej Antonowi nigdy nie udawało się wytrzymać.
Pani Heleno, Małgorzata mówiła cicho, lecz wyraźnie. Naprawdę wierzy pani, że każdy Taj to mafiozo po studiach medycyny i jednocześnie sutener?
Nie kpij! Fakty mówią same za siebie! W telewizji pokazują! Ludzie, którzy jadą za tanim egzotycznym wypoczynkiem, kończą w słoikach z formaliną!
Antoni przetarł dłonią twarz.
Mamo, to po prostu programy dla emerytów, którzy potrzebują dreszczu emocji. Żeby oglądali dalej, straszy się ich specjalnie. Tam są miliony turystów…
I tysiące znikają bez śladu! odparła Helena. A wy już bilety kupiliście, Małgorzato? Oddacie je?
Kupiłam. I nie oddam, rzuciła spokojnie Małgorzata. Dwa lata na tę podróż odkładaliśmy pieniądze. Sprawdzałam opinie, czytałam fora, rezerwowałam z porządnego biura podróży. Nie zamierzamy włóczyć się po szemranych dzielnicach. Będziemy zwiedzać, plażować na plaży w Pattayi, jeść tom-yum
Zatrują was tam, kto wie, co oni do tych zup wkładają mruknęła teściowa. Antek, synku, błagam, przemyśl. Niech ona leci jak tak chce. Jej ryzyko, jej sprawa, a ty zostaniesz cały i zdrowy. Matczyna intuicja nie kłamie!
W powietrzu zawisła ciężka, niewypowiedziana cisza. Wtedy Małgorzata powiedziała to, co pewnie zbierała w sobie od lat.
Dobrze, zamknęła walizkę z kliknięciem. Ma pani rację, pani Heleno. Ryzyko jest dla odważnych. Polecę sama.
Małgośka! Żartujesz!? wyrwało się Antoniemu.
Słyszałeś, co mama mówiła. Jej serce czuje zagrożenie. Nie mogę brać odpowiedzialności za twoją wątrobę, nerki i resztę. A tym bardziej narażenia cię na niebezpieczeństwo handlarzy ludźmi. Zostań w domu, pij herbatę z mamą i oglądajcie dalej programy o światowych spiskach. Ja uśmiechnęła się z lodowatą ironią ja polecę do tego piekła sama.
Helena wyglądała na usatysfakcjonowaną i jednocześnie totalnie zdezorientowaną.
Wygrała, ale gotowość Małgorzaty do podjęcia wyzwania wytrąciła ją z równowagi.
I dobrze, powtórzyła nieco mniej przekonująco. Sama chciałaś
Antoni jeszcze próbował przekonywać, prosić, ale Małgorzata była nieugięta. Noc przed wylotem spędzili na przeciwległych brzegach łóżka, w milczeniu.
Może jednak zmienisz zdanie? szepnął mężczyzna.
Nie padła szybka odpowiedź.
*****
Samolot wylądował w Bangkoku, a fala gorącego, przyprawionego wilgocią powietrza objęła Małgorzatę jak koc.
Strach? Żadnego. Było zmęczenie, ekscytacja i ciekawość. Pierwsze dni spędziła, zgodnie z planem, spacerując po pełnych uśmiechów ulicach, zachwycona złotymi świątyniami i przepysznym street foodem.
Nikt nawet nie podjął próby, żeby ją okraść, nie mówiąc o porwaniu. Sympatyczni sprzedawcy na bazarkach wciskali jej owoce, czasem opuścili dziesięć bahtów dla ślicznej pani.
Do rodzinnej grupy na komunikatorze (teściowa zażądała, by ją dodać) wysłała zdjęcie: Małgorzata z egzotycznym koktajlem, uśmiechnięta, tło błękitne morze. Podpis: Organy mam jeszcze wszystkie! O propozycji handlu ludźmi póki co nic nie słychać!
Antoni odsyłał jej same serduszka. Helena milczała, ale wszystko czytała.
W końcu Małgorzata ruszyła na północ, do Chiang Mai. Tam, w kameralnym pensjonacie rodzinnym, którego właścicielka starsza Tajka o imieniu Nok uczyła ją robić prawdziwy pad thai, wydarzyło się coś przełomowego.
Nok, łamiąc angielski z tajskim akcentem, wydawała się do złudzenia przypominać Helenę.
Z takim samym niepokojem opowiadała o córce pracującej w Seulu.
Jest tam sama, zimno tam, ludzie sztywni, jedzenie dziwne żaliła się, mieszając energicznie makaron. W telewizji pokazywali: radioaktywność w powietrzu i wszyscy niemili!
Małgorzata spojrzała na jej zatroskaną twarz i wybuchła śmiechem. Śmiała się w końcu przez łzy.
Nok patrzyła zdziwiona, więc Małgorzata przy pomocy gestów, rysunków na telefonie i najprostszych słów opowiedziała jej o Helenie, telewizji, zmorach o organach i handlarzach.
Nok słuchała, robiąc coraz większe oczy. Potem sama się roześmiała. Dźwięcznie, jak dzwoneczek.
Ach te matki! zakrzyknęła. Na całym świecie są takie same! Boją się tego, czego nie znają. Telewizja wszędzie gada głupoty!
Wieczorem, na tarasie pod gwiazdami, Małgorzata zadzwoniła do Heleny na wideo.
Helena wyglądała na zmęczoną i podejrzliwą.
No i co? Żyjesz? przywitała się bez ogródek.
Żyję, wszystko na miejscu, pani Heleno. Niech pani zobaczy.
Małgorzata obróciła kamerę na tarasie, z tacą słodkiej herbaty i owoców, pojawiła się Nok. Roześmiała się serdecznie, widząc poważną minę starszej Polki.
Dzień dobry! zawołała wesoło Nok. Pani synowa świetnie gotuje! Spokojnie, będę jej pilnować! Żadnego handlu organami! i objęła Małgorzatę ramieniem.
Helena milczała, patrząc raz na uśmiechniętą Tajkę, raz na zrelaksowaną,i opaloną Małgorzatę.
I i wszystko w porządku? zapytała już bez zwykłej pewności.
Wszystko. Nawet apetyt mi wrócił. Pani Heleno, tu ludzie są przemili i krajobrazy bajeczne. Nok mówi, że boi się o córkę w Korei, bo telewizja straszy, że tam zimno i nieprzyjaźnie Taka sama historia.
Nastała długa cisza.
Daj mi do niej numer powiedziała nagle Helena. Do tej Nok.
Małgorzata podała telefon. Przez dziesięć minut dwie kobiety, oddzielone tysiącami kilometrów i barierami kulturowymi, rozmawiały. Niczego nie rozumiały, ale rozumiały wszystko. Nok kiwała, śmiała się, Helena najpierw patrzyła srogo, potem powoli się rozluźniała.
Na koniec nawet próbowała się uśmiechnąć nieporadnie, ale już bez dawnych strachów.
Po zakończeniu rozmowy Antoni napisał do Małgorzaty: Mama właśnie wyłączyła tv. Powiedziała: Dość tego siania paniki. I pyta, kiedy wracasz.
Małgorzata przez chwilę patrzyła w gwiazdy nad Chiang Mai. Wysłała zdjęcie: obie z Nok uśmiechnięte, objęte. Podpis: Znalazłam sojuszniczkę. Jutro lecę na paralotni. Organy bez zmian. Całuję!
Powrót do Polski był lekki jak piórko. Na lotnisku czekał Antoni, a kawałek dalej Helena z bukietem fioletowych astrów.
Nie rzuciła się do uścisku, ale i nie krzyczała. Chrząknęła, podała kwiaty.
No co, cała?
Na miejscu, jak widać. I nikt mnie nie kupił
No dobra burknęła teściowa. To opowiesz, jak tam A ta twoja Nok?
Po drodze do domu Małgorzata opowiadała o świątyniach, jedzeniu, życzliwości ludzi i zabawnych przygodach.
Helena słuchała, czasem pytała. Telewizor milczał.
W jego czarnej tafli odbijały się trzy postacie: mąż obejmujący żonę i teściowa, która wreszcie zaczęła patrzeć na świat nie przez telewizyjne sensacje, lecz przez relacje kogoś, kto wrócił z piekła nie tylko zdrowy, ale i szczęśliwy.
Wieczorem, przy herbacie, Helena rzuciła niby od niechcenia:
W przyszłym roku jakbyście chcieli może bym leciała z wami? Tylko nie do jakichś dziczy
Antoni i Małgorzata wymienili porozumiewawcze spojrzenia i się uśmiechnęli. To było nieoczekiwane, że Helena spojrzała na świat pod nowym kątem.
Jednak dwa dni później, wpadła do nich podekscytowana i z miejsca oznajmiła:
Jednak z wami nigdzie nie polecę! Tobie, Małgorzato, po prostu się udało! W telewizji mówili, że ostatnio znowu kogoś porwali! Nie chcę dożyć tej historii!
Jak pani woli wzruszyła ramionami Małgorzata.
Antku, i ty nie masz po co tam jechać. W Polsce też pięknie, można zwiedzać, podsumowała poważnie Helena.
Syn tylko pokręcił głową. Nie miał siły się sprzeczać wiedział, że to walka z wiatrakami.



