Niebieska nitka

Niebieska żyłka

Jakże ją kochał Paweł. Oszaleć można – stał pod jej oknami późnymi wieczorami, drżał z radości, gdy udało mu się dostrzec jej nikły cień za firanką. Wydawała mu się nieosiągalna, jak zjawa z innego świata. Uwielbiał jej delikatność, bladą, przejrzystą skórę, przez którą prześwitywały niebieskawe nitki żyłek. Czuł, jak serce wali mu jak młot, a oddech zapiera się w piersi z nadmiaru uczucia.

Na szkolnym balu choinkowym zaprosił ją do tańca. Jadwiga była od niego niższa, więc kręcić się z nią w kółko było niezręcznie. Mięśnie Pawła naprężały się jak struny, czoło pokryło się kroplami potu, a dłonie spocone ze zdenerwowania paliły ogniem na jej smukłych biodrach. Nie mógł opanować drżenia, wstydził się, że ona to czuje. Gdy muzyka ucichła, odsunął się od niej wreszcie mógł zaczerpnąć powietrza.

Dziwiło go, że inni chłopcy nie szaleją za Jadwigą.

Dla przykładu – Krzysiek wolał rosłą Bożenę, która biegała po bieżni na lekcjach wuefu, górując nad koleżankami, a jej wysoki kucyk kołysał się w rytm kroków jak wahadło.

Dla Pawła jednak królową piękności była wiotka Jadwiga. Stała się jego obsesją, chorobą, natrętnym marzeniem. Matka nie podzielała zauroczenia syna.

— Ładna, ale jakaś wątła — mówiła do ojca. — Trzeba go od tego odciągnąć. Nie pasują do siebie. Co ona w ogóle ma w głowie? Taka jakaś… nie z tego świata. Z niej żona i gospodyni? A i imię jakieś obce, nie nasze. Namów go na studia w Krakowie. Tylko żeby stąd wyjechał.

Ojciec przytaknął i porozmawiał z synem po męsku. Powiedział, że w Krakowie więcej możliwości, że po prestiżowej uczelni czeka go świetlana przyszłość. Że nawet opłacą studia, jeśli nie dostanie się na budżet. I Paweł się zgodził.

Nad łóżkiem w akademiku powiesił zdjęcie Jadwigi, powiększone z klasowej fotografii. Ale Jadwiga została w domu, a Paweł był młody. Zdobywał doświadczenie, spotykał się z dziewczynami, a obraz kruchej koleżanki przechowywał w pamięci i snach.

Aż poznał Kasię. Nie trzęsły mu się ręce, gdy jej dotykał, myśli pozostawały jasne. Rozumieli się bez słów. Z nią było łatwo i bezpiecznie. Wspomnienie Jadwigi odsunęło się w niepamięć.

Po studiach Paweł ożenił się z Kasią i został w Krakowie. Matka cieszyła się z jego wyboru. Lepiej to niż ta dziwna Jadwiga.

Rok później urodziła się im córeczka, Zosia. Paweł oszalał z miłości do maleństwa. Gdy tylko kichnęła, był gotów poderwać całą krakowską służbę zdrowia. A Jadwiga pozostała tylko mglistym wspomnieniem z lat szkolnych.

— Tatę zabrali do szpitala. Będzie operacja. Lepiej przyjedź — zadzwoniła pewnego dnia matka.

Zosia była przeziębiona, więc Kasia z córeczką zostały w domu. Paweł wziął urlop i pojechał sam.

Kraków żegnał go mżawką, a rodzinne miasto powitało słońcem i złotą polską jesienią. Ojciec starał się nie okazywać strachu.

Operacja się udała. Matka dniem i nocą czuwała przy mężu, a Paweł został sam. Niebezpieczeństwo minęło, mógł wracać do swoich dziewczyn, jak nazywał żonę i córkę.

Ze szpitala szedł powoli, bez pośpiechu. Strach o ojca opadł, w piersi czuł ulgę. Stąpał po żółtych liściach, wdychając rześkie powietrze pachnące ziemią i opadającą korą.

Przed nim zatrzymała się młoda kobieta. Pochyliła się nad wózkiem, poprawiając coś dziecku. Serce Pawła zabiło mocniej, zanim jeszcze zrozumiał, kogo widzi.

— Cześć — powiedział, podchodząc.

Jadwiga wyprostowała się, poznała go, uśmiechnęła się. Paweł wpatrywał się w jej wąską twarz, wciąż tak samo delikatną, z przezroczystą skórą, przez którą prześwitywały żyłki, i w ten sam smutny, nieobecny wzrok.

— Witaj. Do rodziców przyjechałeś? Na urlop? — zapytała.

— Tata miał operację.

— Coś poważnego? — W jej oczach mignął niepokój.

— Już w porządku. A ty? Twój? — skinął głową w stronę wózka.

— Mój. — W sposobie, w jaki to powiedziała, Paweł od razu wyczytał, że nie wyszła za mąż.

Zrobiło mu się tak żal, że chciał objąć jej twarz dłońmi i pocałować ją tu, na ulicy. Odprowadził ją do domu, wypytywał o kolegów z klasy. Opowiadał o sobie, nie czekając na jej pytania. Pomógł wnieść wózek do klatki. Jadwiga mieszkała w tym samym miejscu. Rodzice zostawili jej mieszkanie i przenieśli się na wieś.

— Wpadnij kiedyś — rzuciła na pożegnanie.

Paweł pomyślał, że mógłby teraz iść za nią, ale się powstrzymał. Jak dawniej, wydawała się nieosiągalna. Nie umiał po prostu zaproponować herbaty.

Rano z matką znów pojechali do szpitala. Ojciec wyglądał lepiej, nawet żartował. Matka została, a Paweł kupił buJuż nigdy więcej jej nie zobaczył, ale czasem, gdy patrzył na cień drzewa tańczący na ścianie, przypominał sobie niebieską żyłkę na jej skroni i uśmiechał się do tamtego chłopca, którym kiedyś był.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwanaście − 4 =

Niebieska nitka